Warunki makroekonomiczne naszej gospodarki mogłyby być wprawdzie lepsze. Mamy przecież zbyt duży deficyt budżetowy, najwyższy po 1989 r. i drugi w UE za Rumunią, drugie koszty obsługi długu w UE za Węgrami, największy przyrost długu w UE, wyższy niż Rumunia, oraz ogromny wzrost wydatków w latach 2023-2025 o ponad 6 proc. PKB. Jednak Polska rzeczywiście stała się silnym i nieporównywalnie bogatszym krajem europejskim, który dokonał na naszym kontynencie największego skoku cywilizacyjnego po 1989 r.

PKB Polski wynosił w 1989 r. ok. 70 mld dol., podczas gdy w 2025 r. przekroczył 1 bln dol. To wzrost prawie 15-krotny (nominalnie)! Realny wzrost PKB na mieszkańca był ponad ponadtrzykrotny(w 1989 r. stanowił on 41 proc. średniej unijnej, a w 2024 r. – już ponad 81 proc.). Wartość polskiego eksportu wzrosła w tym okresie ponad 14-krotnie. Gospodarka stała się zróżnicowana, nastawiona na eksport, z wysokim poziomem inwestycji zagranicznych i silną konsumpcją. 

Czytaj więcej

Eksperci: Jak uniezależnić energetykę od upałów

Polska startowała jako bankrut

Początki polskiej transformacji gospodarczej były niezwykle trudne, gdyż kraj był bankrutem, miał nieuregulowane relacje zarówno z wierzycielami publicznymi, jak i prywatnymi, co oznaczało, że był odcięty od międzynarodowych rynków kapitałowych. Jednak w tych warunkach zostały stworzone instytucjonalne podwaliny gospodarki rynkowej (ich elementem były instytucje, którymi miałem okazję współkierować bądź blisko współpracować: ARP i Polski Bank Rozwoju), które zapewniły nam nieprzerwany wzrost gospodarczy na przestrzeni ostatnich 36 lat. Warto się zatem przyjrzeć niektórym z tych rozwiązań, które zostały zbudowane bardzo ograniczonymi środkami finansowymi, ale skutecznie zreformowały gospodarkę na tyle, by mogła się na dobre rozkręcić i nie zejść ze ścieżki wzrostu.

Ryzykowna sytuacja finansów publicznych

Osiągnięcie to może być zagrożone, jeśli trudna, ale dalece nieporównywalna z katastrofą 1989 r., sytuacja finansów publicznych nie zostanie zracjonalizowana w sposób niezagrażający polskiemu modelowi rozwojowemu. Dług zaczął szybko rosnąć za rządów obecnej opozycji, która teraz zachowuje się wyjątkowo cynicznie, zaś obecny rząd dał się wpędzić w pułapkę populizmu i nie radzi sobie z hamowaniem przyrostu wydatków. Tymczasem nieakceptowalne jest rozpasanie i brak efektywności wydatków budżetowych. Dodatkowo niepokoi nie sama relacja długu publicznego do PKB, ale różnica między stopą oprocentowania długu a wzrostem gospodarczym. Jeżeli jest dodatnia, czyli stopa oprocentowania długu jest wyższa od wzrostu gospodarczego, to znaczy, że koszty obsługi długu rosną szybciej niż baza podatkowa i kraj może wpaść w spiralę zadłużenia. Jeśli jest ujemna, to ryzyko spirali zadłużenia jest ograniczone. W Polsce mamy niestety do czynienia z tą pierwszą sytuacją.

Czytaj więcej

Maciej Stańczuk: Europie przydałby się ktoś w rodzaju Elona Muska

Rozbuchane transfery socjalne

W zakresie transferów socjalnych w gotówce już dawno wyprzedziliśmy Szwecję, uznawaną przez lata za wzór państwa socjalnego (zaraz wyniosą u nas 18 proc. PKB, gdy w Szwecji to tylko 11 proc.). Ten model jest nie do utrzymania, zwłaszcza że daleko nam do szwedzkich podatków, a żadne ugrupowanie mainstreamowe w Polsce nie deklaruje konieczności istotnych ich podwyżek. Tymczasem rośnie ryzyko fiskalne, kolejne agencje ratingowe obniżają perspektywy ratingu dla Polski (co zwiększy jeszcze różnicę między oprocentowaniem długu a wzrostem gospodarczym), a do tego dochodzi jeszcze skomplikowana sytuacja geopolityczna i konieczność zwiększania wydatków obronnych. 

