Reklama

Ambasador Rosji o sprawie Skripala: Festiwal absurdu

Sprawa rzekomego zamachu, który miał być przeprowadzony przez nasze służby specjalne w brytyjskim Salisbury, to antyrosyjska prowokacja – pisze ambasador Rosji w Polsce Siergiej Andriejew.

Aktualizacja: 27.03.2018 14:28 Publikacja: 26.03.2018 19:40

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andriejew

Ambasador Federacji Rosyjskiej w Polsce Siergiej Andriejew

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Mój szanowny kolega, ambasador Wielkiej Brytanii w Polsce Jonathan Knott, opublikował przed kilkoma dniami na łamach „Rzeczpospolitej" tekst zatytułowany „Okiełznać ambicje Rosji". W związku z zawartymi w nim tezami chciałbym oświadczyć, że Rosja nie ma żadnego związku z zamachem na Siergieja i Julię Skripalów w brytyjskiej miejscowości Salisbury.

Premier Theresa May 12 marca publicznie oświadczyła, że jest „wysoce prawdopodobne", iż Rosja ponosi odpowiedzialność za ów zamach, który rzekomo został dokonany z użyciem bojowego środku trującego. Tymczasem nie miała ona żadnych podstaw do wygłaszania takich stwierdzeń.

Rosja ostatecznie zakończyła proces likwidacji swojej broni chemicznej we wrześniu 2017 r. Fakt ten został zweryfikowany i potwierdzony przez Organizację ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW). Żadnych innych bojowych środków trujących, poza tymi, które w 1997 r. zostały przez Rosję zgodnie z konwencją o zakazie broni chemicznej (CWC) zadeklarowane i później zniszczone, nasze państwo nie produkowało i nie posiada.

Zarzuty wysuwane przez stronę brytyjską są na tyle poważne, że wymagają równie twardych dowodów. Nie wystarczą tu „wysoce prawdopodobne" opinie bazujące tylko na podstawie faktu, że „brytyjscy naukowcy zidentyfikowali" pewien gaz nowiczok. Mógł on przecież zostać wyprodukowany w przeróżnych miejscach, również w brytyjskim laboratorium Porton Down niedaleko Salisbury.

Jeżeli strona brytyjska rzeczywiście chciała otrzymać od władz rosyjskich odpowiedzi na jakieś pytania w związku z tym, co się wydarzyło ze Skripalami, mogłaby ona wystąpić do nas oficjalnie, tak jak jest to przewidziane w konwencji o zakazie broni chemicznej. Rosja była i pozostaje w gotowości do współpracy w przeprowadzeniu śledztwa w tej sprawie, tym bardziej że jedna z pokrzywdzonych osób jest obywatelką Rosji. Fachowo dochodzić sedna sprawy powinni specjaliści na podstawie badania wydarzeń i ustalonych faktów, a nie spekulacji o takim czy innym stopniu „prawdopodobieństwa".

Reklama
Reklama

Strona brytyjska tymczasem uchyla się od rzetelnej współpracy oraz kontynuuje stawianie nam ultimatum i wysuwanie gołosłownych zarzutów. Nie otrzymaliśmy żadnych oficjalnych zapytań od strony brytyjskiej w związku ze sprawą Skripalów. Rosyjskie propozycje co do przeprowadzenia konsultacji w ramach CWC pozostały bez odpowiedzi, władze brytyjskie odmawiają przedstawienia materiałów śledztwa, takich jak nagrania z monitoringu, zeznania świadków, próby zastosowanego środka chemicznego. Wszystko wskazuje na to, że Brytyjczycy nie posiadają żadnych dowodów na winę Rosji, a cała sprawa stanowi kolejną antyrosyjską prowokację.

Mój szanowny brytyjski kolega połączył sprawę Skripalów z całą listą „bezprawnych zachowań Kremla". Nie będę poruszał tematu Krymu i konfliktu

na wschodzie Ukrainy – w szczegółach pisałem o tym w odpowiedzi poprzednikowi pana Knotta – ambasadorowi Robinowi Barnettowi („Rzeczpospolita" z 30.03.2015). Pozostałe zaś poruszone w tekście „Okiełznać ambicje Rosji" wątki – „ataki hakerskie", „ingerowanie w wybory i referenda" – łączy ze sprawą Skripalów tylko to, że we wszystkich tych przypadkach Rosji są stawiane zarzuty niepoparte żadnymi realnymi dowodami.

Zdążyliśmy się już przyzwyczaić, że na Zachodzie przyjęło się oskarżać Rosję z każdego powodu i bez żadnych podstaw, przy czym w takich zarzutach brakuje nawet elementarnej logiki i zdrowego rozsądku. Po co rosyjskie służby specjalne miałyby się targnąć na życie Siergieja Skripala, a tym bardziej na życie jego córki? Co więcej, robiąc to w tak dziki sposób, ściągając na nasz kraj nową falę szykan? Takiej wersji wydarzeń nie wypada nawet traktować poważnie. Mało tego, że chętnie się nas podejrzewa o każdy przewrotny czyn, to jeszcze traktuje się nas jak niekompetentnych półgłówków.

I już całkiem nie do przyjęcia i niegodne ze strony pana ambasadora jest zastraszanie polskiego społeczeństwa tym, że „następnym razem" Rosja może zastosować środki trujące na polskiej ziemi. Zresztą czemu mamy się dziwić, jeśli minister spraw zagranicznych Wielkiej Brytanii w swoich antyrosyjskich zapędach dopuszcza się obrzydliwych analogii między mistrzostwami świata w piłce nożnej 2018 w Rosji a igrzyskami olimpijskimi 1936 w hitlerowskich Niemczech.

Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Wiadro z folią nie zastąpi schronu, czyli rzecz o „Poradniku bezpieczeństwa”
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Donald Trump, rozkapryszone dziecko z lotniskowcami
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama