Pisze Jan Maciejewski w „Plusie Minusie” („Ucieczka w neutralność”) – posiłkując się obrazem procesji Bożego Ciała przechodzącej przez warszawski plac Zbawiciela – że „Polacy będą się dzielić na tych, którzy w niej idą, i drugich, którzy przed nią uciekają”. Dalej jest bardziej niepokojąco: „»Neutralność« to bardzo gruba warstwa makijażu pokrywająca wykrzywioną z wrogości twarz. Nie będzie nigdy Polski »światopoglądowo neutralnej«, może być co najwyżej taka, która Kościół zatłucze z nienawiści na śmierć”. Piszę to nawet nie po to, aby bronić „neutralności”, ale z niezgody na tę „wykrzywioną z wrogości twarz”, z którejkolwiek strony ona by spoglądała.
Czytaj więcej
Dopóki chociaż jedna procesja będzie wychodzić w Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa na ulice, Polacy będą się dzielić na tych, którzy...
Procesja Bożego Ciała i reakcja na nią
Spotkanie dwu różnych światopoglądowo grup, z których jedna głośno afirmuje swoją wiarę, budzi zrozumiałą konfuzję. Po obu stronach. Ludzie idą w procesji, ich wiara jest prosta, a serca czyste; lecz – wkraczając w otoczenie bezreligijne – chcą jeszcze mocniej trwać przy sprawowanym obrzędzie, jeszcze goręcej afirmować wiarę.
Ale najliczniejsi i najbardziej wartościowi wyprowadzają swoje wartości z humanistycznego dorobku ludzkości, z solidarności z innymi ludźmi. Wtedy są braćmi idących w procesji, choć jedni i drudzy o tym nie wiedzą
Reakcja tych, którzy tkwią przy kawiarnianych stolikach, którymi obstawiony jest modny Zbawix, jest bardziej zróżnicowana. Część z nich to wierzący w swe dogmaty ateiści, ale tylko ich mniejszość podziela poglądy nieco już przebrzmiałego Richarda Dawkinsa, głoszącego, że każda religia jest złem, które należy tępić i usuwać z przestrzeni publicznej.
Reakcje niewierzących są dużo bardziej zróżnicowane
Obok nich grymas oburzenia i pogardy prezentować mogą dość liczni wśród nas „ateiści pełnego brzucha”, niezadowoleni, że jacyś dewoci zakłócają im sytą kontemplację metabolizmu, przypominając o porzuconej z lenistwa metafizyce. A cała reszta bywalców Zbawixa? To po prostu – jak powiadają Anglosasi – „nony” (od „non religious”), ludzie bezreligijni; niektórzy w „coś tam” wierzą – w jakąś kosmiczną moc, w matkę ziemię, w czary-mary i cokolwiek sobie ubrdają – inni dla świętego spokoju wizytują kościół z okazji Bożego Narodzenia, jeszcze innych rażą księżowskie zboczenia albo modlitwy ułożone kilkaset lat temu.
Ale najliczniejsi i najbardziej wartościowi wyprowadzają swoje wartości z humanistycznego dorobku ludzkości, z solidarności z innymi ludźmi. Wtedy są braćmi idących w procesji, choć jedni i drudzy o tym nie wiedzą. Tym bardziej że część procesjonistów – przekonanych, że idą w bezbożnym i wrogim im świecie – utwardza się w wierze i obrzędzie tak mocno, że pokazuje tą samą „wykrzywioną z wrogości twarz”.