Gdy Lufthansa ogłosiła, że wyda na swoje centrum cargo we Frankfurcie do 2030 r. 600 milionów euro, po prawej stronie sieci się zagotowało. „Niemcy odczekali chwilę, i gdy zobaczyli, że rząd Tuska skutecznie zaorał projekt CPK, to zabrali się za rozbudowę własnego hubu we Frankfurcie (…). Teraz już mogą, teraz mają pewność, że niemieckim interesom nic nie zaszkodzi” – napisała w serwisie X była premier Beata Szydło.
Według Sławomira Mentzena z Konfederacji „wyjaśniło się, dlaczego Tusk opóźnia CPK, jak może”. „CPK jednak powstanie! I to do 2030 roku. Niestety we Frankfurcie, gdzie Lufthansa właśnie ogłosiła budowę największego i najnowocześniejszego w Europie lotniczego port przeładunkowego. U nas jak zwykle się nie da” – stwierdził.
„Ale jak to, nikt ich nie uświadomił, że po co lotnisko we Frankfurcie, skoro jest w Berlinie?” – to już wpis Radosława Fogla z PiS.
Dlaczego nie można porównywać CPK do terminala cargo we Frankfurcie
Te wpisy są wstrząsające, bo pokazują, jak wysokiej rangi politycy
„odlecieli”, używając terminologii nie tylko lotniczej. Nie ma bowiem mowy o jakiejś
gigantycznej rozbudowie terminalu cargo we Frankfurcie. Ma on być zmodernizowany (powstanie też nowy duży magazyn), i to za kwotę o połowę mniejszą niż to, co jeszcze planowano w 2016
r. Kwota 600 mln dolarów, która i tak podskoczyła na skutek wzrostu kosztów
materiałów budowlanych, to również tylko ułamek wydatków na CPK. Otóż nowy polski
port, nastawiony głównie na obsługę pasażerów, kosztować ma według i tak nieco zredukowanych planów prawie 10 mld euro,
czyli prawie 20 razy więcej (plus prawie 20 mld euro na powiązaną z nim sieć
kolejową). Czy te inwestycje w ogóle można porównywać?
Czytaj więcej
Dużo mówi się o tym, jak CPK ma wyglądać czy jak go połączyć z kolejami dużych prędkości, ale niewiele słychać o finansowaniu projektu. Bo diabeł w...
Kiedyś straszyli Berlinem Brandenburgiem, teraz powołują się na Frankfurt
Prawo i Sprawiedliwość, Suwerenna Polska oraz Konfederacja zaczynają straszyć nas Frankfurtem, tak jak wcześniej straszyli portem lotniczym Berlin Brandenburg. Dlaczego? Bo ten ostatni przestał się nadawać na straszaka. Jest wielkim niewypałem, budowanym trzy razy dłużej i za trzy razy większe pieniądze, niż początkowo planowano, czyli ponad 7 mld euro (a miało być 2,5 mld euro). Nie został żadnym „niemieckim CPK”, nie stał się wielkim hubem, obsługując w ciągu 2023 r. niewiele więcej pasażerów niż warszawskie Okęcie.