Przez lata byłem przeciwny mówieniu o „państwie PiS". Czy gdy rządziło PO i PSL czy SLD lub AWS, to było ich państwo? Nie, to było państwo zarządzane przez partie lub koalicje wybrane w demokratycznych wyborach parlamentarnych. Polacy biorący udział w wyborach powierzają władzę w państwie swoim przedstawicielom, a ci, którzy nie głosują – milczeniem aprobują ten stan. Ale teraz coś się zmieniło. PiS z biegiem lat brutalnie ingeruje w życie każdego z nas.

Przykładów jest bez liku. Najnowszy z przedwczoraj. Premier ogłasza tarczę antyinflacyjną i zapowiada oszczędności w biurokracji, a jednocześnie PiS powołuje 36. instytucję z budżetem 30 mln zł. Instytut Rodziny i Demografii ma poprawić statystyki urodzeń. Wcześniej program 500+ miał być remedium na niską dzietność. Premier Morawiecki przyznał się już do porażki tego sztandarowego programu PiS.

Przyszedł więc dzień, że w Warszawie mamy Budapeszt – spełniło się marzenie prezesa PiS.

Czy nowy instytut, dublujący kompetencje Ministerstwa Pracy i Rodziny, RPO, rzecznika praw dziecka i GUS sprawi, że przybędzie Polaków? Nie, chodzi o to, żeby dać większe możliwości ingerencji państwa w życie Polaków. Prezes Instytutu będzie mógł „żądać wszczęcia postępowania w sprawach cywilnych dotyczących rodzin (...) brać udział w toczącym się już postępowaniu na prawach przysługujących prokuratorowi". Czy dzięki temu będzie można szybciej i sprawniej załatwić traumatyczne procesy rodzinne, jak np. rozwód? Nie, to kolejny krok, po zmianach ws. refundacji środków antykoncepcyjnych, dostępności pigułki dzień po i zmianie prawa aborcyjnego, mający ograniczyć wolność wyboru Polaków. Dochodzi do tego rejestr ciąż, który ma dać jeszcze większy wgląd w nasze życie. Realizowana jest doktryna Jarosława Kaczyńskiego mówiąca: „Będziemy dążyli do tego, by kobiety rodziły nawet dziecko mocno zdeformowane". Efektem strachu lekarzy przed dokonaniem koniecznej aborcji była śmierć pani Izabeli z Pszczyny. Kontrola nie jest afrodyzjakiem propopulacyjnym. PiS to doskonale wie, ale liczy, że dzięki zwiększonym rygorom wytrąci oręż z rąk środowisk skrajnych, typu „Stop Aborcji", które przed wyborami mogą utrudnić PiS reelekcję.

Czytaj więcej

Śmierć ciężarnej Izabeli w szpitalu w Pszczynie. Kontrola NFZ wykazała "szereg nieprawidłowości"

Podobnie jest z obostrzeniami pandemicznymi, które wprowadzono od 1 grudnia, ale które będą łagodne: pracodawcy wciąż nie będą mieli możliwości weryfikowania szczepień pracowników. Przed bojem wyborczym w 2023 r. wszystko w Polsce będzie podporządkowane sukcesowi PiS.

Nie inaczej jest z głównym obecnie wrogiem władzy, czyli mediami, które w Polsce, w przeciwieństwie do Węgier, jeszcze patrzą rządzącym na ręce. W piątek ma ruszyć rządowe centrum medialne dla dziennikarzy niedaleko granicy z Białorusią i będzie to jedyne miejsce, skąd dziennikarze będą mogli informować opinię publiczną. Oczywiście pod nadzorem, bo władza pozwoli poruszać się tylko w wyznaczonych miejscach w asyście Straży Granicznej. Przekaz będzie w pełni kontrolowany.

Czytaj więcej

Trzaskowski do polityków Kongresu USA: W Polsce powrócą siły demokratyczne

Przyszedł więc dzień, że w Warszawie mamy Budapeszt – spełniło się marzenie prezesa PiS. Nie dziwi zatem, że zaniepokojeni stanem demokracji w Polsce amerykańscy kongresmeni zaprosili m.in. prezydenta Warszawy i opozycyjnego wobec Viktora Orbána mera Budapesztu, żeby opowiedzieli w Kongresie USA o stanie demokracji w Polsce i na Węgrzech. Bo jest źle, a będzie jeszcze gorzej.