A także na to, jak wzrastają ceny ropy naftowej, a Rosja na nowo zaczyna się czuć niezagrożoną potęgą i domagać większego wpływu na losy Europy...

Kiedy większość Anglików głosuje za wyjściem Wielkiej Brytanii z Unii, musimy to po prostu zaakceptować. Pogarsza to perspektywy globalnej gospodarki, stanowi cios dla Europy i tworzy realne zagrożenie dla kilkuset tysięcy Polaków, którzy w ciągu ostatniej dekady osiedlili się na Wyspach. Ale cóż – to nie nasza decyzja, musimy ją przyjąć do wiadomości, bo każdy naród ma prawo wybierać taką politykę, na jaką ma ochotę...

Kiedy nasz parlament przyjmuje ustawę o obniżeniu wieku emerytalnego, prowadząc Polskę w odwrotną stronę niż ta, w którą stara się iść reszta świata, możemy tylko ze smutkiem pokiwać głową. Jest to oczywisty błąd, bo sugeruje ludziom, że państwowy system emerytalny jest i będzie w stanie wypłacać w przyszłości godziwe emerytury. Ale jednocześnie można zrozumieć, że rządząca partia realizuje w ten sposób swoje wyborcze obietnice, uważając straty gospodarcze za nieunikniony koszt zdobycia i utrzymania władzy...

Kiedy polski rząd decyduje się na odkupienie z rąk włoskich wielkiego banku, wywołuje to mieszane uczucia. Bo z jednej strony przesuwa centrum decyzyjne ważnej instytucji do Warszawy, z drugiej jednak oznacza nacjonalizację ponad jednej trzeciej sektora bankowego. Ale wiadomo, że jest to realizacja strategii rządu, niewahającego się zwiększać obecności państwa w gospodarce po to, by dokonać „repolonizacji" sektora...

Ale kiedy rządząca partia wywołuje wielką awanturę z błahego powodu, by dziennikarze nie przeszkadzali jej posłom w spokojnych spacerach po Sejmie, kiedy marszałek zarządza głosowanie nad najważniejszą z ustaw – budżetem – w bocznej sali, bez sprawdzenia i udokumentowania kworum, nie wiem, o co chodzi. Bo korzyści z tego nie ma żadnych, za to we wszystkich światowych serwisach pojawiają się na pierwszym miejscu zdjęcia z Polski, z komentarzami o łamaniu wolności prasy i rozpędzaniu opozycyjnych demonstracji. Przesadne komentarze? Oczywiście, ale to nie ma znaczenia. Wszyscy je zobaczyli, zapamiętali i jednoznacznie skojarzyli z wyświetlanymi zaraz po tym zdjęciami zamieszek w zrujnowanej gospodarczo Wenezueli i niepokojów wywołanych łamaniem podstaw demokracji w Turcji.

I w ten sposób wizerunek inwestycyjny Polski doznał kolosalnych strat. Jednym ruchem udało się zepsuć efekt nie jednej, ale dziesięciu wizyt w Londynie wicepremiera Morawieckiego, tłumaczącego, jak stabilnym i bezpiecznym dla inwestycji miejscem jest Polska.

Warto było? Moim zdaniem nie, ale znaczna część polityków PiS najwyraźniej się z moją opinią nie zgadza.