Ogromne emocje, jakie projektowany system kaucyjny wywołuje wśród handlowców, producentów napojów i recyklerów, można porównać chyba tylko z tymi, które wywołał Polski Ład. I trudno się dziwić, bo wprowadzanie systemu kaucyjnego to ogromne wyzwanie – najpierw regulacyjne, a potem organizacyjne i finansowe – przy wielu sprzecznych interesach. Tego wyzwania większość zainteresowanych firm chętnie by uniknęła, gdyby nie unijne wymagania dotyczące określonych poziomów zbiórki i recyklingu opakowań. A tych wymagań (zwłaszcza w przypadku plastikowych butelek) nie da się spełnić bez wprowadzenia systemu kaucyjnego, który będzie też najbardziej skuteczną metodą na oczyszczenie naszych lasów, plaż, jezior czy skwerów z zalegających tam śmieci, w tym szklanych butelek po małpkach.

Czytaj więcej

Handel i producenci ucierpią na szykowanym systemie kaucyjnym

No właśnie – śmieci, bo na razie opróżnione butelki czy puszki są bezwartościowym odpadem dla większości z nas, poza garstką zbieraczy puszek (choć i oni, zwłaszcza w dużych miastach, wolą teraz zarabiać na odprowadzaniu wózków w supermarketach).

Kaucja na opakowania po napojach to świetny sposób, by pokazać, że odpady mają wartość, którą można odzyskać przez odpowiedzialne zachowanie. Co prawda badania i dane rynkowe wskazują, że jako konsumenci jesteśmy coraz bardziej odpowiedzialni (częściej i lepiej segregujemy odpady w domach), ale kolejne rekordy bite podczas akcji sprzątania świata dowodzą, że sama świadomość nie wystarczy. Potrzebne są konkretne i powszechne bodźce finansowe, takie jak kaucja. Dobrze więc, że – przynajmniej na razie – Ministerstwo Klimatu i Środowiska nie ugięło się pod naciskiem firm, które system kaucyjny chciałyby ograniczyć do minimum – najlepiej tylko do butelek z plastiku – wyrzucając zeń kłopotliwe butelki szklane. Owszem, zbieranie opakowań to kłopot – także dla konsumentów, którzy również muszą znaleźć w domu dodatkowe miejsce na takie odpady.

Wprawdzie część z nas może machnąć ręką na 50 groszy czy złotówkę i wyrzuci butelkę do lasu, ale niemal wszystkie badania opinii publicznej dowodzą, że ustawa o systemie kaucyjnym będzie jedną z niewielu regulacji tak chętnie przyjętych przez Polaków. W niedawnym sondażu ARC Rynek i Opinia aż 88 proc. badanych wskazało, że ten pomysł im się podoba. Co więcej, już przy niewielkiej kaucji rzędu 50 groszy prawie ośmiu na dziesięciu zwracałoby opakowanie – najchętniej do najbliższego sklepu.

To niedoceniana szansa drobnych handlowców, którzy stanowczo bronią się przed wejściem do systemu zwrotu opakowań (bo kaucję będzie pobierał każdy sklep). I apelują, by podwyższyć próg wejścia do systemu z obecnych 100 do 500 mkw. powierzchni. Jakoś nie daje im do myślenia fakt, że w tym przypadku mają poparcie swego głównego rywala – dużych sieci handlowych, co można porównać z wilkami stającymi w obronie owiec. Te ostatnie pozbędą się wprawdzie kłopotu zwracanych butelek, ale wraz z nimi mogą też stracić kolejnych klientów, którzy chętniej zrobią zakupy tam, gdzie odzyskają kaucję. Duże sieci handlowe, zwłaszcza te, które przećwiczyły już systemy kaucyjne w innych krajach, świetnie zdają sobie sprawę z ich znaczenia, w tym z możliwości, jakie daje kontrola nad cennym surowcem z odpadów. Nie bez powodu tak skutecznie zawalczyły o większą liczbę operatorów polskiego systemu, chcąc się stać jednym z nich.