Reklama

Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.

Jeśli chcemy, by Polska znalazła nowy model rozwoju, firmy prywatne muszą urosnąć. Dziś to tylko jedna czwarta w pierwszej setce największych przedsiębiorstw w kraju.

Publikacja: 28.01.2026 04:28

Jak budować prywatne czempiony? Polski model rozwoju do 2035 r.

Foto: Adobe Stock

Strategia Rozwoju Polski do 2035 r. stawia przed gospodarką jedno z najbardziej ambitnych wyzwań ostatnich dekad: podwoić liczbę dużych krajowych firm prywatnych i przełamać słabość innowacyjności. To wymaga całego spektrum działań – od nowego systemu finansowania wzrostu, poprzez zmianę logiki wsparcia innowacji, po mądre wykorzystanie zamówień publicznych. W centrum Strategii jest wzrost krajowych firm prywatnych.

Koniec taniego modelu rozwojowego

„Polski model gospodarczy się wyczerpuje” – takie zdanie w krajowej debacie publicznej można było usłyszeć już co najmniej dekadę temu. Mimo to dynamika konwergencji do wyżej rozwiniętych państw nadal nie spowolniła. Czy obawy części ekspertów, głoszone także dzisiaj, były i są przesadzone? Myślę, że nie.

Dołączenie do wąskiego grona najwyżej rozwiniętych państw, takich, które tworzą światową czołówkę technologiczną, faktycznie wymaga innego modelu rozwoju niż ten, na którym bazujemy w tej chwili. W ostatniej dekadzie mieliśmy do czynienia ze zjawiskami, które ten problem maskowały. Były to trzy czynniki: napływ imigrantów, wzrost aktywności zawodowej oraz brak aprecjacji realnego efektywnego kursu walutowego. To są warunki idealne dla obecnego modelu rozwoju, opartego na napływie inwestycji zagranicznych, niskich kosztach pracy i wzroście udziału eksportu.

Kraj, który traci – jak Polska – atut taniości, musi znaleźć inne przewagi konkurencyjne

Każdy z tych czynników się jednak wyczerpuje. Potencjał imigracji się zmniejszył. Aktywność zawodowa już jest wysoka. I choć są w niej jeszcze rezerwy, to znacznie mniejsze niż kiedyś. Wchodzimy w okres szybkiego kurczenia się podaży pracy – z powodów demograficznych co roku będzie ubywało kilkaset tysięcy pracowników. Wreszcie, w ostatnich latach mieliśmy do czynienia ze znaczącą aprecjacją realnego efektywnego kursu walutowego. Inflacja i wzrost płac w Polsce były znacznie wyższe niż za granicą, a więc ceny upodobniły się do zachodnich.

Reklama
Reklama

Innymi słowy, przestajemy być krajem relatywnie tanim. To dobrze, bo jest to naturalna konsekwencja konwergencji do państw bogatszych. Kraj, który traci atut taniości, musi znaleźć inne przewagi konkurencyjne. Znaczna część firm w Polsce, zarówno krajowych, jak i zagranicznych, przez wiele lat bazowała na łatwo dostępnej i taniej sile roboczej. Ale ten świat się kończy. To dla wielu firm krajowych oznacza niższą rentowność, a być może nawet działanie na granicy opłacalności. Z kolei dla firm zagranicznych może być bodźcem do poszukiwania nowego miejsca aktywności.

Jak wywołać „kreatywną destrukcję”?

Obyśmy w tych okolicznościach byli świadkami pozytywnej kreatywnej destrukcji w polskiej gospodarce, czyli wyłaniania się firm „zwycięzców” – takich, które są w stanie konkurować technologią, pomysłowością i sposobem zarządzania, a wysokie płace pracowników są dla nich rzeczą naturalną. Zadaniem państwa w tych okolicznościach, jest stworzenie jak najlepszych warunków do tego, żeby taka kreatywna destrukcja się wydarzyła.

Projekt Strategii Rozwoju Polski do 2035 r. (dalej: SRP2035) identyfikuje dwie główne słabości obecnego modelu gospodarczego.

