Maciej Olex-Szczytowski: Co Stauffenberg myślał o Polakach i Żydach

Pucz Stauffenberga stanowi podstawową część narodowej mitologii Niemiec. Tym bardziej dziwi, że niemieccy historycy milczą na temat tego, co zamachowcy myśleli o Polakach i Żydach.

Publikacja: 20.07.2023 03:00

Jak co roku, 20 lipca rekruci Bundeswehry zostaną zaprzysiężeni przed Ministerstwem Obrony na Stauff

Jak co roku, 20 lipca rekruci Bundeswehry zostaną zaprzysiężeni przed Ministerstwem Obrony na Stauffenbergstrasse w Berlinie

Foto: pap/EPA/CLEMENS BILAN

Co roku 20 lipca Niemcy obchodzą rocznicę niedoszłego zamachu stanu w 1944 r., kiedy pułkownik Claus hrabia Schenk von Stauffenberg usiłował zabić Adolfa Hitlera. Rekruci Bundeswehry zostaną zaprzysiężeni przed Ministerstwem Obrony na Stauffenbergstrasse w Berlinie i wezwani przez ministrów do przestrzegania szlachetnych pryncypiów wyznawanych przez niemiecką opozycję.

Luka w mitologii

Dziś pucz Stauffenberga stanowi podstawową część narodowej mitologii Niemiec. Powstały tysiące opracowań na temat dysydentów i ich planów. Tym bardziej dziwi, że niemieccy historycy na ogół milczą na temat polityki zamachowców wobec Polski. Pozwolę sobie pokrótce wypełnić lukę, opierając się na badaniach, które przedstawiłem w zeszłym roku w Fort Worth na dorocznej konferencji amerykańskiej Society for Military History.

Czytaj więcej

Jak Hitler kazał spalić Niemcy

Jedna okoliczność obrazuje istotę sprawy. Prawie do końca spiskowcy (było ich raptem 130) utrzymywali kontakty z zachodnimi aliantami za pośrednictwem poselstw brytyjskich oraz amerykańskich w Szwecji i Szwajcarii. Jednym z rozmówców był Allen Dulles, słynny założyciel CIA. Ale w żadnym momencie puczyści nie pofatygowali się o kontakt z rządem RP w Londynie. Doskonale wiedzieli, że polski rząd także dysponuje placówkami dyplomatycznymi w Sztokholmie i Bernie. Wiedzieli, że władze polskie kontrolują znaczące siły na Zachodzie i że w 1944 r. AK liczyła około 380 tys. ludzi, a ponieważ Generalne Gubernatorstwo było nominalnie częścią Rzeszy, AK była prawdziwym ruchem oporu w Niemczech.

Niezręcznym faktem bowiem jest to, że gros spiskowców gardził Polakami i Polską w sposób typowy dla niemieckich elit tamtego okresu. Nie mogli zaakceptować, że Polacy mają prawo do niezależnego, liczącego się państwa. Prawie do końca chcieli, aby granica Rzeszy odpowiadała tej z 1914 r. czy nawet z października 1939 r., gdy Łódź, Poznań, Bydgoszcz, Katowice i Gdańsk przypadły Niemcom. Niedoszły kanclerz puczystów Carl Goerdeler, za wczesnego Hitlera burmistrz Lipska, namawiał przed wojną Wielką Brytanię, by sprzedała „korytarz” (Pomorze) za plecami Polski. Warszawa w ogóle nie była dla niego partnerem. Nawet gdyby Londyn przystał na to żądanie, szanse na zgodę Polski były minimalne. Ale sir Robert Vansittart, guru w brytyjskim Foreign Office, słusznie nazwał postulat Goerdelera niemoralnym i „histerycznym”.

Antypolski rasizm

W lipcu 1939 r. ekspert dysydentów, a zarazem wysłannik niemieckiego ministra spraw zagranicznych Ribbentropa, Adam von Trott, spotkał się w Londynie z premierem Chamberlainem i ministrem spraw zagranicznych Edwardem Woodem. Trott spodziewał się, że Wielka Brytania zrzeknie się gwarancji udzielonej Polsce po przejęciu Czech przez Rzeszę. Co absurdalne, wierzył, że Brytyjczycy zmuszą Polskę do ustępstw terytorialnych, jeśli Niemcy przywrócą byt Czechosłowacji (ale bez Sudetenlandu).

