Pół biedy, jeśli roboty walczyłyby z robotami. Ale przy dzisiejszych różnicach cywilizacyjnych między państwami nie jest to możliwe. Dlatego w ramach prac nad konwencją Narodów Zjednoczonych w sprawie niektórych rodzajów broni konwencjonalnej (CCW) ONZ zorganizowała cykl nieformalnych spotkań z ekspertami, odbywających się w Genewie 13–17 kwietnia. To kolejny krok na drodze do ewentualnego traktatu o śmiercionośnych autonomicznych robotach.
Kluczem do dyskusji jest definicja „znaczącej kontroli ludzkiej", czyli tego, jaki rodzaj zaangażowania człowieka jest niezbędny w procesie zabijania na polu bitwy.
Peter Asaro z Centrum Internetu i Społeczeństwa Uniwersytetu Stanforda, biorący udział w dyskusji, uważa, że zgoda co do tego, iż nie do przyjęcia jest, aby roboty mogły zabijać bez nadzoru człowieka, jest coraz powszechniejsza.
„Japońskie Ministerstwo Obrony nie ma żadnych planów rozwoju robotów zdolnych do zabijania niekontrolowanych przez człowieka" – napisali Japończycy w oświadczeniu.
– Niektóre rządy, takie jak Korei Południowej, które wcześniej nie sprzeciwiały się takiej broni, dziś zmieniają zdanie – mówi Asaro. – Myślę, że jest konsensus wokół faktu, iż nie można po prostu używać uzbrojonych robotów bez żadnego nadzoru człowieka. Ale jest jeszcze różnica zdań, choćby w kwestiach prawnych.
Kontrola maszyn przez człowieka okazała się pojęciem bardzo trudnym do zdefiniowania. – Moim zdaniem człowiek powinien mieć znaczącą kontrolę nad inicjowaniem ataku oraz jego odwoływaniem – mówi Asaro. – Ale do traktatu zakazującego użycia autonomicznych robotów na polu walki jeszcze daleko. Fakt, że ONZ zgodziła się omówić tę kwestię w listopadzie ubiegłego roku i prace kontynuuje, świadczy, że porozumienie jest jednak możliwe.