Światowa prapremiera „Kosmosu" odbyła się podczas festiwalu w Locarno i przyniosła Andrzejowi Żuławskiemu nagrodę za reżyserię. Pokaz na festiwalu Camerimage to jego pierwsza publiczna projekcja w Polsce. Nic dziwnego, że była jednym z najbardziej oczekiwanych wydarzeń bydgoskiej imprezy.
Do powrotu do kina namówił Andrzeja Żuławskiego producent Paulo Branco, z którym razem zrobili wcześniej „Wierność". Wydaje się, że ekranizacja ostatniej powieści Witolda Gombrowicza jest zadaniem karkołomnym. „Kosmos" to nie jest książka o rzeczywistości, lecz o jej tworzeniu się, o jej bolesnym rodzeniu się w naszej świadomości.
Żuławski przeniósł akcję z Zakopanego lat 30. do współczesnej Portugalii. Albo może lepiej byłoby powiedzieć: do Europy. Nie chciał zapewne bawić się w kostium, odniesienia do polskiego drobnomieszczaństwa. W małej zachodnioeuropejskiej miejscowości dwaj bohaterowie szukają ucieczki od codzienności. Witold chce przygotować się do egzaminów, Fuks próbuje zapomnieć o trudnych relacjach z szefem.
Żuławski zachował wszystkie motywy śledztwa opisanego w książce. Są więc: wróbel powieszony na sznurku w zagajniku, strzałki na suficie, zabity kot, wykrzywione usta służącej Katasi i żywa ropucha w pudełeczku. Jest też dziwny świat rodziny, która prowadzi pensjonat. Świat pełen napięć, wspomnień, namiętności.
W „Kosmosie" quasi-kryminalna historia jednak się urywa, na ekranie też jest ledwo zaznaczona. Film kończy Gombrowiczowskie zdanie: „Dziś na obiad była potrawka z kury". Niespodzianka czeka widza dopiero przy końcowych napisach. Reżyser podkreśli wtedy sztuczność całej sytuacji, grę z rzeczywistością.
Reżyser zaangażował plejadę aktorów, głównie francuskich. Wyraziste kreacje tworzą Sabine Azema jako pani Wojtyś i znakomity Jean-François Balmera jako wuj. Niepokojący i zagubiony jako Witold jest Jonathan Genet – odkrycie Żuławskiego – aktor dotąd nieznany. Nie mówiąc o ślicznej Portugalce – Victoria Guerra bawi się postacią młodej mężatki Leny rozpalającej zmysły i wyobraźnię Witolda.
Andrzej Żuławski powiedział w Locarno, że choć należy do pokolenia uwielbiającego Gombrowicza, nigdy „Kosmosu" nie rozumiał. I dlatego zdecydował się tę książkę zekranizować. Po obejrzeniu filmu widz też, niestety, wszystkiego nie zrozumie. Ale w końcu o tym jest „Kosmos", że rzeczywistości nie da się obiektywizować. Ona tworzy się w nas.
O tym, jak trudno jest ekranizować Gombrowicza, przekonali się już Jerzy Skolimowski i Jan Jakub Kolski. Teraz wyzwanie podjął Andrzej Żuławski. Specjaliści od Gombrowicza nie zaakceptują tego filmu, gubiącego filozoficzną głębię oryginału. Ale kino ma swoje prawa.