Pierwsza: mamy za mało szybko rosnących krajowych firm prywatnych. Na liście 100 największych firm w Polsce są tylko 24 krajowe prywatne. Pozostałe to firmy zagraniczne i spółki Skarbu Państwa. W porównaniu do innych państw, w strukturze firm w Polsce widać wyraźną nadreprezentację tych, które zatrudniają nie więcej niż dziewięciu pracowników. Zbyt mało przedsiębiorstw przechodzi przez kolejne etapy rozwoju: od mikro, przez małe i średnie, po duże.

Druga: Polska jest mniej innowacyjna, niż wynika to z jej obecnego poziomu rozwoju. Naprawdę niewiele jest państw, które są tak bogate, jak Polska, będąc jednocześnie tak nisko w ocenach innowacyjności (wyłączając państwa bogate w surowce). W ciągu najbliższej dekady chcielibyśmy osiągnąć poziom rozwoju państw takich jak Hiszpania, Włochy czy Izrael. Każde z tych państw ma wyraźnie bardziej innowacyjną gospodarkę. To może być bariera, która nie pozwoli nam zrealizować naszych ambicji.

Znaczna część pieniędzy publicznych powinna trafiać nie bezpośrednio do innowacyjnych firm, tylko budować rynek prywatnych funduszy venture capital i private equity, które dokonują inwestycji. Pieniądze są publiczne, ale o ich przyznaniu decyduje rynek

Reklama
Reklama

Trzy filary zmiany: kapitał na rozwój, nowy model wsparcia i repolonizacja

Jakie są odpowiedzi na te dwie słabości? Z całego katalogu rozwiązań zawartych w projekcie SRP2035 wymienię trzy, które moim zdaniem będą miały największe znaczenie.

Po pierwsze, wypełnienie luk w finansowaniu wzrostu firm. Rozwój przedsiębiorstw wymaga kompletnego systemu finansowania przedsięwzięć biznesowych na różnym etapie i o różnych poziomach ryzyka. Dziś takiego systemu nie mamy – rynek venture capital i private equity jest mały, kapitalizacja giełdy niska, a finansowanie bankowe trudno dostępne dla firm mikro i małych.

Działania zawarte w strategii to zmienią. Znacząco wzrośnie skala finansowania młodych firm innowacyjnych. Rozszerzony zostanie system publicznych gwarancji kredytów dla firm. Zostanie wprowadzony pakiet rozwiązań, które podniosą atrakcyjność GPW jako miejsca pozyskiwania finansowania. Dobrą okazją do rozszerzenia puli środków na rozwój firm będzie także zaplanowany na przyszły rok przegląd działania Pracowniczych Planów Kapitałowych, potencjalnie obejmujący zwiększenie elastyczności w zarządzaniu środkami funduszy emerytalnych.

Po drugie, zmiana modelu wsparcia innowacyjności w Polsce. Tę zmianę można najkrócej opisać słowami: mniej dotacji, więcej inwestycji kapitałowych i pożyczek. System dotacyjny nieszczególnie nam się udał. Powstały firmy zajmujące się głównie wyciąganiem dotacji, a nie faktyczną innowacyjnością. Nie wypracowaliśmy też w sektorze publicznym wystarczających kompetencji do tego, żeby dobrze oceniać wnioski.

Najważniejszym elementem hasła repolonizacji gospodarki jest przekaz, że zamówienia publiczne mają być projektowane tak, żeby jak największa ich część trafiała do krajowych firm prywatnych

System finansowania zwrotnego, w tym zwłaszcza poprzez inwestycje kapitałowe (kupno udziałów w rosnących firmach, z zamiarem ich odsprzedania po pewnym czasie) ma nad systemem dotacyjnym kilka przewag. Po pierwsze, stawia większe wymogi firmom uzyskującym wsparcie. Po drugie, oprócz pieniędzy, daje też wsparcie kompetencyjne w rozwoju – zespoły inwestycyjne mają często nieocenione doświadczenie, którego brakuje innowacyjnym przedsiębiorcom. Po trzecie, jest dobrym gruntem do efektywnej współpracy kapitału publicznego i prywatnego. Znaczna część pieniędzy publicznych trafia nie bezpośrednio do innowacyjnych firm, tylko buduje rynek prywatnych funduszy venture capital i private equity, które dokonują inwestycji. Pieniądze są publiczne, ale o ich przyznaniu decyduje rynek, a sektor prywatny i publiczny dzielą się ryzykiem.

