Większość osób, które decydują się stanąć na ślubnym kobiercu, nie myśli o pieniądzach. W Polsce nadal niewiele przyszłych małżonków decyduje się na rozdzielenie swoich majątków jeszcze przed ślubem. Brak tzw. intercyzy oznacza zaś, że z chwilą ślubu małżonków z mocy prawa zaczyna łączyć tzw. wspólność majątkowa. Jej istota sprowadza się do tego, że to, co zostaje nabyte przez żonę i męża w czasie trwania związku czy przez jednego z nich, stanowi ich majątek wspólny na zasadzie współwłasności.

Ta szczególna sytuacja małżonków, która swe źródło ma w prawie rodzinnym, istotnie przekłada się na ich sytuację podatkową. Jednym z podstawowych przywilejów, jakie w podatkach mają małżeństwa, jest prawo do wspólnego rozliczenia PIT czy pełne, nielimitowane zwolnienie z podatku od spadku czy darowizny. Wspólność majątkowa małżeńska może też dać wymierne korzyści przy sprzedaży mieszkania czy domu.

Przypomnijmy: w Polsce odpłatne zbycie nieruchomości prywatnych jest opodatkowane PIT tylko wtedy, gdy od końca roku nabycia nie minęło pięć lat. Po tej dacie mieszkanie czy dom można sprzedać bez konieczności rozliczania się z fiskusem.

Życie – zwłaszcza gdy chodzi o małżonków – pisze jednak różne scenariusze. I może się zdarzyć, że w związku z rozwodem czy śmiercią jedno z małżonków staje się jedynym właścicielem nieruchomości, którą od lat posiadało wspólnie z drugim. Wtedy powstaje problem, od kiedy liczyć początek biegu pięcioletniego terminu dla tej części domu czy mieszkania, którą mąż czy żona nabył później.

– Niestety, fiskus przez długi czas upierał się, że w takich przypadkach dochodzi do drugiego nabycia części nieruchomości. I to także w przypadkach, gdy mieszkanie czy dom był we współwłasności majątkowej małżeńskiej. W praktyce oznaczało to, że choć mieszkanie było wspólnie własnością małżonków przez dziesięć lat, to gdy np. po rozwodzie przypadało tylko jednemu, przy szybkiej sprzedaży urzędnicy skarbówki żądali PIT od połowy jego wartości – tłumaczy Krzysztof J. Musiał, doradca podatkowy, partner w kancelarii Musiał i Partnerzy.

Dlaczego? Uznawali bowiem że nabywając np. mieszkanie, mąż i żona byli jego właścicielami po połowie. W konsekwencji uważali, że gdy tylko jedno z nich staje się właścicielem całości, to w połowie następuje nowe nabycie, od którego liczy się nowy termin warunkujący, czy odpłatne zbycie będzie podlegać PIT czy nie.

– Prowadziło to do absurdalnych sytuacji, w których małżonkowie byli np. właścicielami domu przez 15–20 lat, a gdy potem w wyniku zniesienia współwłasności tylko jedno z nich stawało się właścicielem i chciało sprzedać mieszkanie, stawało przed dylematem: czekać kolejne ponad pięć lat, żeby nie zapłacić PIT, czy sprzedać od razu i liczyć się z tym, że fiskus zażąda PIT od połowy – wyjaśnia Musiał.

Na szczęście te profiskalne zapędy zostały już ostudzone przez NSA. Przełomem okazała się zwłaszcza uchwała siedmiu sędziów z 15 maja 2017 r. (sygn. akt II FPS 2/17).

NSA uznał w niej, że dla celów opodatkowania PIT odpłatnego zbycia nieruchomości i praw majątkowych z art. 10 ust. 1 pkt 8 lit. a–c ustawy o PIT nabytych przez współmałżonka w wyniku dziedziczenia datą ich nabycia lub wybudowania w rozumieniu tego przepisu jest dzień ich nabycia (wybudowania) do majątku wspólnego małżonków. Mówiąc prościej, siedmiu sędziów NSA – wbrew temu, co przez lata lansował fiskus – uznało, że w przypadku małżonków związanych wspólnością majątkową nie ma mowy o żadnym ponownym nabyciu.

Podstawowym argumentem był charakter własności łączącej małżonków. NSA przypomniał, że w razie ustania wspólności majątkowej do majątku, który był nią objęty, stosuje się odpowiednio przepisy o współwłasności w częściach ułamkowych.

Ze względu na wspólność majątkową nie można wyodrębnić udziałów, które małżonkowie posiadali w chwili nabycia nieruchomości w małżeństwie. W konsekwencji przyjmuje się, że małżonkowie pierwotnie nabyli prawo majątkowe wspólnie w całości. Ustanie wspólności łącznej nie jest powtórnym nabyciem. A skoro nie można wyodrębnić udziałów, które małżonkowie posiadali w chwili nabycia nieruchomości w małżeństwie, to pięcioletni termin nie może biec od nowa.

Uchwała dotyczyła spadkobrania. Dziś problem wdów i wdowców, którzy chcą bez PIT szybko sprzedać mieszkanie czy dom nabyty ze zmarłym współmałżonkiem, rozwiązał sam ustawodawca. Od 1 stycznia 2019 r. pięcioletni termin, od którego zależy opodatkowanie sprzedaży nieruchomości przy spadkobraniu, liczy się już nie od nabycia przez spadkobiercę, ale przez spadkodawcę. I dotyczy to nie tylko małżonków, ale wszystkich. Niemniej tezy zawarte w uchwale dotyczące charakteru majątkowego ustroju małżeńskiego są nadal aktualnie i sądy chętnie sięgają po nie w innych sprawach dotyczących odpłatnego zbycia mieszkań i domów przez małżonków.

Rozszerzenie majątku

Przykładem może być wyrok NSA z 28 marca 2019 r. (II FSK 822/17). Sąd przyznał w nim rację małżonkom, którzy chcieli sprzedać mieszkanie po rozszerzeniu wspólności małżeńskiej, tj. mieszkanie, które należało tylko do żony, stało się własnością obojga.

Jak tłumaczył sędzia Cezary Koziński, NSA zgodził się, że w tym przypadku pięcioletni termin należy liczyć od pierwotnego nabycia. Skoro małżonek, który rozszerza wspólność majątkową na rzecz nabytą przed małżeństwem, nadal jest właścicielem całej tej rzeczy, to taka intercyza nie może oznaczać nabycia dla drugiego małżonka, gdyż ten pierwszy nie dokonał zbycia. Wyrok jest prawomocny.