Nie stać nas na rozrzutność

Wspominam o tych ograniczeniach nie dlatego, żeby straszyć, gdyż, mimo wszystko, sytuacja naszych finansów publicznych jest nadal relatywnie niezła, niemniej ma naturalne ograniczenia i nie stać nas na rozrzutność w awanturniczym stylu SAFE 0 proc. Sytuacja geopolityczna wymaga bowiem potężnego wzrostu wydatków na wsparcie i rozwój polskiego sektora obronnego, co właśnie się dzieje, gdyż do 200 mld zł rocznych wydatków na zbrojenia rocznie dochodzi właśnie olbrzymia pula środków z unijnego programu SAFE (150 mld euro, z którego Polsce przypadły prawie 44 mld euro).

Jest to wprawdzie pożyczka, ale na warunkach absolutnie nieosiągalnych dla polskiego Ministerstwa Finansów na międzynarodowych rynkach długu. Ekstremalnie długi okres karencji (10 lat) oraz okres spłaty (45 lat) czynią z niej bezpieczny instrument dłużny z punktu widzenia naszych napiętych finansów publicznych. I tu podkreślmy: nie ma cienia wątpliwości wobec programu SAFE, a kwestionowanie jego sensu czy tworzenie wyimaginowanych alternatyw można rozumieć wyłącznie jako chęć wywołania kolejnej awantury politycznej.

Dopływ tak olbrzymich funduszy wymaga zatem racjonalizacji działań związanych z uruchomieniem programu wsparcia i rozwoju polskiego sektora przemysłu obronnego. W przeciwnym przypadku spowoduje to niekontrolowaną implozję wydatków publicznych. O takich pieniądzach mogliśmy 36 lat temu tylko pomarzyć. 

Czytaj więcej

Maciej Stańczuk: Przywróćmy praworządność w finansach publicznych

Inwestorzy w dywizji lotniczo-radioelektronicznej

Teraz chodzi o to, by pieniądze polskiego podatnika oraz zobowiązań państwa wykorzystane zostały optymalnie, tzn., by zbudowały silny lokalny i dobrze zorganizowany przemysł obronny, a nie były przeznaczone w lwiej części na wydatki importowe, nie budując żadnej wartości dodanej w kraju. Polski przemysł obronny ewoluował w ciągu ostatnich 20 lat w sposób dość chaotyczny i mocno odbiegający od modelu, jaki był przygotowany na początku XXI w., kiedy po bardzo radykalnej restrukturyzacji, jego oddłużeniu, stworzeniu na części terenów przynależnych do jego zakładów Specjalnych Stref Ekonomicznych, stworzono dwie dywizje produktowe: lotniczo-radioelektroniczną, zarządzaną przez Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP), oraz amunicyjno-rakietową, zarządzaną przez Bumar, której ARP była w tamtym okresie udziałowcem mniejszościowym. 

Docelowo ARP miała doprowadzić do znalezienia inwestorów strategicznych i prywatyzacji zakładów o profilu lotniczym i radioelektronicznym, przede wszystkim dla zasypania luki technologicznej i wymiany technologii, rodem jeszcze z okresu Układu Warszawskiego technologiami zachodnimi. W efekcie znaleziono takich inwestorów i obecnie PZL Mielec jest własnością amerykańskiego Lockheeda, PZL Świdnik – włoskiej grupy Leonardo, PZL Hydral – amerykańskiego Hamiltona, a Radmor – polskiej grupy WB Electronics. W tej dywizji procesy restrukturyzacyjne przebiegły zgodnie z założonym scenariuszem i obecnie wszystkie te firmy funkcjonują już w zupełnie innej rzeczywistości technologicznej. Rola ARP jako funduszu inwestycyjnego, który miał wspomóc restrukturyzację tej grupy firm została zrealizowana, a sama ARP dokonała dezinwestycji i sprzedaży akcji i udziałów w przedmiotowych firmach zgodnie z jej statutem.

