„King Kong", filmowy klasyk z 1933 roku, dekadę temu doczekał się remake'u, który miał pobić kasowy rekord wszech czasów. Tak się nie stało. I oto kolejny śmiałek podjął temat, tym razem w wersji niemej.
Portugalski rysownik Osvaldo Medina (urodzony w Angoli w 1973 roku) tytułem komiksu nawiązuje do kultowego bohatera: „Kong The King".
W tym wydaniu historia kolosa z dżungli obywa się bez słów. Żadnych dymków, żadnego podpisu. Obrazkowa pantomima jest jednak wystarczająco czytelna. Do tego porywająco przedstawiona. Szybkie, dynamiczne kreski; wartka narracja; doskonała charakterystyka postaci. Dla podkręcenia klimatu minionych lat różne odcienie sepii użyte zamiast czerni.
Medina wykonał doskonałą dokumentacyjną robotę, osadzając fabułę w realiach amerykańskiego kryzysu, dbając o stosowny dla epoki kostium, rekwizyty i scenerię. Ba, nawet gesty i mimika – często przesadne – przywołują w pamięci filmy doby wielkiego kryzysu. Przyjemność oglądać.
Tę historię wszyscy znają: ona piękna, a on bestia. Na przekór kontrastowym warunkom zewnętrznym łączy ich uczucie. A także wiara w niematerialne wartości.