— W tej chwili dowiaduję się o śmierci Jana Błońskiego i z trudem znajduję właściwe słowa - powiedział „Rz” Bronisław Maj, poeta i wychowanek zmarłego. - O literaturze myślał z zaborczą miłością. To było jego życie. Nie znam drugiego człowieka o tak ogromnej wiedzy, szerokich horyzontach i pisarskim talencie. Obawiam się, że nie znajdzie następców.

— Interpretacja literatury była dla niego sposobem refleksji o sprawach fundamentalnych - powiedział „Rz” prof. Aleksander Fiut. - Zawsze imponowała mi swoboda, z jaką poruszał się po literaturze nie tylko polskiej od baroku, poprzez romantyzm po czasy współczesne. Jego studium o Mikołaju Sępie Sarzyńskim do dziś uchodzi za monografię wyjątkową - po raz pierwszy wobec literatury staropolskiej zastosowano tak nowatorską metodologię.

Urodził się w 1931 r. w Warszawie. Jak wspomina prof. Marta Wyka od zawsze miał opinię wybitnego. W wieku 15 lat, o czym sam mówił przeczytał całego Prousta, a więc siedem tomów, po francusku. Polonistykę studiował na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie też przez długie lata prowadził zajęcia. Był wychowankiem szkoły, której patronował Kazimierz Wyka, ojciec Marty. W pojęciu Błońskiego komentowanie literatury jest tak samo istotne, jak jej tworzenie. Uważał, że krytyk powinien być partnerem autora.

— Mamy wielu Salierich krytyki z dużą wiedzą i dobrze opanowanym rzemiosłem - uważa prof. Henryk Markiewicz. - On jeden był jej Mozartem. Swym pisarstwem najświetniej dowodził, że krytyka jest sztuką.

— Pisał o wszystkich twórcach, którzy debiutowali po 1945 r. ale najbardziej związany był z pokoleniem autorów czasu odwilży - podkreśla prof. Fiut. - Przybliżał najważniejsze postacie literatury XX wieku. Studium o Witkacym, napisane w zaledwie kilka miesięcy, stało się legendarne. A przecież Błoński interesował się jeszcze twórczością Leśmiana, Schulza czy Miłosza. Ze Sławomirem Mrożkiem, któremu poświęcił książkę, korespondował przez wiele lat. Bez Jana Błońskiego nie byłbym kim jestem. Był dla mnie wzorem człowieka prawego, równocześnie skromnego i pełnego ironicznego dystansu wobec pełnionych funkcji. Pamiętam jego znakomite wykłady gromadzące tłumy studentów.

Książki prof. Błońskiego spotykały się z żywym odzewem. Tak było m.in. z opublikowaną w 1961r. „Zmianą warty”.

— Byliśmy zgodni w ocenie pisarzy starszego pokolenia, ale różniły nas poglądy na temat młodych, m.in. Marka Nowakowskiego - wspomina Henryk Bereza, krytyk. - Mimo, że nie zgadzaliśmy się w pewnych sprawach, doceniałem jego kunszt i zasługi dla literatury. Dla polskiej krytyki to niepowetowana strata.

Błoński inicjował też debaty historyczne. W 1987 roku opublikował w „Tygodniku Powszechnym” esej „Biedni Polacy patrzą na getto”, który rozpoczął dyskusję o polsko - żydowskich relacjach w czasie Zagłady. Dopominał się, byśmy uczciwie przeanalizowali naszą historię i przyjęli do wiadomości, że miała nie tylko momenty piękne, ale też mroczne, jak przedwojenne getta ławkowe czy szmalcownictwo. W artykule, który w 1987 zamieścił „Tygodnik” Błoński napisał: „Myślę, że w naszym stosunku do żydowsko-polskiej przeszłości winniśmy przestać się bronić, usprawiedliwiać, targować. Podkreślać, czego nie mogliśmy zrobić za okupacji czy dawniej. Powiedzieć najpierw: tak, jesteśmy winni. Przyjęliśmy Żydów do naszego domu, ale kazaliśmy im mieszkać w piwnicy. Kiedy chcieli wejść na pokoje, obiecywaliśmy, że wpuścimy, jeśli przestaną być Żydami, jeśli się »ucywilizują«”.

Prof. Błoński wykładał na Sorbonie, Uniwersytecie w Clermont-Ferrand i Paris IV). Był laureatem nagrody Fundacji im. Kościelskich i nagrody im. Kazimierza Wyki. Otrzymał Złoty Medal Gloria Artis.