Do literackiej czołówki świata wchodzi młode pokolenie pisarzy z Afryki. Wywodzą się z Nigerii, Ghany, Konga czy Algierii – i o tych krajach piszą. Ale też pracują, wykładają i żyją w Europie lub USA. Zaczynają się cieszyć długo odraczanym uznaniem, walczą o nich literaccy agenci. A polscy wydawcy śledzą trendy i szybko przygotowują przekłady.
Światową premierę miała właśnie jedna z wyjątkowo oczekiwanych powieści – „Droga do domu" 26-letniej Yaa Gyasi, która urodziła się w Ghanie, a dorastała w Alabamie. Polskie wydanie w przekładzie Michała Ronikiera ukazało się nakładem Wydawnictwa Literackiego równocześnie z premierą amerykańską.
Od lat nie było afrykańskiej książki budzącej tak duże nadzieje ani tak wysoko notowanego debiutu. Przed premierą zachwyt wyrażali kluczowi krytycy za oceanem. Krążą legendy o rekordowej zaliczce dla autorki, duży artykuł poświęcił jej „Time".
Gyasi zachwyca fabularnym rozmachem, ale także politycznym wyrazem swej opowieści. To afrykańsko-amerykańska saga, która rozpoczyna się u wybrzeży Ghany w czasach handlu niewolnikami w XVIII w., a prowadzi do początku XXI stulecia. Przechodzi od losów dwóch przyrodnich sióstr – Esi i Effi, do bohaterów współczesnych – Marcusa i Marjorie, którzy nie wiedzą nawet, jak bliskie pokrewieństwo ich łączy.
Otrzymujemy olśniewającą prozę i unikatowy język. Książka jest także mocnym głosem w sprawie konsekwencji niewolnictwa i nowym sposobem przedstawiania rasizmu na przestrzeni wieków.