Reklama
Reklama

Ta zmiana modelu wsparcia innowacyjności już się dzieje. Ogłoszono program Innovate Poland, który powinien ruszyć pełną parą w przyszłym roku. Na rozwój rynku venture capital i private equity przekierowujemy coraz więcej funduszy unijnych (przykładowo we wrześniu dzięki tym działaniom powstały w Polsce trzy nowe fundusze venture capital). Wzrost inwestycji kapitałowych w opracowywanych w tym roku strategiach deklarują: Bank Gospodarstwa Krajowego i Polski Fundusz Rozwoju. Pieniądze na ten cel będą też dostępne w tworzonym właśnie Funduszu Bezpieczeństwa i Obronności. To wszystko razem sprawia, że podaż kapitału dla innowacyjnych spółek technologicznych w Polsce wzrośnie kilkukrotnie w ciągu najbliższych 2-3 lat.

Po trzecie, budowanie krajowych firm na zamówieniach od państwa. Najważniejszym elementem hasła repolonizacji gospodarki jest przekaz, że zamówienia publiczne mają być projektowane tak, żeby jak największa ich część trafiała do krajowych firm prywatnych. Zamówienia publiczne stają się więc istotnym instrumentem polskiej polityki przemysłowej.

Co ciekawe, w mojej opinii kluczowe jest tu nie to, jakie działania regulacyjne za tym pójdą, ale właśnie narracja, którą się tworzy wokół niej. Zamówienia publiczne nie mogą przecież dyskryminować dostawców z innych państw, zwłaszcza z Unii Europejskiej. Innymi słowy, nie można zapisać tego prawnie. Hasło repolonizacji musi trafić pod strzechy, czyli dotrzeć do urzędników projektujących inwestycje i zamówienia. Bo to właśnie na etapie projektowania zamówień często rozstrzyga się, jacy dostawcy do niego przystąpią i którzy mają największą szansę na zwycięstwo.

Co ważne, istotnym zamawiającym na rynku jest nie tylko administracja, ale także spółki Skarbu Państwa. W najbliższych latach będą one dokonywały gigantycznych inwestycji, na przykład w sektorze energetycznym. Tu także jest pole do wzmacniania krajowych firm na tych zamówieniach, a kwestia „local content” tych inwestycji znajduje się w tej chwili wysoko na agendzie Ministerstwa Aktywów Państwowych. To nowe myślenie o roli spółek Skarbu Państwa w naszej gospodarce – to nie one mają być naszymi czempionami, lecz swoimi działaniami mają pomagać w budowaniu prywatnych czempionów.

Jaki jest cel tych działań

Na jednym ze spotkań zadano mi w ostatnim czasie takie pytanie: jaka informacja z gospodarki będzie świadczyła o tym, że wymienione działania odniosły sukces? Innymi słowy, czy można zdefiniować ich cel jakimś jednym hasłem lub liczbą?

Reklama
Reklama

Tak, strategia daje tutaj odpowiedź: w 2035 r. co najmniej połowę ze 100 największych firm w Polsce mają stanowić krajowe firmy prywatne. Dziś jest to 24 – ta liczba musi się więcej niż podwoić w ciągu najbliższej dekady. Cel jest więc wyjątkowo ambitny, ale wykonalny przy dużej determinacji do wdrożenia zapowiedzianych działań. Stworzenie warunków do wzrostu krajowych firm prywatnych – to najważniejszy gospodarczy cel SRP2035.

O autorze

Jakub Sawulski

Autor jest adiunktem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie oraz zastępcą dyrektora departamentu strategii w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej. Koordynuje międzyresortowe prace nad Strategią Rozwoju Polski do 2035 r.

Dr Jakub Sawulski był jednym z uczestników Kongresu Ekonomistów Polskich. „Rzeczpospolita” objęła Kongres patronatem medialnym.

Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: UE bierze się w garść. Koniec z biurokracyjnym koszmarem?
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Europa w cieniu Donalda Trumpa. Paradoks Davos 2026
Opinie Ekonomiczne
Iwona Trusewicz: Dlaczego były kanclerz Niemiec broni rosyjskich interesów w UE?
Opinie Ekonomiczne
Eksperci: Koniec mitu taniej energii. OZE to bezpieczeństwo energetyczne Polski
Opinie Ekonomiczne
UE może stać się ofiarą amerykańskiej dominacji energetycznej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama