Reklama

W Wehrmachcie byli też nasi chłopcy. „Cztery obrazki stają mi przed oczyma”

Gdańska wystawa była szansą zniuansowania polskiej pamięci, oddania sprawiedliwości ofiarom niemieckiej okupacji, którym dominująca nad Wisłą narracja kazała się wstydzić tego, że były ofiarami.
Czy twórcy wystawy „Nasi chłopcy” wykorzystali swoją szansę i znaleźli właściwy sposób na opowiedzen

Czy twórcy wystawy „Nasi chłopcy” wykorzystali swoją szansę i znaleźli właściwy sposób na opowiedzenie przemilczanej, bolesnej historii?

Foto: A. Grabowska/Muzeum Gdańska

Nie, nie widziałem wystawy w Gdańsku. Podobnie jak pan prezydent, ministrowie obrony – były i obecny, rzecznik rządu i wszystkie ważne postaci, które postanowiły wypowiedzieć się na jej temat. W odróżnieniu od nich nie śmiem komentować ekspozycji, o której wiem bardzo niewiele. Owszem, doniesienia prasowe budzą moje wątpliwości. Czy na pewno twórcy wystawy właściwie poprowadzili narrację i wyważyli akcenty, czy rzeczywiście losy gdańskich Niemców i Polaków z anektowanego przez Rzeszę Pomorza kłaść można na jednej szali? Nie wiem – i nie mam zamiaru ani bronić, ani ganić muzealników z Gdańska. Sądzę jednak, że wolno mi zgłosić parę uwag na temat towarzyszącej wystawie dyskusji. I podzielić się kilkoma obrazkami z własnej rodzinnej historii.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama