Z oryginalnego składu z połowy lat 80. Liczy się ich dwóch, ale tych najważniejszych: wokalista Ian Astbury i gitarzysta Billy Duffy.

Grupa wdarła się do czołówki przebojem „She Sells Sanctuary" w 1985 roku, późniejsza zaś o dwa lata płyta „Electric" znalazła się w zestawie „1001 albumów, które trzeba usłyszeć, zanim umrzesz". Na szczęście nie przytrafiło się to muzykom zespołu, którzy kolejne sukcesy opijali alkoholem. Nie na tyle destrukcyjnie, by nie znaleźć sił na stworzenie swojego opus magnum, czyli „Sonic Temple" (1989), które w Ameryce sprzedało się w milionie egzemplarzy. Płyta „The Cult” z 1994 r. była dobra, a jednak rozpad był nieuchronny. Nastąpił w 1995 roku.

The Cult w najlepszej formie

Wtedy doszło do zastępstwa wokalnego. Pianista Ray Manzarek i gitarzysta Robby Krieger z The Doors zaprosili do współpracy Iana Astbury'ego.

Czytaj więcej

The Cult potrafią być mistyczni jak Led Zeppelin

Astbury nie starał się nadać hitom The Doors nowej jakości, tylko kopiował Jima Morrisona. Był na niego ucharakteryzowany, co podczas koncertów, w połączeniu z archiwalnymi filmami wyświetlanymi na telebimie, miało wzmóc efekt autentyczności, ale pachniało szalbierstwem.

Astbury wrócił więc do współpracy z Billym Duffym w The Cult. Ten w rozmowie z „Rzeczpospolitą" skomentował rzecz następująco: – Powiem to, czego mogę się jedynie domyślać: nie ma na świecie zbyt wielu ludzi, którzy chcą oglądać The Doors bez Morrisona. Wolą słuchać płyt nagranych za jego życia.

Comeback The Cult

Było za to wielu czekających na powrót The Cult, który nastąpił w 2001 roku. Od tego czasu grupa wydała pięć album, w tym ostatni „Under The Midnight Sun” z 2022 r. Z liderami nagrywali świetni instrumentaliści, znani ze współpracy z Plantem i Page'em i Pixies.

Czytaj więcej

Charles Manson: Psychopatyczny morderca kreował się na muzyka

„Przeżywamy renesans" - opowiada wokalista The Cult - „To tak, jakbyśmy ustawiali zegar. Nikt nam nie powiedział, że możemy to zrobić. Nie ma tego w podręcznikach wielu zespołów. Po prostu idą dalej, dorabiają się największych hitów, a potem tyją, starzeją się i umierają. Z nami jest inaczej. Jest pasja – jest tak wiele pasji w tym zespole. To nie jest coś w stylu: „Och, zagramy tę piosenkę jeszcze raz? Ale Nuda”. W nas jest pasja. Wywodzi się prosto z naszych trzewi. To instynktowne.”

Wspólnie z zespołem ich dokonania świętować będzie można już we wtorek 30 lipca. W roli supportu wystąpi szwedzki artysta, Jonathan Hultén.