Jak wiadomo, „prawda" wedle Józefa Tischnera występuje w trzech odmianach. „Cała prawda o inflacji" przedstawiona przez prof. Eugeniusza Gatnara, członka Rady Polityki Pieniężnej, („Rzeczpospolita", 28.07.2021) sprowadza się konkretnie do tego, że w obliczu inflacji przekraczającej cel inflacyjny (2,5 proc. +/- 1 pkt proc.) należy, zdaniem autora, dążyć do „normalizacji stóp procentowych" NBP. Działanie to miałoby neutralizować inflacyjne skutki wzrostu dochodów do dyspozycji gospodarstw domowych, które przełożywszy się na zwiększenie popytu konsumpcyjnego, „przyspieszą wzrost cen w Polsce". Na początek należałoby, zdaniem Eugeniusza Gatnara, podnieść stopę referencyjną z obecnych 0,1 do 0,25 proc.

Mam w tej sprawie poważne wątpliwości. Po pierwsze, przyspieszony wzrost dochodów gospodarstw domowych miał miejsce od dość dawna, przy bardzo niskiej inflacji. Nawet masywny wzrost popytu konsumpcyjnego wcale nie jest jednoznaczny z przyspieszeniem inflacji. W latach 2016–2019 spożycie prywatne realnie wzrastało o 4,2 proc. średnio rocznie, ale ceny – tylko o 1,2 proc. Dla kontrastu, w 2020 r. spożycie skurczyło się o 3 proc., ale ceny wzrosły o 3,7 proc.!

Rozumiem, że podwyżka stóp procentowych miałaby sens, gdyby źródłem przyspieszenia inflacyjnego był nadmierny wzrost kredytowania – tak jak miało to miejsce w pierwszej połowie 2011 r., przy poprzednim „incydencie inflacyjnym". Jednak od końca 2019 r. na rynku kredytowym panuje flauta – zadłużenie gospodarstw domowych wzrasta coraz wolniej, a przedsiębiorstw niefinansowych wręcz się obniża (vide wykres), co jednak zbiega się z przyspieszeniem inflacji. W tej sytuacji wyższe stopy procentowe mogłyby dodatkowo spowolnić kredytowanie (i realny wzrost spożycia oraz inwestycji) – jednak bez zauważalnego obniżenia inflacji.

Po drugie, jaki wpływ może mieć ewentualna podwyżka stóp procentowych na ceny ropy naftowej na rynku światowym? Tuszę, że żaden. Od listopada 2020 r. cena ropy wzrastała z poziomu 38 dol. za baryłkę do 74 dol. ostatnio. Wynikły stąd wzrost cen transportu (o ponad 16 proc.) zwiększył ogólny wskaźnik inflacji o 1,4 pkt proc. Bez tego wzrostu inflacja w czerwcu wyniosłaby 3 proc., a nie 4,4 proc.

Pamiętajmy też, że nie tylko naftowi szejkowie są odpowiedzialni za krajową inflację. Wzrost kosztów utrzymania mieszkania, zwiększający inflację o 1,3 proc., w dużym stopniu zawdzięczamy także „szejkom krajowym" – bossom rządowego kartelu wytwarzania i dystrybucji prądu. Nie sadzę, by wzrost stóp procentowych mógł ich skłonić do bardziej powściągliwego podnoszenia taryf (i tak ponad miarę zawyżonych).

Leon Podkaminer jest emerytowanym pracownikiem Wiedeńskiego Instytutu Międzynarodowych Porównań Gospodarczych

Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej" są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji