Intencje Ławrowa wydają się oczywiste. Świadom trudnej polsko-ukraińskiej historii oraz tego, że część terytoriów II RP, oderwanych od polskiego państwa przez ZSRR, znajduje się dziś w granicach Ukrainy, między słowami ukrywa narrację o imperialistycznej Polsce, która ma zakusy, by anektować dawne kresy wschodnie.

To narracja bardzo niebezpieczna – po pierwsze dlatego, że tworzy podatny grunt do oskarżania Polski o agresywne zamiary nie tylko wobec Ukrainy, ale i Białorusi, a więc sojusznika Rosji. A od opowieści o tym, że Polska zagraża Białorusi, jest już tylko krok do pojawienia się sugestii, że trzeba proaktywnie przeciwdziałać temu zagrożeniu. Warto pamiętać, że tak właśnie Rosja uzasadnia „specjalną operację wojskową” czyli w rzeczywistości wojnę wypowiedzianą Ukrainie, która – jak twierdzą w Moskwie – miała przygotowywać się do ataku na samozwańcze republiki w Donbasie, więc Rosja musiała ją uprzedzić.

Po drugie jest to narracja, która może skłócić nas z naszymi ukraińskimi przyjaciółmi, a tych – w związku z rosyjską inwazją – licznie gościmy i pewnie przez jakiś czas będziemy gościć. Budowanie nieufności między naszymi narodami może być z jednej strony zarzewiem konfliktów społecznych w Polsce, ale nade wszystko jest w interesie Moskwy. Ta ostatnia z pewnością chciałaby, aby Ukraińcy uwierzyli, że sąsiad z zachodu, ma równie niecne zamiary co sąsiad ze wschodu. To zmieniałoby bowiem ich trudną obecnie sytuację w sytuację niemal zupełnie beznadziejną i mogłoby skłaniać niektórych do pogodzenia się z losem państwa satelickiego wobec Rosji, który szykuje im Kreml.

Czytaj więcej

Ławrow o pomyśle Kaczyńskiego nt. misji pokojowej NATO: Demagogiczny

Po trzecie wreszcie – to narracja pomyślana na sianie podziałów między samymi Polakami, obliczona na to, że podchwycą ją nacjonaliści czy inni rodzimi pożyteczni idioci Kremla, co doleje benzyny do toczącej się w Polsce od lat wojny polsko-polskiej, w której oskarżenia o to, kto jest sojusznikiem Kremla, kto Berlina, a kto Targowicą rzucane są z jednej strony bez umiaru, a z drugiej - bez żadnej refleksji.

Dlatego słowa Ławrowa trzeba natychmiast rozbrajać. Nie, Polska nie ma zakusów na terytorium żadnego z sąsiadów. Nie żaden poważny polski polityk – z prawej czy z lewej, niezależnie od tego czy go lubimy, czy nie – nawet nie pomyślałby o tym, aby wchodzić w jakieś alianse z Władimirem Putinem. Nie, nasi ukraińscy przyjaciele nie muszą się martwić o Lwów czy Iwano-Frankiwsk.

Nie pozwólmy jadowi sączonemu przez Ławrowa się rozejść, bo zatrujemy się nim wszyscy.