Kilka dni temu artyści Polskiej Opery Królewskiej pod kierownictwem Jakuba Burzyńskiego, jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od muzyki dawnej, wykonali kilkanaście fragmentów utworów Bacha i Händla, w których pobrzmiewają wzorce muzyczne wzięte z polskiej tradycji. Burzyński jest nie tylko świetnym dyrygentem i wykonawcą, ale też teoretykiem muzyki. Przy okazji koncertu w Wilanowie, gdzie muzycy Fundacji Ars Chori prezentowali utwory francuskiego baroku, powiedział, że Polacy nie powinni mieć kompleksów i są w stanie zmierzyć się z każdym repertuarem. Tylko nasza edukacja muzyczna w szkołach powszechnych, podstawowych i średnich leży i kwiczy. Za moment możemy mieć problem również z edukacją muzyczną na poziomie wyższym. Uczelnie znajdują się w sytuacji dramatycznej, o czym nikt nie mówi. A polskie państwo pozostawiło je same sobie.

W październiku Konferencja Rektorów Akademickich Szkół Polskich opublikowała dramatyczny apel. Czytamy w nim: „[…] rosnąca w szybkim tempie inflacja oraz skokowy wzrost kosztów działalności polskich uczelni, związany m.in. z drastycznymi podwyżkami cen energii elektrycznej, sięgającymi niejednokrotnie kilkuset procent, przy kilkuprocentowym wzroście wartości subwencji, będzie musiał nieuchronnie zachwiać sytuacją finansową podmiotów polskiego szkolnictwa wyższego i nauki […]. Wszystkie konsekwencje tych zjawisk są trudne do przewidzenia; mogą się również okazać potencjalnie nieodwracalne”.

Nasza edukacja muzyczna w szkołach powszechnych, podstawowych i średnich leży i kwiczy

O ile duże uczelnie wyższe jakoś sobie poradzą, o tyle uczelnie artystyczne, gdzie nauki stacjonarnej nic nie zastąpi, są w koszmarnej sytuacji. Prorektor jednej z akademii muzycznych mówił, że studenci nie mogą już ćwiczyć w niedziele, bo z powodu oszczędności uczelnia jest zamknięta. Będzie też zamknięta od końca stycznia do początku marca. Jej pracownicy naukowi – wybitni artyści – zarabiają psie pieniądze, a kuszeni są przez placówki choćby z Niemiec. Czy stać nas, żeby rozwalić gałąź szkolnictwa wyższego i zasilać naszymi muzykami niemieckie, francuskie czy holenderskie akademie muzyczne? Przyjmą ich z pocałowaniem ręki.

Nie mówimy o wielkich pieniądzach w skali budżetu, ale za to o ogromnych stratach dla naszej kultury. Chyba że ambicje władzy zaspokaja Zenek Martyniuk.

Łukasz Warzecha

Autor jest publicystą „Do Rzeczy”