Bułgarski pisarz i poeta Georgi Gospodinow, rocznik 1968, to ważna, również w Polsce, figura. U nas w 2019 r. został laureatem Literackiej Nagrody Europy Środkowej Angelus za powieść „Fizyka smutku”, do której kluczem był motyw Minotaura, przez który przepracowywał też swoje własne doświadczenie – samotności siedmioletniego dziecka, pozostawianego przez pracujących rodziców w domu, który tonie w ciemności nocy.
Georgi Gospodinow w Polsce i na świecie
W 2023 r. Gospodinow dostał stałą przepustkę do świata globalnej literatury, jaką jest Booker Prize za „Schron przeciwczasowy”. Dodatkowo w Polsce Bułgar może liczyć na okładce każdego tytułu na rekomendację Olgi Tokarczuk. Książki ich obojga są w katalogu Wydawnictwa Literackiego, od dawna się znają i wspierają. Autorka „Ksiąg Jakubowych” napisała o nowej książce Gospodinowa: „Prostota i głębia krystalicznie czystej prozy budzą mój ogromny podziw”.
Rzeczywiście „Ogrodnik i śmierć” zwłaszcza na tle „Schronu przeciwczasowego” – z licznymi żonglerkami kontekstualnymi i formalnymi – emanuje prostotą. Poprzednio powstała opowieść o paradoksach nostalgii i o tym, że każdy z nas inaczej lokuje swoją Arkadię i nawet próba schronienia się wyobraźnią i pamięcią w najukochańszym okresie naszej przeszłości może nas skonfliktować z innymi, którzy mają przecież swoje inne Arkadie. Teraz książkę podyktował czas, jakiego się nie wybiera, a który wszystkich czeka – śmierć najbliższej osoby. W tym przypadku ojca. Gospodinow, jeśli można wierzyć narratorowi, zapisywał żałobę i wywołane przez nią wspomnienia w notesie, ręcznie. Ale nawet jeśli było inaczej, jeśli nawet to tylko metafora intymności – smutek podyktował formy prostsze, krótsze. Nie da się bowiem na gorąco przeżywać żałoby w stylu imponująco witalnym czy epatować świetną kondycją pisarską.
Czytaj więcej
„Schron przeciwczasowy” Georgiego Gospodinowa, nagrodzony Booker Prize, zainspirował spektakl w Narodowym Starym Teatrze.
Oczywiście, pojawiają się literackie nawiązania m.in. do Homera (historia ojca Odyseusza – Laertesa), Prousta czy wiersza Audena. Generalnie jednak dominują proste refleksje tak jak pierwsze zdanie: „Mój ojciec był ogrodnikiem. Teraz jest ogrodem”. Bliżej haiku niż barokowego trenu.
Z rozbuchania form i żonglerki postaciami z kanonu literatury zostało w sumie niewiele. I dobrze, ponieważ mając pomysły rewelacyjne, Gospodinow, mówiąc kolokwialnie, „nie dowoził”, gubił się w labiryntach, które planował. Prostota wyznania o pogubieniu syna i pisarza: – „Nie wiem, od czego zacząć. Niechaj to będzie początek” – jest bardziej zrozumiała.
Do zapisków wkrada się fizjologia umierania. Zdanie ojca: „Chyba się posiusiałem”, moglibyśmy przeczytać równie dobrze w innej książce o śmierci ojca na nowotwór – „Jak nie zabiłem swojego…” Mateusza Pakuły. Gospodinow również nie chce pogrążać się w smutku, chce, by śmierć miała sens – „żeby na tych stronach było światło (…) To nie jest książka o śmierci, a o tęsknocie za życiem”. A jednak przytrafiają się sytuacje, w których trudno zachować harmonię.
Czytaj więcej
Wojciech Chmielarz, gwiazda polskich powieści kryminalnych, w podkaście „Rzecz o Książkach” opowiada o swoim najnowszym tytule „Rytuał”, siódmej po...
Gospodinow z wielką delikatnością pisze, że śmierć rodziców przeżywa się przed tą faktyczną wiele razy – po poznaniu złych wyników badań czy, gdy chorując, nie dają znaku życia w sypialni. Wreszcie w snach, które przetwarzają i zapowiadają to, co nieodwołalne.
Bułgarski pisarz pisze o paradoksach przemijania
Wspomnianym ożywczym światłem są wspomnienia: dzika mięta z dania na pokładzie samolotu przywołuje aromatyczny sos domowego dania z jagnięciny. A także rzadkie chwile ojcowskiej akceptacji i czułości, bo często synowie nie są tacy, jakby ojcowie chcieli.
Na elegię Gospodinowa składają się również historie wcześniejszych pokoleń (dziadków), wojny, ale i ran zadawanych sobie w czasie pokoju: gdy ktoś kogoś wbrew oczekiwaniom nie przytulił. Nie okazał miłości. Tym ważniejsze są powidoki akceptacji, pochwał. Rzadkich, ale tym bardziej znaczących. Nawet tych pośrednich, gdy ojciec narzekał na wizyty dziennikarzy w domowym sadzie po Bookerze dla syna, który przełomową książkę dedykował „Mamie i tacie, którzy nadal plewią wieczne truskawkowe pola dzieciństwa”.
Finał daje się przewidzieć: to wiadomość „Umarł mój ojciec. Nie wiem, co mam robić”. To bezradność dziecka, które żyje w nas, nawet jeśli nasi rodzice umarli. Bezradność wspomnianej w książce dziewczynki, której matka umarła nagle w Boże Narodzenie po ustrojeniu choinki. I wreszcie ironiczne zdanie, które i nas przybliża do ostateczności: „Z roku na rok żyje się nam coraz lepiej, z dnia na dzień gorzej”.
Pamiętajmy o śmierci? Pamiętajmy o życiu.