Czytaj więcej

Stauffenberg przybywa do Kozienic

W czasie wojny obsesje na punkcie granic z Polską nie malały. Analogicznych dążeń do zwrotu Alzacji i Lotaryngii przez Francję nie było. Możemy zatem nazwać źródło tych obsesji po imieniu: antypolski rasizm. Opozycja zrozumiała, że w dobrym guście byłoby odtworzenie jakiegoś państewka polskiego, ale miało ono być kadłubowe i rządzone przez Niemcy. Taki twór mógł służyć co najwyżej jako bufor, jak chciał np. kandydat puczystów na głowę państwa, gen. Ludwig Beck.

W okresie zwycięstw plany spiskowców wyrosły do geopolitycznych marzeń o Europie bez ceł i ze wspólną walutą, rządzonej przez Niemcy, dla ich ekonomicznych korzyści (brzmi znajomo?). Gdy w 1941 r. Niemcy zaatakowały ZSRR i front przesuwał się na wschód, Kresy Wschodnie II RP miały pozostać pod władaniem niemieckim ze względu na „bezpieczeństwo” Rzeszy. Kiedy niemieckie szanse na zwycięstwo zmalały, pojawiły się pomysły, aby zrekompensować Polsce utratę Wielkopolski, Kujaw, Górnego Śląska i Pomorza. W marcu 1943 r. Winston Churchill musiał być zdezorientowany, gdy go poinformowano, iż Goerdeler raptem proponuje „podarowanie” Polsce… Litwy. Rzecz jasna, poglądy Litwinów nie zostały wzięte pod uwagę. Oczywiście, ten amalgamat polsko-litewski miał również być zależny politycznie i ekonomicznie od Niemiec. Nic dziwnego, że alianci uznali opozycję niemiecką za niepoważną.

Pogromy i getta

Problemem dla niemieckich historyków jest również to, że poparcie wśród opozycji dla granic z 1914 r. lub z końca 1939 r. wiązało się z uznaniem dla kolonialnej polityki nazistowskiej Rzeszy. Niemiecki historyk Klaus Hildebrand zauważył, że jeśli chodzi o podejście do Polaków, to Goerdelera niewiele różniło od Hitlera. W 1939 r. Stauffenberg z zadowoleniem powitał niemieckie osadnictwo, czyli wypędzenia Polaków i Żydów. Jego przyjaciel Fritz-Dietlof hrabia von der Schulenburg, wytypowany przez spiskowców na ministra spraw wewnętrznych, uważał, że nic nie może przewyższać tego, co niemieckie, ani podważać prawa Niemców do rządzenia i kolonizacji na Wschodzie.

Schulenburg praktykował to, co głosił. Sam przeprowadzał czystki etniczne. W latach 1939–40 był gubernatorem (Regierungspräsident) Śląska. Pod nadzorem Schulenburga w czasie kampanii wrześniowej grupy zadaniowe, tzw. Einsatzgruppen, i inne jednostki mordowały ludność w dziesięciu polskich miastach na Górnym Śląsku. Zabito wielu powstańców śląskich, a w trzech miejscowościach spłonęły synagogi. Po zakończeniu działań, gdy systematycznie mordowano reszty polskich elit na Śląsku, Schulenburg nadzorował wypędzenia. Za jego rządów ograbiono i deportowano 204 tys. śląskich obywateli polskich, Polaków i Żydów. Być może 13 tys. zginęło. Trudno uwierzyć, że jeszcze w 1943 r. niedoszły szef niemieckiego MSZ postulował, aby Polska została „wygaszona”, a Rzesza wchłonęła również kraje bałtyckie, Białoruś, Bukowinę oraz części Holandii, Belgii i Francji.

W historii puczu elitarny 9. poczdamski pułk piechoty odgrywa szczególną rolę, bowiem w jego szeregach służyło wielu wojskowych dysydentów. Niestety, historycy niemieccy nie wspominają o tym, że w 1940 r. pułk wspierał ekscesy kolonialne w Wielkopolsce i na Kujawach. Gdy 9. pułk stacjonował w tzw. Wartheland obrabowano i deportowano ok. 340 tys. Polaków i Żydów, a ok. 300 tys. Żydów okradziono i umieszczono w gettach. Na jesieni 1940 r. Schulenburg wstąpił do pułku, dołączając do spiskowców takich jak Axel baron von dem Bussche i Ewald-Heinrich von Kleist. W ich gronie był również Richard baron von Weizsäcker (nie był puczystą). Wszyscy czterej byli obecni w Inowrocławiu, gdy na początku listopada 1940 r. przeprowadzono pogrom i stworzono getto.

