Kiedy piszę ten felieton, nie znam jeszcze decyzji podjętych na ostatnim (zapewne) posiedzeniu obecnej RPP. Ale szczerze mówiąc, nie mają one większego znaczenia. Nawet jeśli stopy procentowe zostaną podniesione, nie będzie to żadnym rozwiązaniem problemu; co najwyżej demonstracją spóźnionego zatroskania ze strony gremium, które przez wiele miesięcy ignorowało narastające zagrożenie inflacyjne. A jeśli stopy pozostaną bez zmian, to będzie to tylko oznaczało niewielkie odsunięcie w czasie podwyżek, które i tak będą następować w najbliższych miesiącach.

Gdyby oceniać działalność obdarzonego potężną władzą organu, z jasno wyznaczonym przez konstytucję zadaniem ochrony wartości polskiej waluty, tylko na podstawie osiągniętych wyników, należałoby załamać ręce. Każda z poprzednich trzech Rad (w latach 1998–2004, 2004–2010 i 2010–2016) kończyła swoją działalność z inflacją w granicach wyznaczonego celu. Teraz mamy po raz pierwszy do czynienia z potężnym i trwałym złamaniem celu inflacyjnego (co ciekawe, przy podejmowaniu swej ostatniej decyzji RPP nie poczekała nawet na piątkową informację GUS o grudniowej inflacji – zapewne raczej pesymistyczną). W ciągu sześciu lat kadencji obecnej RPP stopa inflacji zwiększyła się o blisko 9 pkt proc., a kurs złotego do euro osłabił się o około 7 proc.

Na obronę odchodzącej RPP można oczywiście przypomnieć, że ostatnie dwa lata były okresem gigantycznego kryzysu i bezprecedensowego wzrostu aktywności państwa, która musiała być finansowana zwiększoną emisją pieniądza. W czasie pandemii trzeba było sięgnąć po narzędzia nadzwyczajne: zerowe stopy procentowe i ogromny program skupu aktywów. Podobne działania podjęły również inne banki centralne świata. Wszystkie stanęły też dziś wobec problemu gwałtownego wzrostu cen energii i najwyższej od lat inflacji.

Ale moje główne zastrzeżenia do działania odchodzącej RPP nie wynikają ani z ostatnich odczytów inflacji, ani z kalendarza podwyżek stóp procentowych. Największym zarzutem jest to, że Rada dopuściła do znacznego obniżenia wiarygodności polskiej polityki pieniężnej. Przypominam, że we współczesnych gospodarkach oddano bankom centralnym gigantyczną i niemal niekontrolowaną władzę nad krajowym pieniądzem tylko w jednym celu: po to, by uniezależnić ich decyzje od świata polityki. Im bardziej niezależna i wiarygodna jest polityka banku, tym mniejszym kosztem można kontrolować inflację i tym łatwiej nie dopuścić do trwałego wzrostu oczekiwań inflacyjnych.

Obecna RPP zrobiła wiele, byśmy nie mieli takich złudzeń: od bezkrytycznego popierania polityki rządu, poprzez systematycznie zaniżane prognoz inflacji, a na dumie z zeszłorocznej „szarży w celu osłabienia złotego" kończąc (jak się wydaje, wykonanej tylko po to, by NBP mógł dodatkowo wpłacić do budżetu sztucznie wygenerowane wirtualne zyski).

Dziś stoimy w obliczu wysokiej inflacji, spadającego zaufania do pieniądza, ryzyka uruchomienia spirali inflacyjnej i ryzyka znacznego osłabienia złotego. Oby następnej Radzie poszło lepiej.

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula