Krzysztof Adam Kowalczyk: Prawdziwe przyczyny mieszkaniowej drożyzny

Środowiska lewicowe wzięły się do tropienia winnych ubiegłorocznego gwałtownego wzrostu cen mieszkań. Wskazują palcem na wrednych kapitalistów: flipperów i rentierów.

Publikacja: 20.02.2024 13:54

Krzysztof Adam Kowalczyk: Prawdziwe przyczyny mieszkaniowej drożyzny

Foto: Adobe Stock

Pierwsi mieliby gromadzić lokale, by je spekulacyjnie szybko sprzedać, gdy tylko zyskają na wartości. Drudzy – robić to samo, tyle że w dłuższej perspektywie czasowej, a po drodze wyciskać soki życiowe z najemców owych lokali.

Kataster lewicowym batem na „kapitalistów”

Liderzy opinii z sercem daleko po lewej stronie (a czasem też, ku mojemu zaskoczeniu, po prawej) szukają bata na obie grupy „kapitalistów”, postulują m.in. wprowadzenie podatku katastralnego od drugiego i kolejnych mieszkań. Podaży lokali to nie zwiększy, nie obniży też cen, co najwyżej wzrosną czynsze o kwotę katastru. Zarobią tylko notariusze — na przepisywaniu mieszkań na dzieci i wnuki obecnych właścicieli.

Winny nr 1: (nie)Bezpieczny kredyt 2%

Zwalanie całej winy za drożejące mieszkania na "flipperów" i "rentierów" to ściema. Ceny wystrzeliły w 2023 r. w wyniku nakręcenia popytu przez program (nie)Bezpieczny kredyt 2%.

Podaż mieszkań nie jest elastyczna i nie nadąża, gdy się gwałtownie zwiększy popyt - budowa, wraz z planowaniem i pozwoleniami, trwa około pięć lat. Ceny musiały więc skoczyć - zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.

Czytaj więcej

Podatek katastralny nie musi być straszny, ale czasu mało [INFOGRAFIKA]

Winny nr 2: niemal zerowe stopy procentowe w pandemii

Nie bez znaczenia była tu też łagodna w czasie pandemii polityka pieniężna NBP. Przy niemal zerowych stopach procentowych lokaty w bankach gwarantowały znaczną utratę realnej wartości i dla zamożniejszych nabycie mieszkania było sposobem ochrony ich życiowych oszczędności.

To był pierwszy impuls do wzrostu cen mieszkań. A gdy po pandemii i wybuchu wojny (napływ uchodźców) czynsze wystrzeliły, utwierdziło to tylko publiczność w przekonaniu, że na nieruchomościach nie można stracić.

Mieszkaniowa bańka cenowa czeka na szpilkę

To wszystko nadmuchało bańkę cenową. Rynkowi przydałaby się korekta. Wiele zależy od polityki mieszkaniowej nowego rządu.

Jeśli kolejny program pomocowy znów stanie się, tak jak poprzedni, dopalaczem dla popytu, zobaczymy kolejny wzrost cen. Jeśli będzie lepiej celowany (kryterium dochodowe), rozpisany na lata i ograniczony np. tylko do lokali nowych, być może zobaczymy pozytywną reakcję deweloperów i wzrost podaży, co ustabilizuje ceny mieszkań.

No i jest jeszcze problem braku programów mieszkań na tani wynajem. Ale to temat na oddzielny wątek.

Pierwsi mieliby gromadzić lokale, by je spekulacyjnie szybko sprzedać, gdy tylko zyskają na wartości. Drudzy – robić to samo, tyle że w dłuższej perspektywie czasowej, a po drodze wyciskać soki życiowe z najemców owych lokali.

Kataster lewicowym batem na „kapitalistów”

Pozostało 90% artykułu
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Wykup samochodu z leasingu – co warto wiedzieć?
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację