O co chodzi Putinowi? Czy rzeczywiście dąży do zmiany Ukrainy w rosyjskiego satelitę, ryzykując nawet otwartą wojnę z Zachodem? Czy może tylko udaje, by wytargować w drodze negocjacji ustępstwa ze strony Stanów Zjednoczonych i NATO? A może prowadzi hazardową grę, która ma prowadzić do wzrostu cen ropy i gazu i zapełnić rosyjski skarbiec miliardami dolarów?

Pierwsza z liczb, które mogą wytłumaczyć jego zachowanie, to 87.

Cena ropy naftowej wynosi dziś właśnie 87 dolarów za baryłkę, najwięcej od siedmiu lat. Stosunkowo wysokie ceny ropy i gazu (od dołka w połowie roku 2020 ceny wzrosły trzykrotnie) pozwoliły na odbudowę rosyjskich rezerw dewizowych i wystraszyły odbiorców w Europie.

Rosja poczuła się pewnie, bo jest w stanie przez długi czas przetrzymać nawet dotkliwe zachodnie sankcje. W przeszłości było to zachętą do agresywnych działań: szybujące w górę ceny ropy w końcu roku 1979 – efekt drugiego szoku naftowego – na krótko poprzedziły interwencję w Afganistanie, a najwyższe odnotowane w historii ceny ropy latem 2008 roku stały się przygrywką do ataku na Gruzję.

Druga z liczb to 0,9.

Tylko o 0,9 proc. rocznie zwiększał przeciętnie się rosyjski PKB od czasu aneksji Krymu i wprowadzenia zachodnich sankcji. Liczba nie wygląda przerażająco, ale tylko do czasu, aż sobie przypomnimy, że w ciągu pierwszych dziewięciu lat rządów Putina wzrost wynosił aż 7 proc. rocznie. Pomogło to wywindować wskaźniki poparcia dla prezydenta z 50 do 90 proc. w roku 2008.

Kłopoty gospodarcze w kolejnych latach obniżyły jego popularność do 60 proc. I choć aneksja Krymu przywróciła niemal 90 proc. poparcia, obecnie spadło ono ponownie w okolice 50 proc.

Co ma zrobić Putin? Potrzebuje znów wielkiego, jednoczącego naród zwycięstwa. Albo zajęcia Kijowa, albo choćby spektakularnego upokorzenia USA i NATO.

I wreszcie trzecia z liczb: 69.

W tym roku Władimir Putin skończy 69 lat. I mimo podtrzymywanego przez rosyjskie media wizerunku superbohatera, mimo zdjęć z polowania na tygrysy i ostrzykiwania twarzy botoksem bez wątpienia się starzeje. A ponieważ wizerunek własnej siły i sprawności – jako ikony siły i sprawności Rosji – jest dla niego absolutnie niezbędny dla dalszego utrzymania władzy, może się zdobyć na wiele, byle pokazać, że u niego zegar biologiczny nie działa.

Sytuacja Putina jest więc groźna, ale nie beznadziejna. Przecież Amerykanie wybrali sobie na prezydenta kulturalnego, starszego pana. Rosyjski heros jest zapewne przekonany, że może go z łatwością pokonać w każdej brutalnej grze, którą sam wybierze. Podobnie jak w roku 1962 radziecki przywódca Nikita Chruszczow (który też miał za kilka miesięcy obchodzić 69. urodziny) uznał, że bez kłopotu wygra wojnę nerwów z nowym prezydentem USA, młodym i niedoświadczonym Johnem F. Kennedym. Nie wygrał, mimo że przez kilka dni świat znajdował się na skraju nuklearnej zagłady.

Spośród wymienionych liczb pewnie najważniejsza jest właśnie ta trzecia. I właśnie dlatego nie wiadomo, jak daleko jest gotów posunąć się Putin. Bo zapędzony w róg klatki tygrys staje się naprawdę nieobliczalny.