Jego miejsce i rolę w dziejach ludzkości plastycznie i erudycyjnie ukazuje Maria Falińska w książce „Odyseja piwna”, która właśnie ukazała się nakładem Oficyny Wydawniczej „Mówią Wieki” (Warszawa 2020), jej ostatnie zdanie brzmi: „Piwo jest zatem wspaniałe i takim pozostanie”. Tą pochwałą autorka wpisuje się w niezliczony poczet fanów napoju, który z upodobaniem opiewali oni mową wiązaną. Adam Władysławiusz, polski poeta i tłumacz żyjący na przełomie XVI i XVII wieku, pisał w „Pieśni o piwie” liczącej kilkadziesiąt (!) zwrotek:
„Piwo niedrogo chodzi,
Radość z weselem płodzi,
Mieszkowi tak nie szkodzi.
Dobre piwo
jako żywo”.
Dziś już trudno uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno, bo w połowie XIX wieku, historycy polscy i niemieccy toczyli poważny spór o to, kto wymyślił piwo: Słowianie czy Germanie. Tak skwitował te kontrowersje Władysław Syrokomla:
„Niemcy nam chcieli ukraść Kopernika:
Z przywłaszczonego odarto ich blasku,
Chcieli nam dowieść, że piwo wynika
Z ich wynalazku”.
Dziś już nas śmieszą peany na cześć piwa i torpedujące je jeremiady o jego zgubnym wpływie: „Przymusowe picie, uprawiane ogólnie w towarzystwie, a najwytrwalej w stowarzyszeniach studenckich, jest bez wątpienia często przyczyną gnuśności umysłu i braku krytycyzmu w stosunki do otaczającego świata – co wywiera niejednokrotnie zgubny wpływ na rozwój światopoglądu ludzi nauki” (Adam Maurizio, profesor Politechniki Lwowskiej, „Pożywienie roślinne i rolnictwo w rozwoju dziejowym”, Warszawa 1926).
W październiku 1913 r. w Berlinie powstało Towarzystwo Badania Dziejów i Bibljografji Browarnictwa, z nieco wcześniejszego Towarzystwa Badania Historji i Bibljografji Alkoholu. Komentując te wydarzenia, wspomniany wyżej profesor Politechniki Lwowskiej pisał: „Znaleźli się niestety i ludzie nauki, którzy potakując rozpowszechnionemu pojęciu o wielkiej wartości odżywczej fermentowanych napojów, nazywali piwo płynnym chlebem, zupą ubogich lub też ludowym środkiem odżywczym, dochodząc w swem zaślepieniu aż do zalecania...”.
A jednak piwo rzeczywiście było „małmazją ubogich”. Stare przysłowie powiada: „Pij piwo, zanim stać cię będzie na wino”. Owszem, wino może i było smaczniejsze, ale piwo tańsze, a na wino mało kto mógł sobie pozwolić w krajach, w których go nie tłoczono.
Historycy niemieccy, którzy badania nad dziejami i rolą piwa wznieśli na najwyższy poziom, ustalili w sposób bezdyskusyjny, że przez całe stulecia piwo ceniono nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, za jego cenę niższą od ceny wina, lecz ze względu na dużą wartość kaloryczną, odżywczą. XVI-wieczny gdański kronikarz stwierdza: „Niektórzy żyją z tego napoju o wiele bardziej niż z jedzenia”.
To nie jest odosobnione stwierdzenie: w północnych Niemczech zupa piwna należała do potraw porannych, zmiękczano w niej twardy chleb. A na południu Niemiec mówiło się: „Jedno piwo to połowa posiłku”.
„To, co dziś u piwoszy uznaje się za plagę, w średniowieczu było błogosławieństwem. W owym czasie, w którym tłuste mięso było droższe od chudego, nikt nie miałby zrozumienia dla jasnego Jevera” (popularna marka niemieckiego piwa) – zauważa prof. Ernst Schubert („Jedzenie i picie w średniowieczu”, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2019).
Badania naukowe często rozwiewają tzw. powszechne przekonanie: „jak wiadomo”, mistrzami w warzeniu byli mnisi, klasztory, „jak wiadomo”, wzniosły browarnictwo na wyżyny. Tymczasem historycy stwierdzają, że to powszechne przekonanie należy opatrzyć pokaźnym znakiem zapytania: „Z klasztornych wykazów dóbr czasów Karolingów można się wiele dowiedzieć o hodowli świń i bydła, uboju i pieczeniu, jednak niczego o warzeniu piwa. Znaleziska chmielu z VIII–X wieku pokazują, że chmiel i warzenie piwa nie były wówczas przynależne do klasztorów, jak nierzadko przyjmuje się na podstawie pisemnych przekazów” (Ernst Schubert).
To dawne dzieje. Maria Falińska czuje się w nich jak ryba w wodzie, ale pisze także o czasach najnowszych: „Swoista ze względu na cechy gospodarki socjalistycznej zapaść gastronomii i rozkwit, a potem ze względów ideologicznych upadek, budek z piwem w PRL zwykle piwo sprowadzały do poziomu czegoś w rodzaju napoju chuligańskiego – przynajmniej w przekazie propagandowym”.
Propaganda, niestety w najgorszym stylu, powróciła w mediach publicznych, co nie wróży dobrze spuściźnie Marka Grechuty, który śpiewał: „Ważę ciężary, o jakich nie myślał żaden cezar świata/ a wszystko ulata, ulata jak wata, ulata jak wata/ hop szklankę piwa, hop”.