Osiemnaście lat temu amerykański telekom AT&T wydzielił ze swych struktur dział zajmujący się produkcją sprzętu telekomunikacyjnego oraz badaniami i rozwojem. Tak powstał Lucent.
Po kilku latach Lucent wydzielił w osobną spółkę dział zajmujący się produkcją sprzętu dla przedsiębiorstw. W efekcie powstała Avaya.
Lucent okazał się zbyt słaby, by samodzielnie działać na rynku i połączył się z francuskim Acaltelem. Fuzja niewiele pomogła. Nowa firma od lat boryka się z problemami.
Avaya po siedmiu latach notowania na giełdzie jesienią 2007 roku została przejęta przez fundusze private equity Silver Lake i TPG Capital.
Samo AT&T w 2005 roku zostało przejęte przez SBC Communications, spółkę, która powstała w 1983 roku w wyniku nakazanego przez urząd antymonopolowy podziału starego AT&T i wydzielenia z niego siedmiu regionalnych operatorów. Po fuzji nowa firma utrzymała nazwę AT&T.
Historia AT&T przypomniała mi się, gdy czytałem informacje, że Telecom Italia zdecydował się podążyć śladem brytyjskiego BT i wydzielić w osobną firmę swoją sieć. Różnica między TI i BT jest taka, że brytyjski telekom został zmuszony do podziału, a włoski chce to zrobić z własnej woli. Liczy, że ze sprzedaży części akcji spółki sieciowej uzyska środki na obniżenie zadłużenia.
TI ma przed sobą jeszcze jedną decyzję: czy połączyć się z kontrolowanym przez Hutchison Whampoa, konglomerat z Hongkongu operatorem komórkowym 3Italia. Decyzja oczekiwana jest na początku czerwca.
Spekulacje o podziale i połączeniu TI przez miesiące wspierały kurs włoskiego telekomu. Od początku roku wzrósł on o 14 proc. A gdy na rynek dotarła informacja o decyzji w sprawie wydzielenia sieci, kurs zanurkował. Jedni tłumaczyli to niejasnościami dotyczącymi zasad i terminu podziału, a inni realizacją zysków.
Niewykluczone, że jeszcze jedna znana na świecie spółka podejmie decyzję o podziale. Chodzi o japońskie Sony. Firma wynajęła banki inwestycyjne, które mają wspomóc ją w podjęciu tej oczekiwanej przez niektórych inwestorów finansowych decyzji.
Na rodzimym poletku częściej słyszymy o łączeniu niż o dzieleniu, choć czasami aż się prosi, by zarząd i właściciele tej czy innej spółki zdobyli się na odwagę i podzielili firmę.
—Autor jest publicystą ekonomicznym