Ale w

„Ostatnim rozdaniu"

Myśliwski zrezygnował z konkretu na rzecz niedookreśloności – być może to jedna z przyczyn, dla których to powieść nierówna, z pewnością ustępująca nieco wcześniejszym dokonaniom pisarza.

Zobacz na Empik.rp.pl

Jesteśmy narodem z nieograniczonym i tragicznie niezaspokojonym apetytem na wielkość. A tęsknota za arcydziełem literackim zakorzeniła się w nas mniej więcej tak samo mocno jak marzenie o futbolowych sukcesach. Wiesław Myśliwski zaś – zapewne wbrew sobie, bo z niedzisiejszą obojętnością traktuje medialne wrzawy – stał się głównym pretendentem do miana największego polskiego prozaika.

Z tego powodu trudno pisać o „Ostatnim rozdaniu" – trudno bowiem pisać o autorach, których już za życia wsadzono na piedestał wzniesiony dla klasyków (piedestał mocno zresztą narażony na tektoniczne wstrząsy czytelniczych kaprysów). Podejmując taką próbę, ciężko o pewność, że nie powtarza się pochwał solidnie już zakorzenionych, albo przeciwnie – nie ulega się łatwej i modnej pokusie odbrązawiania wielkości. A „Ostatnie rozdanie" sprawę tylko komplikuje – ta opowiadana na wyrywki historia portretuje bowiem człowieka tak wielu właściwości, że tworzą one jakąś bezkształtną pulpę, w której nie sposób doszukać się konturów.

Czytaj więcej na Xiegarnia.pl