Reklama

Darmowy pieniądz jest niebezpieczny

Trwa walka o darmową kasę z UE. Czy ona rzeczywiście nam pomaga?

Publikacja: 13.04.2012 14:08

Darmowy pieniądz jest niebezpieczny

Foto: ROL

Widzę drogi, mosty, stadiony, metro, nowy tramwaj, ładny park itd. Jestem Europejczykiem, 100 proc. zwolennikiem bycia Polski w UE, zwolennikiem solidarnej polityki, kiedy bogatsi pomagają biedniejszym. Kiedy więc minister rozwoju regionalnego mówi, że otrzymamy z UE ok. 300 miliardów złotych to jakoś mnie to nie mierzi. Trwają negocjacje nad nowym budżetem UE na lata 2014-2020 i jeden głos mi podpowiada, że im więcej dostaniemy tym lepiej. Ale drugi głos ostrzega.

Historia niestety uczy, że łatwy dostęp do zasobów pieniężnych lub towarowych zwykle kończy się dla danego kraju źle lub bardzo źle. Bogactwo otrzymane a nie wypracowane jest przejściowe i złudne, natomiast niweluje bodźce do wysiłku i zmian. Kiedy Rzym podbił niemal cały świat cywilizowany, strumień  darmowych towarów płynący nad Tybr tak rozpieścił obywateli, że zapomnieli o republice, zrezygnowali ze swoich praw. Władza organizowała obywatelom igrzyska, rozdawała darmowe towary. Rzym przekształcił się w autokrację, stracił mobilność, zdolność przystosowania do nowych warunków i po pewnym czasie upadł. Kiedy Hiszpania podbiła w XVI w. Amerykę Południową, obfitość bogactw tam znalezionych pozwoliła skumulować władzę w rękach elit, skutecznie odcinając Hiszpanię od późniejszej rewolucji przemysłowej (która jakby nie patrzeć była antyelitarna). Nie przypadkowo nowoczesne instytucje demokratyczne i rynkowe oraz rewolucja przemysłowa mają swoje źródło w Wielkiej Brytanii, gdzie władza nie miała wystarczających środków, aby utrzymywać status quo i opierać się tzw. kreatywnej destrukcji.

Teraźniejszość też podaje nam dość wymowne przykłady. Nie przypadkowo większość krajów zasobnych w ropę  i inne surowce naturalne to kraje mało rozwinięte. Te zaś, które mają surowce i są bogate, zaczęły wypracowywać swoje bogactwo zanim odkryły surowce. Nie przypadkowo polityka pompowania miliardów euro w zacofane regiony Europy, takie jak południe Włoch, nie przynosi większych rezultatów, a nawet utrwala pewne złe struktury (np. na funduszach europejskich podobno sporo zarabia mafia włoska).

Darmowy pieniądz sprzyja zwykle kumulacji władzy w rękach rządzących elit i biurokratów, zabija konkurencję polityczną, kluczową dla demokracji, sprzyja korupcji politycznej, zmniejsza efektywność w wielu dziedzinach gospodarki. W Polsce te negatywne efekty też są widoczne, trudno natomiast odpowiedzieć na pytanie, jaka jest i będzie ich siła i efekty?

Na razie łatwo jest znaleźć badania, które pokazują, jaki pozytywny wpływ na wzrost PKB ma strumień środków unijnych. To zresztą w uproszczony sposób można sobie policzyć na kalkulatorze, skomplikowane modele nie przynoszą zasadniczo odmiennych rezultatów od prostych wyliczeń. Trudniej natomiast zrobić szerszy rachunek kosztów i korzyści. Trudno np. policzyć, na ile zmniejszy się efektywność administracji i zdolność do naprawiania dziur w drogach, które obecnie budujemy za pół darmo.

Reklama
Reklama

Ignacy Morawski, główny ekonomista Polskiego Banku Przedsiębiorczości, współpracownik PAN.

Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama