Co ciekawe, jest to osoba lubiana przez redaktorów dzielnicowej gazetki, więc zapowiada się ciekawie. Lokatorzy wybierają na dozorcę tego człowieka, wiedząc też, że skupia uwagę lokalnych mediów.

I rzeczywiście. Każdy krok nowego dozorcy jest dostrzegany i opisywany. Lokalna gazetka zamieszcza zdjęcia nowego dozorcy, a to podlewającego klomby, a to czyszczącego śmietniki. Na każdym zdjęciu dozorca uśmiecha się prosto w obiektyw. Nikt nie myśli o tym, że na innych osiedlach też jest czysto, a tamtejsi dozorcy z równym oddaniem podlewają klomby. Z powodu nagłośnienia przez lokalną gazetkę mieszkańcy dzielnicy chętnie odwiedzają osiedle. Dozorca jako postać sławna ustanawia swoim zastępcą zaprzyjaźnioną sąsiadkę.

I nagle, tuż przed kolejnymi wyborami na dozorcę, w jednym z domów pojawił się szczur. Inny lokator też twierdzi, że widział szczura, więc nie wiadomo, czy to jedyny przypadek, czy początek plagi. Mówi się, że zastępczyni wiedziała o istnieniu szczurów, bo pojawił się też u niej, ale dla wygody przemilczała sytuację.

Mimo alarmów dozorca nie reaguje, bo akurat ma sesję zdjęciową do lokalnej gazetki, jak to naprawia dachy, a potem kolejną przy klombach i na placu zabaw. Tymczasem coraz więcej lokatorów twierdzi, że widziało szczura. Zaczyna się nieszczególna atmosfera wokół dozorcy, bo przecież szczury nie zalęgają się tam, gdzie jest zupełnie czysto.

I wtedy właśnie dozorca wywiesza kartkę: „Drodzy Mieszkańcy! Nie będę już Waszym dozorcą. Kocham Was i moje podwórko z całego swojego gorącego serca. Idę startować do Rady Dzielnicy. Robię to z żalem, ale dla Waszego dobra. Im lepsza Rada, tym piękniejsze podwórka. A na nowego dozorcę proponuję swoją sąsiadkę".

I dozorca zostawia osiedle, gdzie grasuje jeden albo wiele szczurów. Słusznie, bo w kolejnych wyborach może przegrać, a wtedy nie jest to kompromitacja jakiegoś tam dozorcy, tylko kompromitacja osiedlowej gwiazdy, a to pogrąża o wiele głębiej.

Cała opowieść jest oczywiście porównaniem z decyzją Roberta Biedronia. Rzecz w tym, że to jeden z aspektów całej sprawy i wszystkich okoliczności. Ja określiłabym decyzję Biedronia jednym słowem – zdrada. Zdrada wobec wszystkich, którzy uważają, że PiS łamie podstawy demokracji i to jest grzech główny tego rządu. Zdrada wobec priorytetu, jakim jest odsunięcie PiS od władzy z tych właśnie powodów.

Wystarczy odsunąć frazesy wyborcze i zająć się czystą matematyką. Nowe ugrupowanie rozdrobni tylko wyborców i nieuchronnie doprowadzi do przegranej opozycji. Gdyby choć Biedroń postanowił opuścić swoje podwórko, kiedy jest ono nieskazitelne! Ale przecież opuszcza je wtedy, kiedy czuć swąd afery. Ucieka wobec możliwej przegranej, to jasne.

Piszę to pod wpływem wzburzenia i zdziwienia. Uczestniczę w różnych dyskusjach na Facebooku. Moi Znajomi to ludzie tak jak ja przejęci Polską, dlatego mogę poznać opinie tych, którzy razem ze mną stali na podium wobec protestującego tłumu. Czasem stałam w tym tłumie, słuchając ich gorących przemówień. Myślę o ludziach z mojego środowiska, o Agnieszce Holland czy Dorocie Stalińskiej. Jak gorąco i z jakim zaangażowaniem wołały do tłumu, stojąc razem ze Schetyną na niewielkim podium w centrum Warszawy! Ile łez! Hymny, czytanie konstytucji, a przede wszystkim: Bądźmy razem!!! Teraz czytam ich facebookowe komentarze. Okazuje się, że trzeba wspierać Biedronia bo... PO jest do niczego. To coście tam wtedy robiły! Jak można wspierać swoją obecnością partię, o której ma się złe mniemanie! Po co te wspólne hymny, wołanie: Konstytucja i podnoszenie larum? A larum to alarm najwyższego stopnia. Larum to wołanie o jeden wspólny front bez względu na różnice.

Łatwo, bardzo łatwo pobudzić tłum do entuzjastycznych oklasków, zwłaszcza kiedy się jest aktorem. W sprawach najwyższej wagi nie wystarczy jednak grać – trzeba myśleć i mieć za sobą własne czyste przekonania. Kończę już. Po prostu brak mi słów.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95