Czytaj więcej

Maciej Stańczuk: Dotychczasowy potencjał wzrostu już wykorzystaliśmy

Losy grupy Bumar

Zdecydowanie inna była sytuacja w Grupie Bumar, która na przestrzeni ostatnich lat ewoluowała najpierw w Polski Holding Obronny (PHO), a następnie – Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ), wprowadzając tymi przeobrażeniami sporo zamieszania, ponieważ w przeszłości z polskim przemysłem obronnym kojarzona była nazwa Bumar. Rola ARP w Grupie Bumar jako mniejszościowego udziałowca została sprowadzona do poziomu symbolicznego, choć w pierwotnych założeniach to ARP docelowo miała nadal pełnić rolę funduszu inwestycyjnego wspierającego rozwój grupy i jej pochodnych (PHO i PGZ) w warstwie właścicielskiej i finansowej. Tak się jednak niestety nie stało i obecnie relacje właścicielskie w stosunku do PGZ pełni Ministerstwo Aktywów Państwowych, a główne zamówienia pochodzą z MON.

Założenia sprzed lat

Architekci rozwiązań sprzed ponad 20 lat wychodzili z założenia, że:

– polski sektor obronny, aby mógł się rozwijać i budować swoją pozycję technologiczną, powinien ze strony państwa być wspierany bez względu na jego status własnościowy (państwowy i prywatny), a kierunki wsparcia wyznaczać powinna strategia rozwoju polskich sił zbrojnych oparta na potrzebach i potencjalnych, wieloletnich zamówieniach MON;

– ponieważ uznano, że przemysł obronny to taki sam biznes jak każdy inny, założono, że docelowo rozwój tego sektora powinien być realizowany poprzez czynny udział ARP jako uznanej instytucji finansowej o dużym doświadczeniu w procesach restrukturyzacyjnych i antykryzysowych, realizowanych przez nią w całym okresie polskiej transformacji od 1990 r. Środki przeznaczone przez państwo na rozwój tego sektora miały być przez ARP zarządzane i nadzorowane, szczególnie w warstwie inwestycji modernizacyjnych i technologii o charakterze innowacyjnym. Scenariusz ten niestety nigdy nie został zrealizowany.

Obecny stan sektora polskiego przemysłu obronnego i jego możliwości produkcyjne oraz technologiczne daleko odbiegają od bezwzględnych potrzeb, zweryfikowanych dodatkowo wojną w Ukrainie i zagrożeniami, jakie agresja Rosji na ten kraj wywołuje w naszej części Europy nie tylko dla Polski, ale i dla całego NATO. Szczególnie widoczne jest to w obszarze amunicyjno-rakietowym, gdzie nie posiadamy obecnie potencjału produkcyjnego ani w produkcie wyjściowym, czyli nitrocelulozie, ani w prochach bazowych (brak technologii).

Podejmowane od wielu lat próby zrealizowania produkcji tak podstawowych półproduktów do amunicji niestety, jak do tej pory nie zakończyły się sukcesem. W innych obszarach produktowych, np. pojazdach wojskowych jest nieco lepiej, ponieważ produkujemy niezłe transportery Rosomak, haubice samobieżne Krab czy też moździerze Rak, jednak blachy pancerne na te pojazdy importujemy ze Szwecji, poza częściową produkcją, którą wykonuje Huta Stalowa Wola. 

