Gdy stawiamy dom, zaczynamy od fundamentów, a te od narożnika (węgła), od kładzenia kamienia węgielnego. W budownictwie wszystko jest jasne i uporządkowane, ale w życiu społecznym – zdecydowanie nie. Gdy pewien niespełna 38-letni robotnik przeskakiwał 46 lat temu płot Stoczni Gdańskiej, by dołączyć do kolegów, którzy właśnie zaczynali tam strajk w obronie wyrzuconej z pracy koleżanki i utrzymania realnej wartości płac, nie przypuszczał nawet, że wydarzenia te ukształtują historię Polski na pół wieku do przodu.

Od Sierpnia’80 do obalenia komunizmu

31 sierpnia 1980 r., gdy przedstawiciele komunistycznego rządu podpisali porozumienie z Międzyzakładowym Komitetem Strajkowym, było już jasne, że dzieje się historia. Niechętna zgoda władzy na niezależne od niej związki zawodowe była ważnym, choć jak się okazało 13 grudnia 1981 r., tylko taktycznym aktem uznania podmiotowości społeczeństwa.

Wywalczone przez strajkujących porozumienie stało się początkiem budowy ruchu społecznego Solidarności, który zdziesiątkowany z wielkim trudem przetrwał pancerne uderzenie stanu wojennego, ale w 1989 r. doprowadził do pokojowego obalenia komunizmu i wziął odpowiedzialność za podniesienie Polski z ekonomicznej ruiny.

Czytaj więcej

Jaka była istota wyborów z 4 czerwca 1989 roku?

Dlaczego potrzeba nam symboli

Działacze Wolnych Związków Zawodowych, rozpoczynając 46 lat temu strajk w Gdańsku, nawet nie przypuszczali, że kładą właśnie kamień węgielny pod naszą dzisiejszą, wolną i dość zasobną Polskę. Ale my to już wiemy. Dopóki żyje tamto pokolenie (właśnie odszedł doradca strajkujących w Sierpniu, a potem Solidarności Andrzej Wielowieyski), powinniśmy zaznaczyć to silnym akcentem.

Gdy w 1918 r. Polska odzyskała niepodległość, nie od razu to uczczono świętem państwowym, być może dlatego, że wolność odzyskiwaliśmy na raty przez całe tygodnie, a nawet miesiące. Świadome takiej potrzeby były jednak elity II RP, ustanawiając w 1937 r. 11 listopada wolnym od pracy dniem niepodległości.

Czytaj więcej

Jak świętowano rocznicę niepodległości w II RP

Bądźmy jak Czesi

Jednak mało kto w Polsce wie, że 31 sierpnia już od 2005 r., czyli od 25. rocznicy porozumień z Sierpnia’80, jest Dniem Solidarności i Wolności. Powód tej marginalizacji jest prosty: to wprawdzie święto państwowe, ale zwykły dzień pracy, dzień jak każdy inny.

Może więc dla podkreślenia znaczenia tamtych wydarzeń powinniśmy począwszy od 50. rocznicy Sierpnia’80 za cztery lata uczynić go dniem wolnym?

Wprawdzie Polska ma już 13 dodatkowych dni wolnych od pracy, więcej niż Holandia (10), Francja (11) czy Szwecja (13), ale mniej niż Litwa (16) czy Czechy (15), które z tego powodu jakoś nie upadają.

Właśnie Czesi doskonale rozumieją potrzebę zaznaczenia nowego początku swojej demokracji. 17 listopada, w rocznicę aksamitnej rewolucji 1989 r., świętują Dzień Walki o Wolność i Demokrację.

Czytaj więcej

Początek aksamitnej rewolucji

A może także Święto Pracy?

Być może powinniśmy 31 sierpnia nazwać także naszym polskim Świętem Pracy, skoro strajkujący 46 lat temu upomnieli się o jej godność? W naszych rozchwierutanych, pełnych zamętu czasach, naznaczonych przez wyścigi na efektywność i przez budzącą strach przed bezrobociem ofensywę sztucznej inteligencji, warto przypominać, że bogactwo narodów bierze się właśnie z pracy. Nie ze spekulacji na kryptowalutach, ani z zasiłków wypłacanych wszystkim bez ładu i składu za pożyczone przez państwo pieniądze, ale właśnie z pracy. Pracy rąk i intelektu.

Owszem, teoretycznie świętem pracy jest 1 maja, ale najpierw skaziły je w Polsce obowiązkowe spędy zwoływane przez PZPR, a teraz to tylko pierwszy dzień majówki, nic więcej. Zresztą są kraje (Australia, Kanada, Nowa Zelandia, USA), gdzie zamiast 1 maja to święto obchodzone jest w innych terminach.

Być może inicjatywa podniesienia rangi 31 sierpnia byłaby jedną z naprawdę nielicznych rzeczy, na które zgodziłyby się zarówno wrogie dziś sobie środowiska PiS i KO, wywodzące się z tej pierwszej, wielkiej Solidarności, jak i młodsze pokolenie spod znaku Inicjatywy Pracowniczej czy partii Razem.

Czytaj więcej

Dzień, który wstrząsnął Europą

Polska wybiórcza amnezja narodowa

Lubimy przypominać, że to u nas nas, wraz z powstaniem Solidarności w 1980 r. zaczął wiać wiatr historii, który przyniósł wolność dawnemu blokowi wschodniemu. Że to my obaliliśmy komunizm kartką wyborczą 4 czerwca 1989 r., na pięć miesięcy zanim runął Mur Berliński. Ale to obalenie Muru jest dla świata ważnym symbolem, punktem zwrotnym historii. I sami jesteśmy tej niewiedzy winni.

Oburzamy się, że o naszych zasługach inne narody nie pamiętają, ale sami o nich też nie pamiętamy, a może nie umiemy pamiętać? Pięknie, jak nikt inny w świecie, świętujemy dni naznaczone narodowymi porażkami i przelaną za ojczyznę krwią, ale dni naszych pokojowych zwycięstw nie doceniamy. Ba, sami je umniejszamy, kłócąc się o takie daty jak 4 czerwca 1989 r. Może czas skończyć z tą wybiórczą narodową amnezją i zacząć od podniesienia w 2030 r. rangi 31 sierpnia?

Czytaj więcej

Rocznica 4 czerwca. Czy Polacy mają co świętować