Reklama

Piotr Zaremba i Paweł Goźliński. Spór o Sprawę Dantona Klaty

W wielkim skrócie: napisałem ostatnio felieton o inscenizacji "Sprawy Dantona" Stanisławy Przybyszewskiej autorstwa Jana Klaty. Mocno się po tym przedstawieniu wrocławskiego Teatru Polskiego przejechałem
Piotr Zaremba

Piotr Zaremba

Foto: Fotorzepa, Rob Robert Gardziński

Wydało mi się rzeczą dziwną granie tej świetnej sztuki politycznej z wyraziście zarysowanym konfliktem i wybornie skrojonymi postaciami w konwencji ni to groteski a la Witkacy, ni podrzędnej farsy a la nie wiem kto.

Metafory w stylu: Robespierre narzuca swoją wolę słynnemu prokuratorowi Fouquier-Tinville, więc uderza go w głowę ruchomym zadaszeniem pomieszczenia, w którym obaj rozmawiają, jawiły mi się jako trywialne. Podobnie jak rozgrywanie subtelnych relacji Robespierre a i Desmoulinsa w konwencji zalotów dwóch podstarzałych gejów (należałoby odwołując się do estetyki przedstawienia użyć właściwie innego słowa). Rozumiem, że reżyser wywołał w jakichś widzach i znawcach wrażenie, że kryje się za tym głębia. Jestem z reguły bardzo powściągliwy w kwestionowaniu dzieł sztuki, bo biorę poprawkę na odmienne stany wrażliwości. Ale tym razem chciałbym się dowiedzieć, co się w tej głębi kryje. Przy czym punktem odniesienia dla mnie nie jest nawet film "Danton", a świetna inscenizacja Wajdy w warszawskim Teatrze Powszechnym z 1977 roku. Ale gdyby nawet nie powstał ani film, ani tamto przedstawienie nie postało, i tak pytałbym o sens sztuczek Klaty.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama