Z wiadomych powodów nowa dyrekcja Opery Wrocławskiej musiała czekać prawie rok, by doprowadzić do finału swą pierwszą premierę. A i tak nie jest to tytuł, który znajdował się w początkowych planach. Jak w wielu teatrach na świecie, tu również zdecydowano się wystawić dzieło Mozarta „Cosi fan tutte", po które obecnie sięgają niemal wszyscy, gdyż ta małoobsadowa opera idealnie pasuje na czas pandemicznych obostrzeń.

We Wrocławiu znaleziono jednak na „Cosi fan tutte" dodatkowy pomysł. Zaangażowano niemal wyłącznie młodych śpiewaków. Pełna wdzięku, ale konwencjonalna opowiastka o narzeczonych, którzy wystawiają na próbę wierność swych wybranek, ujawnia urok, gdy biorą w niej udział wybitni śpiewacy potrafiący wydobyć niuanse genialnej muzyki Mozarta, albo kiedy wykonawcy wdziękiem swej naturalnej, a nie udawanej młodości tchną życie w postacie opery.

Tym razem postawiono przede wszystkim – i słusznie – na młodość. Skompletowano dwie równorzędne obsady. W tej, którą oglądałem, prym wiódł 20-letni, a przecież o zadziwiająco dojrzałym, choć jeszcze bardzo świeżym głosie bas Paweł Horodyski (Guglielmo). Na dodatek z niezwykłą swobodą odnalazł się on na scenie, przyćmiewając zaproszonego gościnnie brytyjskiego tenora Teda Blacka niczym żywiołowy Gustaw nieporadnego Albina w „Ślubach panieńskich".

Na uwagę zasługują też obdarzona dźwięcznym sopranem posągowa Aleksandra Łaska (Fiordiligi) oraz skontrastowana z nią bardziej żywiołowa Zuzanna Nalewajek (Dorabella). O obu usłyszymy zapewne w przyszłości. Obsadę tej premiery uzupełnili świetna aktorsko Hanna Okońska (zabawna Despina) oraz doświadczony Dariusz Machej, który bez kuszących przerysowań wywiązał się z roli cynicznego Don Alfonsa, organizatora tej miłosnej intrygi.

Brazylijski reżyser André Heller-Lopes starał się nie ingerować zbytnio w akcję, ale poprowadził spektakl tak, by sceniczne działania wynikały z tekstu, co dla młodych artystów jest świetną lekcją aktorskiego warsztatu. Dodatkową atrakcją jest pomysł, by po uwerturze rzut monetą decydował, czy widz obejrzy tradycyjną czy uwspółcześnioną wersję „Cosi fan tutte". Obie różnią się kostiumami i elementami dekoracji, akcja i tak rozgrywa się zawsze na tle klasycystycznych dekoracji Renato Theobaldo.

Ta premiera stanowi początek programu Opery Wrocławskiej, która chce promować młodych. Byłoby to uzupełnienie działań Akademii Operowej przy stołecznej Operze Narodowej. Młodym polskim talentom zapewnia ona kontakt z doświadczonymi artystami rangi światowej, ale potrzebny jest jednak teatr, który wprowadzi ich na scenę.