Reklama

Piotr Skwirowski: Firmy między cenowym młotem a kowadłem

Większość średnich i dużych firm w Polsce chce w 2026 r. podnieść ceny swoich towarów i usług. W znaczącej części przypadków skończy się jednak na chciejstwie?

Publikacja: 05.01.2026 04:02

Sensowne poukładanie polityki cenowej w czasach dużej niepewności rynkowej i dynamicznie zmieniających się realiach gospodarczych to trudne zadanie. A mierzy się z nim dziś większość firm w naszym kraju.

Badanie International Business Report realizowane przez Grant Thornton International, którego wyniki opisujemy w „Rzeczpospolitej” pokazuje, że aż 60 proc. średnich i dużych firm w Polsce planuje podniesienie swoich cen w nowym roku. To wyraźnie więcej niż na początku 2025 r., gdy taki zamiar deklarowała nieco ponad połowa firm. Zaskakiwać może też skala planowanych podwyżek, bo większość przedsiębiorstw chce podnieść ceny powyżej wskaźnika inflacji, który w grudniu zjechał, wedle wstępnych wyliczeń Głównego Urzędu Statystycznego, do 2,4 proc. w ujęciu rocznym. Tymczasem w przypadku niemal 1/5 firm, które zapowiadają podwyżki, mogą być one nawet dwucyfrowe.

Firmy tłumaczą swoje plany podwyżkowe rosnącymi kosztami pracy. Z tym nie ma co dyskutować. Trwające od lat windowanie płacy minimalnej położyło wiele biznesów, zwłaszcza tych mniejszych, ale i w budżetach większych firm waży coraz więcej. Tak samo jak rosnące składki na ubezpieczenia społeczne i zdrowotne. W dobie silnej konkurencji o wartościowych pracowników trzeba windować także ich pensje. To kosztuje i negatywnie odbija się na rentowności biznesów.

Ale otoczenie rynkowe wybiło z rąk firm część argumentów za podwyżkami cen. Wspomniana inflacja mocno wyhamowała. W dół poszły oczekiwania inflacyjne. Ceny ropy na giełdach światowych spadły do poziomów najniższych od pięciu lat, jak szalone nie drożeją już ceny energii i ogrzewania. Tym samym odpadło łatwe uzasadnienie podwyżek cen towarów czy usług stosowane w poprzednich latach. Silni, którzy nie muszą się obawiać odpływu klientów, pewnie nie będą się tym przejmować. Słabsi, zwłaszcza działający w sektorach, gdzie konkurencja rynkowa jest silniejsza, będą mieli trudniej. Jakby tego było mało, wzmaga się konkurencja ze strony Chin, które zalewają nasz kraj, ale też pozostałą część unijnego rynku, tanimi towarami, często subsydiowanymi przez tamtejszy rząd. Trudno je pokonać ceną, można próbować jakością, choć to też coraz trudniejsze. No i kosztuje. Odwoływanie się do lokalnego patriotyzmu nie wszystkich przekona, może trochę pomóc, ale sytuacji nie uratuje.

Reklama
Reklama

Koło się zamyka. Nie podniesiesz cen, pogorszysz swoją rentowność, co może się skończyć źle. Podniesiesz ceny, możesz zrazić do siebie klientów i w skrajnym wypadku nawet wypaść z rynku. W lepszej sytuacji są dziś ci, którzy po pandemii i w czasach szalejącej wysokiej inflacji stosowali agresywną politykę cenową. Firmy, które ten czas przespały, mają dziś znacznie mniej przestrzeni na podwyżki cen. W wielu przypadkach pewnie będą musiały je odłożyć albo stonować ich skalę. Nie zazdroszczę tego dylematu.

Opinie Ekonomiczne
Maciej Miłosz: Nie ma darmowych lunchów. Czołgów – tym bardziej
Opinie Ekonomiczne
Ptak-Iglewska: Rząd gra Mercosurem w ryzykownego pokera
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Przyglądajmy się z uwagą Bułgarii
Opinie Ekonomiczne
Cezary Szymanek: Najpierw Unia Europejska, potem euro
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Sądu nad Starym Rokiem ciąg dalszy
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama