Reklama

Śmierć to ostatnie wyzwanie

Umierający włoski pisarz Tiziano Terzani opowiedział synowi o swym pełnym niebezpieczeństw życiu

Publikacja: 02.04.2010 00:41

Tiziano Terzani (1938 – 2004) to jeden z najlepszych twórców literatury faktu w XX wieku, napisał „W

Tiziano Terzani (1938 – 2004) to jeden z najlepszych twórców literatury faktu w XX wieku, napisał „W Azji” i „Powiedział mi wróżbita”

Foto: EAST NEWS

Gdy legendarny włoski reporter dowiedział się, że jest chory na raka, pojechał do Stanów Zjednoczonych – uważał, że tam uda się znaleźć lekarstwo. Najpierw zawiodła medycyna konwencjonalna, potem niekonwencjonalna. Terzani pojął, że siłę powinien odkryć w sobie. Pomógł mu pobyt w Indiach, miesiące spędzone w klasztorze. Postanowił robić tylko to, co uważał za słuszne. Nie miał życzeń poza jednym: dojść do takiego momentu, kiedy już nie będzie potrzebował czasu dla siebie, a ten, który mu został, poświęci innym.

Ostatnie miesiące podarował synowi Folco. Opowiedział o dzieciństwie w podmiejskiej robotniczej dzielnicy Florencji, o pierwszych lekturach, tęsknocie za dalekimi podróżami.

[srodtytul]Teoria ziarnka piasku[/srodtytul]

O tym, że gdzieś istnieje inny świat, usłyszał od kuzyna ojca. Człowiek ten w czasie wojny został zmobilizowany. Trafił do marynarki wojennej i pływał po Morzu Śródziemnym. „Wychwalał się, że widział przedziwne ryby, które, jeżeli wystawiłeś nogę za burtę, podpływały i zjadały ci nawet grube wełniane skarpety. Opowiadał przeróżne cuda, ale byłem tym zafascynowany, bo przede wszystkim miał mundur, był prawdziwym marynarzem i potwornym kłamczuchem”.

Reporter cytuje Blake’a: w ziarnku piasku można zobaczyć świat, a w godzinie – wieczność. Człowiek – uważa Terzani – powinien mieć swoją specjalizację. Jeżeli poświęci się jej z miłością i oddaniem, zrozumie rządzące nami prawa. Działką reportera stała się Azja. Na wojnę wietnamską jeździł pomimo strachu. Patrzył na żołnierzy maszerujących przez pola ryżowe i nie potrafił się uwolnić od obsesyjnej myśli, że w karabinie któregoś z Wietnamczyków tkwi kula przeznaczona dla niego.

Reklama
Reklama

Fascynujący jest nakreślony w książce obraz Sajgonu, wokół którego rozgrywają się apokaliptyczne sceny. Amerykańskie bombowce zrzucały na dżunglę napalm, a w mieście żyło się luksusowo.

Otwarte były francuskie butiki i restauracje. Oficerowie zamawiali krewetki ułożone wokół plastrów ananasa. Piwo popijali w towarzystwie eleganckich dziewczyn w tradycyjnych wietnamskich strojach. Restauracje były oddzielone od ulicy kratą, aby nikt nie wrzucił do środka granatu.

W książce Terzani opowiada o dziennikarzach, którzy podczas wojny w Kambodży próbowali przejść przez linię frontu, by spotkać i opisać Czerwonych Khmerów. Wszyscy zostali zamordowani. Udało się tylko Terzaniemu, bo na widok wycelowanej w siebie broni uśmiechnął się.

[srodtytul]Teraz kolej na ciebie[/srodtytul]

„Koniec jest moim początkiem” to wyjątkowa lekcja dziennikarstwa. Tiziano Terzani powtarza, że pierwszym obowiązkiem reportera jest czytanie. Wydarzenie, o którym się opowiada, musi być umieszczone w kontekście. „Jeżeli piszesz wiadomości, opowiadasz kłamstwa – wyjaśnia. – Opowiadasz to, co widzisz pod mikroskopem, podczas gdy przydałaby ci się lorneta”. Terzani uważa, że studia dziennikarskie są absurdalne. „Zupełnie jakbyś poszedł do szkoły dla poetów – wyjaśnia. – Czego się tam nauczysz?”.

Jednym z bohaterów książki jest śmierć: „To, co mnie teraz czeka, to prawdopodobnie coś najdziwniejszego, najciekawszego i zupełnie nowego. Dlatego mówię, że nie chcę już trzymać się życia pazurami. Poznałem je od zewnątrz i od wewnątrz, widziałem je z każdej strony, i pragnienia, które by mi przyniosło, już mnie nie interesują”.

Reklama
Reklama

Terzani wspomina moment, kiedy odszedł jego ojciec. Uderzyła go myśl, że teraz przyjdzie kolej na niego. Porządek życia przypomina bowiem sytuację na froncie w czasie I wojny światowej: w okopach zawsze jest ktoś z przodu. Ale w końcu ten człowiek ginie. Nie ma już pierwszej linii, nie ma okopów. „Teraz czas na ciebie” – daje synowi do zrozumienia.

W rozmowie z Folco podkreślał, że jedyne, co można zrobić, to oddzielić się od ciała, zostawić je własnemu losowi. Bo przecież musi skończyć tak, jak wszystkie rzeczy materialne, które tak kochamy i które wiążą nas z tym światem.

[i]Tiziano Terzani, Koniec jest moim początkiem, przeł. Iwona Banach, Zysk i S-ka, Poznań 2010[/i]

[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora

[mail=b.marzec@rp.pl]b.marzec@rp.pl[/mail][/i]

Gdy legendarny włoski reporter dowiedział się, że jest chory na raka, pojechał do Stanów Zjednoczonych – uważał, że tam uda się znaleźć lekarstwo. Najpierw zawiodła medycyna konwencjonalna, potem niekonwencjonalna. Terzani pojął, że siłę powinien odkryć w sobie. Pomógł mu pobyt w Indiach, miesiące spędzone w klasztorze. Postanowił robić tylko to, co uważał za słuszne. Nie miał życzeń poza jednym: dojść do takiego momentu, kiedy już nie będzie potrzebował czasu dla siebie, a ten, który mu został, poświęci innym.

Pozostało jeszcze 87% artykułu
Reklama
Literatura
„Ogar” Krystiana Stolarza: kryminalny odmawia składania zeznań
Materiał Promocyjny
Sieci kampusowe – łączność skrojona dla firm
Literatura
„Tajemnica tajemnic", nowy thriller Dana Browna. Czy przebije „Kod Leonarda da Vinci”?
Literatura
Jedyna taka trylogia o Polsce XX w.
Literatura
Kalka z języka niemieckiego w komiksie o Kaczorze Donaldzie zirytowała polskich fanów
Materiał Promocyjny
Bieszczady to region, który wciąż zachowuje aurę dzikości i tajemniczości
Literatura
Neapol widziany od kulis: nie tylko Ferrante, Saviano i Maradona
Materiał Promocyjny
Jak sfinansować rozwój w branży rolno-spożywczej?
Reklama
Reklama