Po słabym kwietniu, w maju deweloperzy wciąż notowali mocne spadki rok do roku, jeśli chodzi o liczbę uzyskanych pozwoleń na budowę i rozpoczynanych inwestycji. Nie ziściły się jednak pesymistyczne scenariusze, że majowe wartości będą jeszcze gorsze od tych za kwiecień.

Rynek się trzyma

W maju deweloperzy rozpoczęli budowę 6,19 tys. mieszkań, o prawie 45 proc. mniej rok do roku, ale niemal tyle samo, ile w kwietniu. Firmy uzyskały pozwolenie na budowę 10,7 tys. lokali, o 36 proc. mniej rok do roku, ale i o 11 proc. więcej miesiąc do miesiąca (wtedy raportowano 27-proc. spadek rok do roku).

Po pięciu miesiącach liczba mieszkań, które deweloperzy zaczęli stawiać, wyniosła 44,2 tys., to o 21 proc. mniej niż rok wcześniej. Liczba lokali objętych pozwoleniem na budowę skurczyła się z kolei o 11 proc., do 57,5 tys.

Znacznie sprawniej idzie wydawanie mieszkań. W maju deweloperzy oddali 11,2 tys. lokali, o 21 proc. więcej niż rok temu. Po pięciu miesiącach firmy oddały 51,95 tys. mieszkań, o 4,4 proc. więcej rok do roku.

Uwagę zwraca odbicie w maju względem kwietnia, jeśli chodzi o aktywność inwestorów indywidualnych. Polacy zaczęli budowę 8,72 tys. mieszkań, jedynie o 3 proc. mniej rok do roku i o 23 proc. więcej miesiąc do miesiąca. Uzyskali też pozwolenie na budowę 8,3 tys. lokali, o 13 proc. mniej rok do roku i o 20 proc. więcej wobec kwietnia.

– Analiza danych GUS wskazuje, że sytuacja w pewien sposób się unormowała, a deweloperzy są zdecydowani kontynuować działalność, choć na nieco mniejszą skalę – mówi Agnieszka Mikulska, ekspert w dziale mieszkaniowym firmy CBRE. – W porównaniu z kwietniem wzrosła liczba mieszkań oddanych do użytku, tych, których budowę rozpoczęto i tych, na których budowę uzyskano pozwolenie. Najmniej wrażliwe na pandemię są lokale oddawane do użytku – ich budowa była już bardzo zaawansowana lub zakończona w momencie ogłoszenia ograniczeń. To, że liczba oddawanych mieszkań utrzymuje się na wysokim poziomie, świadczy również o tym, że urzędy generalnie poradziły sobie z funkcjonowaniem w sytuacji zagrożenia epidemicznego – ocenia.

Zaznacza, że najbardziej wrażliwe na nową sytuację okazały się rozpoczynane budowy, w przypadku których trzeba nie tylko dopełnić formalności, ale też znaleźć ekipę budowlaną funkcjonującą w ograniczeniach epidemicznych i podjąć ryzyko kilkuletniego procesu inwestycyjnego.

– Tradycyjnie marzec, kwiecień i maj to okresy dynamicznego rozpoczynania nowych budów po zimowym przestoju. Tymczasem w okresie marzec–maj 2020 r. rozpoczęto budowę najmniejszej liczby nowych mieszkań w porównaniu z analogicznymi miesiącami z ostatnich pięciu lat. Warto jednak zwrócić uwagę, że wyniki te nie odbiegają znacząco od średniej z lat 2005–2019, a w przypadku liczby mieszkań rozpoczętych w okresie styczeń–maj mamy w 2020 r. nadal jeden z najwyższych wyników w minionych kilkunastu latach – podkreśla Mikulska.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Co będzie dalej

Barbara Bugaj, analityk rynku nieruchomości w Sonarhome.pl, komentuje, że dane o rozpoczynanych budowach i pozwoleniach prezentowane narastająco nie są bardzo słabe, jednak kiedy przyjrzeć się przynajmniej kilku największym miastom, okazuje się, że ograniczenie podaży jest znaczące.

W przypadku rozpoczynających się budów największy spadek widzimy we Wrocławiu (60 proc.), Poznaniu (52 proc.) i Gdańsku (50 proc.). W przypadku pozwoleń na budowę – w Poznaniu (47 proc.), Wrocławiu (46 proc.) i Warszawie (45 proc). W samym maju w stolicy zielone światło dostały inwestycje na zaledwie 398 lokali, słabiej było tylko w Poznaniu.

– Dane za maj sugerują, że w otoczeniu niepewności deweloperzy zrezygnowali z rozpoczynania sporej części nowych inwestycji. Bieżące doniesienia o poprawiających się wynikach sprzedaży mieszkań sugerują, że już w czerwcu możemy mieć do czynienia z większą skłonnością do rozpoczynania nowych projektów – mówi Bartosz Turek, analityk HRE Investments.

– Odbudowanie popytu na mieszkania widać też w statystykach ruchu w internecie. Dla nowych decyzji inwestycyjnych firm deweloperskich ważne są jednak też prognozy gospodarcze czy skala rezygnacji dotychczasowych nabywców z podpisanych umów. Choć spodziewamy się lepszych danych GUS za czerwiec, to wciąż mamy za mało informacji, aby rzetelnie oszacować skalę ożywienia – dodaje.