Żołnierze i strażnicy graniczni są obiektami agresji – ale wiedza o tych przypadkach jest przedstawiana ogólnie, nie wiadomo dokładnie, kto atakuje i czy sprawców schwytano. Białoruskie służby niewątpliwie miałyby w tej sprawie coś do powiedzenia. Z relacji osób, którym udało się przejść na polską stronę i które otrzymały pomoc, wynika, że wojsko Łukaszenki szantażuje ich losem rodzin, które pozostają w obozach. To sytuacja niebezpieczna, uchodźcy są zdeterminowani, a za plecami mają wycelowane karabiny. Niestety w tych warunkach o tragedię nietrudno.
Czytaj więcej
- Mamy sygnały o odwoływaniu rezerwacji w kwaterach czy pensjonatach. I to pomimo tego, że nie ma tu i nigdy nie było żadnego zagrożenia ani dla tu...
Donald Tusk wszedł w buty Mariusza Błaszczaka
Dlaczego jednak Koalicja Obywatelska nieoczekiwanie oddała piłkę PiS, a premier Tusk wszedł w buty Mariusza Błaszczaka? Przecież użycie siły wobec osób chcących przedostać się przez druty nie ochroni polskich funkcjonariuszy. A strefa buforowa zamyka kawałek Polski, a nie Białorusi, więc chronić będzie raczej przed mediami, a nie uchodźcami. Może to się mieści w strategii utwardzania elektoratu przed wyborami, w których przewidywana jest niska frekwencja, ale znaczy też, że specjaliści od PR odpuścili całą resztę obywateli, czyli tych, którzy zapewnili w wyborach parlamentarnych wysokie zwycięstwo obozowi anty-PiS, wierząc, że czeka nas przełom. Czy tak już zostanie?
To jest pytanie o perspektywę wyborów prezydenckich. Stosowanie w praktyce bardziej humanitarnej polityki na granicy jest przecież możliwe. Procedury weryfikujące migrantów można wciąż stosować. Można też wnioskować do UE o natychmiastową pomoc finansową w celu stworzenia warunków do przetrzymywania osób w detencji, tak by mogły skorzystać z ochrony międzynarodowej, zgodnej z prawem. Możliwe jest też wciąż uwzględnianie interesu tamtejszych mieszkańców, którzy odcięci od świata zewnętrznego nie mogą prowadzić swoich biznesów, przyjmować turystów, sprzedawać produktów.
Czytaj więcej
Migranci atakują coraz częściej pograniczników. Ich proce mają ogromną siłę wyrzutu, bo są rozpięte na drzewach. Są przypadki, że w stronę funkcjon...
Dzieje się to, co działo się za rządów PiS
Ale Polska oficjalnie – z jednej strony – wetuje pakt migracyjny UE, zgodnie z którym przysługiwałaby nam pomoc jako krajowi poddanemu presji migracyjnej, a z drugiej – dokonuje push backów, nie próbując w żaden sposób uzyskać pomocy ze Wspólnoty. Dzieje się więc dokładnie to samo co za czasów rządów PiS.
Pakt migracyjny wprowadza „obowiązkowy mechanizm solidarności”. To znaczy, że państwa wolne od naporu migrantów i uchodźców muszą okazać w wybrany sposób (finansowo lub praktycznie) swoją solidarność tym, które nie są w stanie same sobie z tym zjawiskiem poradzić. Relokacja obowiązkowa nie jest, ale solidarność – tak. Polska dziś zgodnie z zapisami paktu taką właśnie solidarną pomoc musiałaby otrzymać. Określenie tego, kto jej potrzebuje, a kto nie, będzie dokonywane na podstawie szczegółowych raportów o liczbie uchodźców obecnych na terytorium danego państwa. Dlaczego polscy politycy nie domagają się głośno środków finansowych, które mogłyby pomóc zarówno krajowi, jak i cierpiącym ludziom?
Odpowiedź jest prosta i smutna: bo to się politycznie nie sprzeda. PR-owcy przejrzeli sondaże i stwierdzili, że taka cywilizowana strategia zupełnie się nie opłaca wyborczo. Bo, jak to powiedział kiedyś klasyk: „ciemny naród tego nie kupi”. Więc brną świadomi, że każdy incydent czy tragedia z udziałem funkcjonariuszy Straży Granicznej czy żołnierzy jeszcze mocniej przestraszy i zmobilizuje żelaznych wyborców. Tylko po co się było tak zachwycać wyborczym zrywem Jagodna 15 października?