1 lipca przypada termin dorocznej podwyżki minimalnych wynagrodzeń dla etatowych pracowników ochrony zdrowia. Rekomendacje na temat tego, ile pieniędzy trzeba będzie przeznaczyć na podwyżki ministerstwu przedstawia Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji.
Płace minimalne pracowników ochrony zdrowia rosną proporcjonalnie do wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej za ubiegły rok. Oznacza to, że od 1 lipca pensje medyków na etacie powiększą się o 8,82 proc. Placówki nie dostają jednak pieniędzy na podwyżki w przeliczeniu „na głowę” pracownika. Środki na ten cel są wtłaczane w wycenę procedur (czyli to, ile NFZ płaci np. szpitalowi za określone świadczenie na rzecz pacjenta) i w taki sposób trafiają do podmiotów leczniczych. Dlatego ich łączny koszt nie jest jednoznaczny, a Agencja przygotowuje rekomendacje, które uwzględniają zmianę wyceny świadczeń.
Czytaj więcej
- Płace lekarzy na kontraktach urosły o 8,5 proc., mimo że nie zalecaliśmy podnoszenia stawek dla kontraktowców. 74 proc. lekarzy specjalistów rozl...
W ubiegłym roku do wyboru były trzy warianty podwyżek. Teraz AOTMiT przekazał ministerstwu jeden. Na doroczną waloryzację płac medyków potrzeba dodatkowych 4,5 mld zł do końca 2026 r. (9 mld zł do 1 lipca 2027 r.), jednak na fali afery wokół Szpitala Południowego resort zlecił agencji dodatkową analizę. Jak słyszymy nieoficjalnie, ta nie wykazała „nic rewolucyjnego”.
To premier zdecyduje
Decyzja o tym, ile pieniędzy ostatecznie pójdzie na podwyżki ma zostać ogłoszona we wtorek podczas wspólnej konferencji prasowej minister zdrowia Jolanty Sobierańskiej-Grendy i prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia Filipa Nowaka. Wystąpieniu może towarzyszyć prezentacja planu cięć w wydatkach na ochronę zdrowia. O tym, że NFZ analizuje różne scenariusze cięć słychać od wiosny, kiedy przywrócono limity na diagnostykę. Kolejnym krokiem miały być ograniczenia w finansowaniu ambulatoryjnej opieki specjalistycznej, czyli wizyt u lekarzy specjalistów. Taka decyzja wówczas nie zapadła, ale – jak słyszymy nieoficjalnie – na stole wylądowały trzy scenariusze dotyczące przyszłości finansów NFZ. Ostateczną decyzję w sprawie możliwych cięć ma podjąć premier. Jak podał PAP, we wtorek ma się spotkać z minister zdrowia i szefem funduszu.
– Gra toczy się między prezesem NFZ a bezpośrednim otoczeniem premiera. Nie jest tak, że nie ma w tym minister zdrowia, ale to nie ona podejmuje decyzje – mówi nasze źródło. Zarówno w przypadku Filipa Nowaka, jak i Jolanty Sobierańskiej-Grendy nie milkną plotki o możliwej w najbliższych dniach dymisji.
W praktyce układanka ma być o wiele bardziej skomplikowana. – Prezes NFZ jest bardzo sprawny medialnie i politycznie. Ma też zbudowany zespół oddanych ludzi w funduszu i poza nim – wskazuje nasz rozmówca. Do tej grupy ma zaliczać się m.in. prezes AOTMiT Daniel Rutkowski, dyrektor Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – Państwowego Instytutu Badawczego Bernard Waśko i Maciej Karaszewski, dyrektor Departamentu Lecznictwa w Ministerstwie Zdrowia, który wcześniej pracował w Centrali NFZ. Formalnie to Departament Lecznictwa sprawuje nadzór merytoryczny nad Narodowym Funduszem Zdrowia. – W pewnym sensie NFZ sam siebie nadzoruje – ocenia nasz rozmówca. Jak dodaje, najtrudniejsze pytanie na okoliczność dymisji Nowaka, brzmiałoby: „kim go zastąpić?”.
Czytaj więcej
– Z reguły dyrektorzy szpitali, którzy płacą lekarzom bajońskie sumy, są jednocześnie najbardziej zadłużeni. Robią to za pieniądze publiczne, nie p...
Indywidualny i grupowy limit zarobków lekarzy
W dyskusję o cięciach w ochronie zdrowia wpisuje się likwidacja kominów płacowych. Jak słyszymy w źródłach zbliżonych do kierownictwa resortu zdrowia – tu także decyzja należy do premiera. W grę wchodzi limit kwotowy, czyli ustanowienie maksymalnego poziomu wynagrodzenia dla lekarzy na kontrakcie oraz limit grupowy, czyli maksymalny poziom wydatków na płace w odniesieniu do wszystkich kosztów szpitala. W pierwszym przypadku chodzi o propozycję, zgodnie z którą stawka godzinowa brutto dla lekarza nie mogłaby wynosić więcej niż jedną dwudziestą płacy minimalnej, czyli ok. 240 zł brutto za godzinę pracy lekarza. Po spełnieniu określonych warunków mogłaby pójść w górę do 10-krotności minimalnego wynagrodzenia za ekwiwalent etatu (ok. 48 tys. zł). Druga z form limitu to nawiązanie do majowej wypowiedzi minister zdrowia, która w wywiadzie dla TVN24 oceniła, że koszty płac całego personelu, w tym lekarzy, opiekunów medycznych i administracji, nie powinny przekraczać 60-70 proc. wydatków szpitala.
Co ostatecznie się wydarzy? Nie wiadomo. Na razie na biurku prezydenta wylądowała ustawa o ewidencji zarobków w publicznej ochronie zdrowia po numerze PESEL lub numerze prawa wykonywania zawodu.
Czytaj więcej
Naczelna Izba Lekarska rozpoczęła postępowanie ws. Dawida Kacprzyka, a do sądu lekarskiego ma trafić wniosek o zawieszeniu mu prawa wykonywania zaw...
Na kanwie sprawy Dawida Kacprzyka wypłynęła też kwestia czasu pracy lekarzy. Podczas czwartkowej konferencji prasowej w warszawskim Szpitalu Południowym minister zdrowia wskazała, że na tapet trafiło gromadzenie danych zarówno przez AOTMiT, jak i usprawnienie zbierania danych przez NFZ odnośnie tego, „ile podmioty lecznicze zgłaszają potencjału świadczeniodawcy, liczby godzin poszczególnych pracowników medycznych”. Ma to pomóc w ustaleniu, czy lekarz pracuje jednocześnie w dwóch miejscach. Jak słyszymy nieoficjalnie, taka ewidencja czasu pracy będzie możliwa dzięki nowelizacji, która czeka na podpis prezydenta. Przepisy o numerze PESEL umożliwiają bowiem zbieranie od podmiotów leczniczych nie tylko danych o wynagrodzeniach, ale też o czasie przepracowanym przez poszczególnych lekarzy. Połączenie informacji z różnych placówek według klucza, jakim jest numer PESEL lub PWZ, pozwoli na wykrycie przypadków „bilokacji” medyków. AOTMiT zamierza z tego skorzystać.
Ile pieniędzy jest w kasie NFZ?
Pod koniec ubiegłego tygodnia na koncie NFZ było ok. 9 mld zł. Rok temu, 30 czerwca, było to 6,5 mld zł, ale stan gotówki w kasie zmienia się w ciągu miesiąca w zależności od wpływów ze składki zdrowotnej. – Paradoksalnie fundusz ma teraz lepszą płynność niż rok temu, bo stara się oszczędnie gospodarować dodatkową dotacją z budżetu państwa w wysokości 4 mld zł, którą otrzymał w marcu. Pojawiły się też pewne oszczędności, które przyniosły ok. 2 mld zł w skali roku – wylicza Łukasz Kozłowski z Federacji Przedsiębiorców Polskich. Jak jednak dodaje, każdego miesiąca Narodowemu Funduszowi Zdrowia brakuje ok. 2 mld zł. Żeby domknąć ten rok, zabraknie 16 mld zł.