Brak integracji korporacyjnej

Ponieważ struktura grupy PGZ jest kompletnie dysfunkcjonalna (łącznie w grupie kapitałowej PGZ na koniec 2024 r. znajdowały się aż 94 podmioty zupełnie korporacyjnie niezintegrowane), widzimy pilną konieczność natychmiastowej zmiany organizacji funkcjonowania tego sektora, jeżeli chcemy w krótkim czasie osiągnąć jego większą autonomię i przygotowanie oraz wydolność produkcyjną na wystarczającym poziomie w sytuacji zagrożenia konfliktem zbrojnym. Aby olbrzymie pieniądze, które państwo przeznacza na zwiększenie swojego potencjału obronnego mogły być efektywnie wykorzystane, należy nawiązać do sprawdzonych rozwiązań sprzed 20 lat, kiedy restrukturyzowano cały sektor po raz pierwszy i –  jak pokazuje historia – do momentu, kiedy trzymano się tych rozwiązań postępy były widoczne. Problemy zaczęły się wówczas, kiedy zaczęto omijać przemyślane modele i zgodnie z zasadą „lepsze jest wrogiem dobrego” wprowadzać ulepszenia, które w efekcie doprowadziły do takiego stanu, jaki mamy obecnie.

Jak zintegrować sektor obronny

Optymalne zatem byłoby wprowadzenie następującej organizacji:

1. Jednostką koordynującą program powinna być ponownie ARP (to jedyna instytucja w pełni kontrolowana przez rząd, sprawdzona w boju od początku transformacji gospodarczej, potrafiąca realizować nadzór finansowy nad realizacją projektów), która jako fundusz inwestycyjny pełniłaby funkcję właścicielską w stosunku do PGZ i innych podmiotów sektora obronnego będących własnością państwa. Przygotowanie organizacyjne ARP do tej roli nie powinno zabrać więcej niż trzy miesiące. ARP może przejąć specjalny Fundusz Wsparcia Przemysłu Obronnego (FWPO), dzisiaj zarządzany przez BGK, który co roku zasilany będzie środkami państwowymi przeznaczonymi na wzmocnienie potencjału obronnego kraju; 

2. Wszystkie projekty inwestycyjne realizowane zarówno przez firmy państwowe, jak i prywatne powinny mieć taki sam status w dostępie do środków FWPO, jeżeli zostaną zakwalifikowane jako niezbędne do realizacji zapotrzebowania planowanego przez MON.

Specjalne uprawnienia dla Specjalnych Stref

Ponieważ obecnie problemem w realizacji wielu projektów inwestycyjnych jest uzyskanie wszelkich zezwoleń administracyjnych, należałoby wzorem bardzo skutecznej i efektywnej pierwszej ustawy dotyczącej powstania Specjalnej Strefy Ekonomicznej w Mielcu z 1995 r. stworzyć podprogram Specjalnych Stref Ekonomicznych typu „S” zarządzanych przez ARP, co oznaczałoby, że ARP powinna mieć ponownie uprawnienia wydawania wszystkich decyzji administracyjnych jako zarządzający tym programem podmiot. 

Oczywiście niezbędna w tym przypadku byłaby specjalna ustawa korygująca obecne rozwiązania dotyczące funkcjonowania Specjalnych Stref Ekonomicznych w Polsce. Rozwiązanie takie może się wydawać dość kontrowersyjne, ale przed laty dobre doświadczenia tworzenia SSE w Polsce, udrożnienie procesów decyzyjnych dedykowane nowym projektom inwestycyjnym przyniosło szybko wielce pozytywne efekty w postaci realizacji wspomnianych projektów, które zaowocowały szybkim przyrostem potrzebnych i pożądanych nowych miejsc pracy. Nie mam przy tym wątpliwości, że jest to dzisiaj jedyna instytucja, która dzięki profesjonalizmowi zawodowemu swoich kadr gwarantuje powodzenie tej operacji. 

Obecna sytuacja międzynarodowa i realne już zagrożenia ze strony Rosji stały się niepodważalnym faktem, a potrzebą chwili jest udrożnienie wszystkich procedur administracyjnych ułatwiających realizację nowych inwestycji modernizujących i tworzących nowy, dużo większy potencjał polskiego przemysłu obronnego, uniezależniających go od obecnego stanu zależności od importu wielu podstawowych komponentów do produkcji wyrobów typu „S”, zaczynając od nitrocelulozy i prochów bazowych, a na dronach, wyrobach ze stali i metali nieżelaznych kończąc.

