Nie chciałbym, aby za kilka lat doszło do analogicznej sytuacji jak w przypadku franków i aby sądy rozstrzygały, kto miał w 2021 r. rację, wybierając np. kredyt o zmiennej czy o stałej stopie, oraz kto powinien ponieść konsekwencje” – te niemal prorocze słowa pochodzą z „Rzeczpospolitej”, a wypowiedział je w maju zeszłego roku ówczesny prezes PKO BP Zbigniew Jagiełło. Co ciekawe, zaledwie kilka godzin później złożył rezygnację. Ten doświadczony finansista sugerował wtedy, aby odpowiednie instytucje, np. państwowy Komitet Stabilności Finansowej, przejrzały umowy hipotek złotowych i sprawdziły, czy niosą zagrożenia wymagające zmiany.

Jest jeszcze sprawiedliwość na tej ziemi – myślałem wówczas ironicznie, jako właściciel kredytu złotowego opartego na stawce WIBOR, o kolegach (zwłaszcza tych świadomych ryzyka walutowego), którzy od kilku lat walczą w sądach o unieważnienie kredytów frankowych. I stało się. Właśnie gruchnęła wieść o tym, że sąd w Katowicach w jednej ze spraw zawiesił pobieranie przez bank odsetek opartych na wskaźniku WIBOR. Argumentami były: brak informacji o ryzyku wzrostu stawki (a więc i raty) oraz – co istotniejsze – „wadliwy sposób ustalania oprocentowania umownego w oparciu o stopę referencyjną WIBOR”.

Czytaj więcej

Orzeczenie o „nielegalności” WIBOR-u to beczka prochu dla banków

Co prawda to nie jest prawomocny wyrok sądowy, lecz jedynie zabezpieczenie toczącej się sprawy. Jednak powiało grozą, co widać choćby po istotnej środowej przecenie banków notowanych na warszawskiej giełdzie. Warto też nadmienić, że w przypadku kredytów frankowych ze świecą szukać trzeba – nawet wśród wybitnych prawników – osoby, która 10–15 lat temu dostrzegała w umowach jakąś niedozwoloną czy choćby ryzykowną klauzulę.

Co by się stało, gdyby sprawy kredytów złotowych opartych na WIBOR miały pójść sądowym śladem frankowym? Aż strach pomyśleć i pisać, bo w aż 90 proc. spraw frankowych wyrok zapada na korzyść zadłużonych. To już nie byłby kłopot liczony w dziesiątkach miliardów złotych, jak w przypadku franków (co sieje strach w całym sektorze bankowym), lecz wielokrotnie większy, liczony w setkach miliardów złotych. Wszak zaraz za kredytami hipotecznymi czają się „wiborowe” kredyty gotówkowe, korporacyjne, raty leasingowe…

W ostatnich miesiącach polski rząd, chcąc „pomóc” zadłużonym według rosnącej stawki WIBOR, postanowił o jej likwidacji. I ma go wkrótce zastąpić stawka WIRON. Niestety, uzasadnienie tej zmiany brzmi niebezpiecznie podobnie do argumentacji katowickiego sądu, a mianowicie, że WIBOR nie odzwierciedla w pełni realiów gospodarczych i wartości pieniądza na rynku, tj. nie jest pokłosiem transakcji banków, lecz jedynie owocem ich deklaracji. Ta zbieżność może tylko dolać oliwy do ognia.