Pierwsi mieliby gromadzić lokale, by je spekulacyjnie szybko sprzedać, gdy tylko zyskają na wartości. Drudzy – robić to samo, tyle że w dłuższej perspektywie czasowej, a po drodze wyciskać soki życiowe z najemców owych lokali.
Kataster lewicowym batem na „kapitalistów”
Liderzy opinii z sercem daleko po lewej stronie (a czasem też, ku mojemu zaskoczeniu, po prawej) szukają bata na obie grupy „kapitalistów”, postulują m.in. wprowadzenie podatku katastralnego od drugiego i kolejnych mieszkań. Podaży lokali to nie zwiększy, nie obniży też cen, co najwyżej wzrosną czynsze o kwotę katastru. Zarobią tylko notariusze — na przepisywaniu mieszkań na dzieci i wnuki obecnych właścicieli.
Winny nr 1: (nie)Bezpieczny kredyt 2%
Zwalanie całej winy za drożejące mieszkania na "flipperów" i "rentierów" to ściema. Ceny wystrzeliły w 2023 r. w wyniku nakręcenia popytu przez program (nie)Bezpieczny kredyt 2%.
Podaż mieszkań nie jest elastyczna i nie nadąża, gdy się gwałtownie zwiększy popyt - budowa, wraz z planowaniem i pozwoleniami, trwa około pięć lat. Ceny musiały więc skoczyć - zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym.
Czytaj więcej
Resort finansów pracuje nad zmianami w podatku od budowli i garaży, ale nie wyklucza śmielszej reformy. Chodzi o podatek katastralny, którego od la...
Winny nr 2: niemal zerowe stopy procentowe w pandemii
Nie bez znaczenia była tu też łagodna w czasie pandemii polityka pieniężna NBP. Przy niemal zerowych stopach procentowych lokaty w bankach gwarantowały znaczną utratę realnej wartości i dla zamożniejszych nabycie mieszkania było sposobem ochrony ich życiowych oszczędności.
To był pierwszy impuls do wzrostu cen mieszkań. A gdy po pandemii i wybuchu wojny (napływ uchodźców) czynsze wystrzeliły, utwierdziło to tylko publiczność w przekonaniu, że na nieruchomościach nie można stracić.
Mieszkaniowa bańka cenowa czeka na szpilkę
To wszystko nadmuchało bańkę cenową. Rynkowi przydałaby się korekta. Wiele zależy od polityki mieszkaniowej nowego rządu.
Jeśli kolejny program pomocowy znów stanie się, tak jak poprzedni, dopalaczem dla popytu, zobaczymy kolejny wzrost cen. Jeśli będzie lepiej celowany (kryterium dochodowe), rozpisany na lata i ograniczony np. tylko do lokali nowych, być może zobaczymy pozytywną reakcję deweloperów i wzrost podaży, co ustabilizuje ceny mieszkań.
No i jest jeszcze problem braku programów mieszkań na tani wynajem. Ale to temat na oddzielny wątek.