Korespondencja z Wenecji

Reklama
Reklama

Filipińczyk konsekwentnie uprawia swoje skupione, niespieszne kino, uważnie przygląda się światu i ludziom. Znak szczególny? Jego film „Z tego, co było, po tym, co było”, zdobywca Złotego Lamparta sprzed dwóch lat, trwał pięć i pół godziny. Wyróżniony w tym roku w Berlinie  nagrodą Bauera obraz „A Lullaby to the Sorrowful Mystery” o rewolucji filipińskiej w XIX wieku – osiem godzin.

Wenecki zwycięzca trwa cztery godziny. To historia kobiety, nauczycielki, która niesłusznie skazana za morderstwo, wychodzi z więzienia po trzydziestu latach, gdy do zbrodni przyznaje się prawdziwa zabójczyni. Diaz zaproponował opowieść o zemście i przebaczeniu. Porywającą, wciągającą, pełną cierpienia i empatii dla człowieka, który stracił całe życie. Dla kobiety, która nie była przy śmierci męża i nie widziała dojrzewania dzieci. Nosi w sobie ranę i teraz  próbuje zmierzyć się z losem, uporządkować co się da. 

 

Srebrny Lew - Nagroda Specjalna Jury przypadła filmowi „Nocturnal Animal” Toma Forda. Za najlpeszych reżyserów festiwalu uznano Andrieja Konczałowskiegp („Raj”) i Amata Escalante („Untamed”).

Puchar Volpiego za najlepszą rolę żeńską przypadł Emmie Stone za uroczą kreację w musicalu „La la Land” Damiena Chazella. Za najlepszą rolę męską nagrodzono Oscara Martineza, który w argentyńskim „The Distinguished Citizen” zagrał pisarza, laureata nagrody Nobla wracającego do rodzinnego miasteczka.

Nagrodą za najlepszy scenariusz jury uhonorowało Noaha Oppenheima, który napisał tekst  „Jackie”, - opowieści o Jacquelyn Kennedy wyreżyserowanej  przez Pablo Larraina, ze znakomitą Natalie Portman w roli tytułowej.

Nagroda specjalna jury przypadła filmowi „Bad Batch” Ana Lily Amirpour, a nagroda Marcello Mastroianniego dla debiutanta młodej aktorce Pauli Beer z „Frantza” Francois Ozona.