Chciała upamiętnić 50. rocznicę brutalnego stłumienia przez hitlerowców studenckich protestów. Coraz mniej pewne siebie władze komunistycznej Czechosłowacji wyraziły zgodę na to, by wiec odbył się na terenie studenckiej dzielnicy Albertov.
W Polsce rządził już solidarnościowy premier Tadeusz Mazowiecki, na Węgrzech komuniści otworzyli granicę z Zachodem, a w NRD runął mur. Do wybuchu rewolty potrzeba było zaledwie iskry. Studencki pochód wykroczył poza wyznaczoną trasę i przez plac Wacława dotarł do jednej z głównych arterii Pragi – alei Narodowej. Tu demonstrantów zatrzymała uzbrojona w pałki i tarcze milicja. Studenci kucnęli, zapalili świeczki i zaczęli skandować: „Precz z przemocą” i „Mamy gołe ręce”. Przeciw nim wysłano specjalne oddziały specjalne, tzw. czerwone berety. Młodych ludzi brutalnie pobito (193 osoby odniosły obrażenia wymagające interwencji lekarskiej, a 28 trafiło do szpitala), wielu aresztowano.