Zaczyna się monologiem. Głos zabiera Śpiąca Królewna, zasypiająca już na zawsze... Tak jej i czytelnikowi się zdaje. Po co dziewczyna ma się budzić do koszmaru, w którym tkwi bez szansy na poprawę losu?

Zobacz na Empik.rp.pl

Jednak po chwili ? sygnał komórki. I powrót do znienawidzonej rzeczywistości.

Tak zaczyna się dzień z życia Emilki, Emi. Jeden z wielu identycznych. Ona w ciągu doby kilkakrotnie przekracza granice snu i jawy, życia i śmierci. I już nie wiadomo, który stan jest dla Śpiącej Królewny tym właściwym, rzeczywistym.

Mariusz Sieniewicz stara się wniknąć w jaźń bohaterki, lat 38, aktualnie singielki, z zaliczonym (bez małżeńskich konsekwencji) stadkiem samców. Najpierw przemawia jej milczącymi ustami, podłącza się do zaspanych myśli. Potem patrzy na nią z zewnątrz, z perspektywy kogoś na wysokościach.

Monologi Emi to bezpardonowe rozliczenie z życiem, z którym panna rozstaje się na własne życzenie. Tak ona chce to widzieć i początkowo jej wierzymy. Ale to zmyłka. zamiast samobójczego i ostatecznego odjazdu, Emilia tylko zapada w gwałtowny narkoleptyczny sen. Po chwili wraca do przytomności i polskiej rzeczywistości. Wszystko jasne? nie akceptuje siebie ani sytuacji, w jakiej przyszło jej wegetować. Czy i w jakim stopniu zawiniła?

Oto pierwszy krąg piekła: podstarzali rodzice wymagający opieki troskliwszej, niż dzieci. Obydwoje starzy z maestrią stosują szantaż emocjonalny, zaś Emi, choć tego świadoma, nie potrafi wyrwać się z matni zadawnionych pretensji, podstępów, zdrad.

Drugi krąg koszmaru: praca w magazynie Tesco czy innego supermarketu. Z szefem z gatunku macho-manipulant. Robota źle płatna i odmóżdżająca, w dodatku o lata świetlne odległa od wykształcenia oraz zainteresowań absolwentki polonistyki ze specjalizacją w bibliotekoznawstwie. Ale w dzisiejszej RP nie ma miejsca dla bezużytecznych humanistów o kulturalnych aspiracjach ? toteż Emi przekwalifikowała się. I niech Bogu dziękuje, że ma za co kupować ptasie mleczko, jedyny dostępny jej luksus! Ucieczką jest fejsowanie z kumpelkami o nickach zapożyczonych z bajek. Zabawa w powrót do krainy marzeń.

Wreszcie, trzeci poziom piekielnych miazmatów: romanse z Miśkami, a każdy chłop to Misiek. Dotychczasowe związki Emi kończyły się porażką. Niespodziewana wizyta „siostry" z Białorusi staje się okazją do zrewidowania przyczyn tych niepowodzeń. Swoją drogą, nie wiadomo, kim jest Swietłana. Marą? Figurą retoryczną, nakazującą śpiącej wybudzić się z maligny i skonfrontować się z tym, od czego ucieka?

Tak czy siak, Swieta chce samca na jeden wieczór, bo wyrwała się z białoruskich betów, męża, dzieci. Emi chce zaspokoić potrzeby „siostry", sięgając po sprawdzony materiał. Rejestr męskich „ciach" ma w komórce. Zaczyna obdzwania Miśków.

Sieniewicz bawi się nieźle, parafrazując „Spis cudzołożnic" Jerzego Pilcha w wersji męskiej. Teraz kobitki weryfikują panów, ale efekt poszukiwań równie beznadziejny.

Zamysł dowcipny, lecz wykonanie chybione. Autor strasznie wysila się, żeby sprawić wrażenie brutalnego demaskatora, oślepiającego czytelnika piorunem intelektu i kreatywnym językiem. Co za dużo, to męczy. Albo usypia. Bez narkolepsji.

Mariusz Sieniewicz

Spowiedź Śpiącej Królewny

Wyd. Znak, Kraków 2012