Ustawowe i organizacyjne przygotowanie takiego programu powinno być przeprowadzone jak najszybciej. Ponieważ propozycja wydaje się zupełnie niekontrowersyjna politycznie, po konsultacjach ze wszystkimi stronami procesu legislacyjnego mogłaby szybko być zatwierdzona, by rozpocząć natychmiastowe wdrażanie pożądanych projektów inwestycyjnych. Z pewnością rynek przyjąłby takie rozwiązanie bardzo pozytywnie, co w krótkim okresie przyczyniłoby się do stabilizacji naszego ratingu i obniżenia kosztów naszego długu. 

Nie stać nas na to, by setki miliardów wędrowały poza Polskę

Jest to konieczne dla umożliwienia strukturyzowania finansowania innego niezmiernie ważnego programu dla zachowania konkurencji naszej gospodarki, czyli projektów transformujących naszą energetykę. Przy niestabilności makroekonomicznej i geopolitycznej będzie bardzo trudno pozyskiwać na niego finansowanie w formule, która nie nadwyrężałaby bardzo napiętych finansów publicznych. Dlatego racjonalność wydatkowa jest potrzebą chwili, a relatywnie najprościej można byłoby ją implementować w przemyśle obronnym. Jednocześnie nie stać nas na to, by setki miliardów wędrowały poza Polskę. Musimy najbliższe lata wykorzystać do tego, by zapewnić naszemu sektorowi obronnemu maksymalną autonomię produkcyjną, zwłaszcza w obszarze amunicji, rakiet i dronów. 

 Jak restrukturyzować firmy

Jest jeszcze jeden wymagający korekty obszar dotyczący realizacji procesów restrukturyzacji, zwłaszcza finansowej w odniesieniu do przedsiębiorstw o istotnym wpływie na rynek pracy. Przy obecnym stanie polskiego sądownictwa realizacja wielu postępowań opartych na aktualnym prawie upadłościowym z reguły trwa bardzo długo i przeważnie kończy się procedurą likwidacyjną, co z pewnością nie jest zbyt dobrym rozwiązaniem, szczególnie dla wierzycieli, nie mówiąc już o państwie jako poborcy podatków.

Na początku nowego wieku, przed wejściem Polski do Unii Europejskiej celem ówczesnej polityki gospodarczej było przyspieszenie i wsparcie dla procesów restrukturyzacyjnych, a w ramach tych procesów oddłużenie poprzez uzgodnienie i zawarcie z wierzycielami ugody, o wejściu której w życie decydowało głosowanie wierzycieli posiadających ponad 50 proc. wierzytelności. Uchwalono wówczas dwie ustawy o restrukturyzacji finansowej przedsiębiorstw o specjalnym znaczeniu dla rynku pracy, dotyczące restrukturyzacji zobowiązań cywilnoprawnych i publicznoprawnych, których gospodarzem była ARP, a prezes zarządu ARP pełnił rolę organu administracyjnego wszczynającego na wniosek przedsiębiorstwa postępowanie restrukturyzacyjne i zatwierdzającego całość programu sanacyjnego. Był to swoisty bypass w stosunku do ówcześnie obowiązującego prawa upadłościowego i niewydolności czasowej postępowań sądowych, który w istotny sposób ułatwił i przyspieszył liczne postępowania restrukturyzacyjne. To było niezwykle istotne przed wejściem Polski do Unii Europejskiej, z punktu widzenia stanu finansowego polskich przedsiębiorstw i możliwości ich konkurowania w ramach wolnego rynku europejskiego.

Wyzwania, jakie w obszarze restrukturyzacji za chwilę staną, a może już stoją, przed wieloma polskimi firmami (PKP Cargo, Grupa Azoty, JSW, PGG, Rafamet, Poczta Polska i wiele innych) skłaniają do pomyślenia o swoistym odkurzeniu istniejących już kiedyś rozwiązań dla udrożnienia i przyspieszenia procesów restrukturyzacyjnych, których w najbliższym czasie będzie niemało, i to tych najtrudniejszych.

O autorze

Maciej Stańczuk

Były prezes banków komercyjnych w latach 1990-2010. Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, doradca Konfederacji Lewiatan