Czytaj więcej

Wilczy Szaniec. Zamach, który miał ocalić Niemcy

W 1941 r. za frontem wschodnim wszyscy czterej asystowali przy okrucieństwach na terenach, gdzie do niedawna rządzili Sowieci. Byli obecni podczas horrendalnych pogromów Wehrmachtu w Białymstoku i Słonimiu. Otrzymywali rozkazy rozstrzeliwania jeńców (Schulenburg się przyznał, że to czynił). Kleist figurował jako protegowany Schulenburga. Po wojnie zasłynął z założenia i prowadzenia do roku 1998 Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa. Weizsäcker w latach 1984–94 był… prezydentem Niemiec. Nic dziwnego, że biografie retuszowały ich „przygody” w okupowanej Polsce i na Wschodzie. Niestety do dziś uważa się w Niemczech, że 9. pułk piechoty jako jedyny w Wehrmachcie był nieskazitelny. Z decyzji niemieckiego MON tradycje pułku podtrzymuje batalion reprezentacyjny Bundeswehry.

Poglądy dysydentów na temat Żydów też nie były – pisząc eufemistycznie – nieskazitelne. Aż do Holokaustu niedoszły kanclerz Goerdeler chciał wypędzić gros niemieckich Żydów do jakiegoś specjalnie stworzonego państwa żydowskiego np. w Kanadzie lub Argentynie. Polscy i inni wschodni Żydzi mieli pozostać w gettach prowadzonych w sposób „humanitarny”.

Wskazujmy Niemcom fakty

Dziś nic nie powinno powstrzymywać Niemców od przyznania, że większość uczestników zamachu w 1944 r. nienawidziła Polski i Polaków i że – w najlepszym wypadku – większość była „łagodnymi” antysemitami. Oczywiście jednostki takie jak Schulenburg bezsprzecznie były przestępcami.

Aktualna niemiecka doktryna państwowa, potwierdzona kilka miesięcy temu przez kanclerza Olafa Scholza, twierdzi, że kraj został zdominowany przez Hitlera i jego tajemniczą grupę „nazistów”. Został w 1945 r. zatem wyzwolony, a nie pokonany. Bezkrytyczne oddawanie czci spiskowcom z 1944 r. potęguje wrażenie, że sprzeciw wobec nazistów był powszechny. Już około jedna trzecia dzisiejszych Niemców uważa, że ich rodziny były oponentami Führera. W Niemczech nazbyt często zdarza się, że polskie próby sprostowania takich narracji są postponowane jako brednie antyniemieckich fanatyków. Tym bardziej w interesie wszystkich Polaków jest wskazywanie faktów i powtarzanie prawdy.

Autor był bankierem inwestycyjnym. Publikował opracowania nt. niemieckich dysydentów w wiodących amerykańskich i brytyjskich czasopismach naukowych

Maciej Olex-Szczytowski

Maciej Olex-Szczytowski

PIOTR NOWAK

Co roku 20 lipca Niemcy obchodzą rocznicę niedoszłego zamachu stanu w 1944 r., kiedy pułkownik Claus hrabia Schenk von Stauffenberg usiłował zabić Adolfa Hitlera. Rekruci Bundeswehry zostaną zaprzysiężeni przed Ministerstwem Obrony na Stauffenbergstrasse w Berlinie i wezwani przez ministrów do przestrzegania szlachetnych pryncypiów wyznawanych przez niemiecką opozycję.

Luka w mitologii

Pozostało 97% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Estera Flieger: Jarosław Kaczyński i Donald Tusk – panom już dziękujemy
Opinie polityczno - społeczne
Adam Lipowski: NATO wspiera Ukrainę na tyle, by nie przegrała wojny, ale i nie wygrała z Rosją
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Grzegorz Grosse: Polska nie powinna delegować swej obrony do mało wiarygodnego partnera – Niemiec
Opinie polityczno - społeczne
Jędrzej Bielecki: Koszmar Ameryki, czyli Putin staje się lennikiem Chin
Opinie polityczno - społeczne
Bogusław Chrabota: Czy Rafał Trzaskowski walczy z krzyżem?