– Jego rola w banku się skończyła. Miał pomóc w zorganizowaniu biura w Warszawie. Ten etap już się zakończył. Umowa nie została przedłużona na kolejny okres – mówi nam osoba związana z sektorem finansowym.

Kazimierz Marcinkiewicz był zatrudniony w Goldman Sachs od 2008 roku, pełnił w londyńskim oddziale funkcję doradcy ds. Polski. Były szef polskiego rządu oraz przedstawiciele amerykańskiej instytucji wczoraj byli nieuchwytni.

Nigdy oficjalnie bank nie podawał, czy Marcinkiewicz miał zająć się wyłącznie organizacją biura. Osoby związane z branżą finansową twierdzą, że pełnił funkcję lobbysty na rzecz banku, który pośredniczy w wielu transakcjach fuzji i przejęć oraz emisji akcji zarówno przez spółki związane ze Skarbem Państwa, jak i z sektorem prywatnym. Ten bank inwestycyjny zresztą nie jest jedynym zatrudniającym byłych polityków. – Zazwyczaj rolą takich osób jest otwieranie drzwi przy dużych transakcjach. Pytanie, ile takich drzwi otworzył dla Goldman Sachs Marcinkiewicz? – dodaje nasz rozmówca. Obecnie szefem warszawskiego biura jest wieloletni pracownik banku Artur Tomala.

Nie wiadomo, czy były premier wróci do polityki. Marcinkiewicz prowadzi własną firmę doradczą. – Jest trochę jak narkoman bez narkotyku. Polityka uzależnia, jeśli się odnajdzie w układzie politycznym, który będzie miał szansę przetrwać, do czynnej polityki wróci – mówi jego biznesowy przyjaciel.

W Sejmie się mówi, że Marcinkiewicz bierze udział w rozmowach o politycznych planach Romana Giertycha, Michała Kamińskiego i Radosława Sikorskiego. Ale osoba z otoczenia byłego premiera przekonuje "Rz", że interesuje go biznes, a nie polityka.

W lipcu 2006 r. Marcinkiewicz złożył dymisję z funkcji premiera. Później otrzymał z rąk premiera Jarosława Kaczyńskiego nominację na p.o. prezydenta Warszawy, a  zaraz potem przejął obowiązki gospodarza stolicy. W wyborach na prezydenta miasta w listopadzie 2006 r. przegrał w drugiej turze z kandydatką PO Hanną Gronkiewicz-Waltz.

W 2007 rozpoczął pracę jako doradca p.o. prezesa PKO BP Sławomira Skrzypka. Sam startował potem w konkursie na prezesa tego banku, ale wycofał się z kandydowania. W 2007 r.  zasiadł w Radzie Dyrektorów Europejskiefo Banku Odbudowy i Rozwoju.

Częsta wymiana kadr między amerykańskim rządem a instytucjami z Wall Street, w szczególności bankiem Goldman Sachs, dorobiła się zwyczajowej nazwy. Mówi się w tym kontekście o „obrotowych drzwiach". Na przykład Robert Rubin, sekretarz skarbu w administracji Billa Clintona, pracował w Goldman Sachs przez ponad 25 lat, dochodząc do stanowiska wiceprezesa. Po kilku latach w rządzie wrócił na Wall Street, tym razem do Citigroup, gdzie krótko był prezesem. Dziś znów jest w administracji. Stoi na czele Rady ds. Stosunków Międzynarodowych.