Zapowiedział pan koniec pracy nad Krajową Grupą Spożywczą. Jak ona będzie wyglądać?

Po dokładnych analizach doszedłem do wniosku, że nie będę tworzył nowej firmy, bo już zaczęły się pytania, kto będzie prezesem i gdzie będzie biurowiec w Warszawie. Tą narodową grupą spożywczą o charakterze holdingu będzie Krajowa Spółka Cukrowa (KSC).

Ile kosztuje stworzenie państwowego holdingu?

Krajowa Spółka Cukrowa dostanie dokapitalizowanie 200 mln zł ze Skarbu Państwa. Jest to kwota znacząca, choć wobec planów związanych z rolą tej grupy to nie wystarczy. Pieniądze te zostaną przeznaczone na rozwój i inwestycje. KSC dostanie też niektóre zakłady państwowe, w tym Elewarr, bo chcemy ustabilizować rynek zbóż. Do tego uruchamiamy dwa państwowe porty zbożowe w Gdyni i w Świnoujściu, by mieć okno na świat oraz możliwość obrotu międzynarodowego i eksportu polskiego zboża.

Kupicie porty?

Kupimy gotowe nabrzeża, już uzbrojone, z elewatorami. Wymagają one jednak modernizacji, zwiększenia przepustowości załadunku. Państwo będzie operatorem tego nabrzeża i będzie je udostępniało każdemu na rynku, dużym rolnikom, grupom producenckim czy prywatnym handlarzom zbożem. KSC ma już jeden młyn w Stoisławiu, ale zostanie wzmocniona o kolejne – tak żeby państwo miało wpływ na przemiał zboża. Inwestycje państwowe będą w regionach o największej produkcji zbóż.

W marcu zapowiadał pan, że holding ruszy już maju, w czasie skupu pierwszych miękkich owoców. Ale nie ruszył do dziś.

Nie było takiej potrzeby, bo pogoda w tym roku ograniczyła problem ewentualnej nadprodukcji. Nieszczęściem były przymrozki i susza, więc nie było potrzeby interwencji na rynku owoców miękkich.

KSC będzie skupowała owoce?

Oprócz zbóż drugim obszarem działalności grupy będą owoce i warzywa. To już zarząd KSC będzie decydował, czy są potrzebne państwowe przetwórnie, czy wsparcie prywatnych. Nie zakładam, że wszystko ma być państwowe, nie ma potrzeby renacjonalizacji. Można wpływać na prywatne firmy na rynku za pomocą dokapitalizowania i objęcia udziałów – czy to poprzez gwarancje kredytowe, czy pomoc w postaci kredytu obrotowego na skup.

Czyli chce pan współpracować z Krajową Unią Producentów Soków, która ma większość skupów w Polsce?

Jeśli będą chcieli współpracować po przyzwoitych cenach, to tak. Do tej pory zachowywali się jak bandyci, którzy chcieli zamordować chłopów, a nie z nimi współpracować. Zapraszam do współpracy, ale musi być ona oparta na uczciwych zasadach. Przez własne porty i udział podmiotów państwowych można tak wyregulować rynki, że rolnicy przestaną być najsłabszym elementem okradanym przez wszystkich.

Głównym zadaniem holdingu będzie więc prowadzenie interwencyjnych skupów?

Niezupełnie, zakłady będą prowadziły skup również na potrzeby swojej działalności gospodarczej. Na przykładzie skupu jabłek z ubiegłego roku widać, że interwencja podziałała jak pompa, ceny od razu poszły w górę także u prywatnych przetwórców. Przeprowadzenie interwencji przez jedną z firm, słabo zresztą do tego przygotowaną, sprawiło, że kilkaset milionów złotych trafiło do sadowników, a nie do przetwórców, głównie zagranicznych. O to toczyła się gra i dlatego jestem tak atakowany. Lobby przetwórców, które „doiło" sadowników, czuje, że kończy się jego dominująca rola na rynku.

Przy okazji skandali w ubojni w Kalinowie zapowiadał pan, że zostanie zmieniona ustawa o wynagrodzeniu weterynarzy. Skończył się właśnie wrzesień, ustawy wciąż nie ma.

Ta ustawa stanie na Radzie Ministrów w najbliższym czasie. Sejm zapewne nie zdąży jej rozpatrzyć, zakładam jednak, że będzie to jeden z pierwszych projektów nowego Sejmu.

Jak zmieni ona pracę weterynarzy?

Rozszerzymy etaty dla inspekcji o ponad 2 tys. osób. Nadzór nad ubojem muszą prowadzić pracownicy państwowi, a nie prywatni, działający z powierzenia. Nie likwidujemy jednak powierzenia, zostaną im mniej istotne funkcje, jak kontrola targowisk.

To są zmiany wymuszone przez Amerykanów, którzy zagrozili wstrzymaniem eksportu polskiej wieprzowiny.

Byłem do nich przekonany już wcześniej, ale jest opór korporacji lekarzy weterynarii, która chciałaby, by nie wprowadzać zmian i żeby wszystko zostało po staremu. Zmiany w nadzorze nad bezpieczeństwem żywności, głównie mięsa, są oczekiwane także przez kraje importujące z Polski. Amerykanie powiedzieli, że jeśli w tych powiatach, gdzie są zakłady eksportujące do USA, nie będzie nadzoru wyłącznie państwowego, to wstrzymają eksport wieprzowiny z Polski. Dlatego podniosłem o 50 etatów zatrudnienie w inspekcji, właśnie w tych powiatach.

Weterynarze kontrolujący mięso na eksport do USA dostali dużo wyższe wynagrodzenie, do 6,5 tys. zł.

Lekarze weterynarii generalnie dostali podwyżki w tym roku i czeka ich jeszcze jedna podwyżka, natomiast zasada w nowej ustawie, dotycząca nowych pracowników, polega na tym, że pieniądze płacone przez prywatnych właścicieli ubojni mają trafić do państwowych lekarzy weterynarii. A do tej pory lekarz państwowy zarabiał grosze, ale wyznaczony przez niego prywatny lekarz zarabiał 15–20 tys. miesięcznie. To powodowało patologie i łapownictwo.

Na tegorocznej suszy ucierpiały 3 mln hektarów upraw. Rolnicy zgłaszają problemy: nie stać ich na ubezpieczanie upraw, a polis od suszy brak.

Ubezpieczyciele nie chcą w ogóle ubezpieczać rolników, choć 65 proc. składki płaci za rolnika państwo. Te pięć firm na rynku działa nieco z przymusu, uważają, że jest zbyt duże ryzyko i w przypadku nieobjęcia wszystkich użytków w Polsce ubezpieczeniami można łatwo zbankrutować. Rolnicy w 1991 r. wnioskowali o likwidację obowiązkowych ubezpieczeń. Teraz sami mówią, że trzeba je przywrócić. Gdy cały kraj będzie objęty polisami, skala ryzyka jest dużo mniejsza, a składki dla rolników – niższe. Pracuję też nad ubezpieczeniem dochodu rolniczego. Gdy dochód spadnie w stosunku do średniej z ostatnich trzech lat, z powodów niezależnych od rolnika, jak susza czy załamanie cen, to ubezpieczyciel wypłaci różnicę.

UOKiK ogłosił wyniki dochodzenia w sprawie Biedronki. Sieć miała nadużywać pozycji dominującej wobec dostawców. Czy producenci żywności zgłaszali też do ministerstwa problemy we współpracy z tą siecią?

Dostawcy zgłaszali to bezpośrednio do UOKiK, ale sygnalizują nieprawidłowości we współpracy także z innymi sieciami handlowymi. Moim zdaniem UOKiK działa często zbyt opieszale. Ale między innymi dlatego Rada Ministrów przyjęła zintegrowanie służb kontrolnych – połączone zostały Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych z częścią żywnościową Inspekcji Handlowej, podlegającą do tej pory UOKiK. Likwiduję niespójność kontroli polegającą na tym, że do tej pory jedna inspekcja kontrolowała ten łańcuch dostaw od producenta do hurtowni, a druga – tylko w sklepach.

Od wprowadzenia zakazu handlu ziemią ceny wzrosły średnio o 6 tys. zł za hektar. Rosną w tym samym tempie co wcześniej, a zakaz mocno skomplikował życie rolnikom.

Ziemia będzie coraz droższa i będzie jej coraz mniej. Ubywa jej też na cele infrastrukturalne. Utrzymujemy kontrolę państwa nad ziemią rolniczą, by nie było wyprowadzania ziemi jako lokaty kapitału, bo nikt oprócz rolników już nie może jej kupić. A rolnicy prowadzą rachunek ekonomiczny, za ile można tę ziemię kupić. Poprzednią ustawę przygotował minister Jurgiel, ona była restrykcyjna, ale utrudniła życie także rolnikom. Dlatego poluzowaliśmy zarówno okres użytkowania ziemi po zakupie preferencyjnym z dziesięciu do pięciu lat, w przypadkach losowych nie trzeba iść do sądu, tylko Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa (KOWR) decyduje o odstąpieniu od restrykcyjnych wymagań. Nierolnicy mogą kupić do hektara ziemi, dlatego, że coraz więcej ludzi chce się osiedlać na wsi i trzeba im pozwolić na to. Wcześniejszy limit 30 arów to było za mało, bo często siedliska, które są na sprzedaż, były większe.

CV

Jan Krzysztof Ardanowski – od 20 czerwca 2018 r. minister rolnictwa i rozwoju wsi. Wcześniej podsekretarz stanu w resorcie rolnictwa (2005–2007), następnie doradca prezydenta Kaczyńskiego ds. rolnictwa. Poseł na Sejm VII i VIII kadencji. W latach 2003–2007 szef Krajowej Rady Izb Rolniczych. Ukończył rolnictwo na Akademii Techniczno-Rolniczej w Bydgoszczy. Żonaty, pięcioro dzieci.