Deweloperzy narzekają na brak gruntów pod budownictwo. To jedna z przyczyn podwyżek cen mieszkań -twierdzą. Minister budownictwa Andrzej Aumiller uważa, że jest na to rada. Trzeba szybko odrolnić grunty tam, gdzie się buduje najwięcej, czyli w mieście. A przeszło 46 proc. gruntów miejskich to ziemie rolne. Nie można na nich budować, gdy nie ma miejscowych planów. Tych zaś brakuje.

Rząd chce rozwiązać problem w prosty sposób. - Na terenie miast nie trzeba będzie ubiegać się o zgodę, by zmienić przeznaczenie gruntu z rolnego na budowlany. W tej chwili można odrolnić grunt tylko w miejscowym planie - wyjaśnił minister Aumiller. Nadal jednak inwestorzy będą musieli płacić za wyłączenie gruntu z produkcji rolnej.

Takie zmiany zawiera nowelizacja ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym. Dzisiaj odbędzie się jej pierwsze czytanie w Sejmowej Komisji Infrastruktury.

Zdaniem pośredników w handlu nieruchomościami odrolnienie gruntów zahamowałoby wzrost cen mieszkań. -Tereny rolne znajdują się na peryferiach miast i tam przybyłoby działek budowlanych. Dzięki temu ceny mieszkań przestałyby może wreszcie rosnąć -ocenia Janusz Schmidt, wiceprezydent Polskiej Federacji Rynku Nieruchomości.

Rozwiązanie podoba się także deweloperom. -Upraszcza procedurę uzyskiwania pozwolenia na budowę -chwali Marek Poddany, prezes zarządu firmy deweloperskiej Sedno.

Projekt zawiera jednak także -w opinii Marka Poddanego -rozwiązania, które mogą utrudnić inwestowanie w miastach. Pozbawią one wiele osób szans na zdobycie decyzji lokalizacyjnej. Chodzi o propozycję wprowadzenia zawężającej definicji zabudowanej działki sąsiedniej. Od jej istnienia zależy, czy w danym miejscu można budować. Na przykład nie będzie nią nieruchomość znajdująca się po przeciwnej stronie drogi.