Dla współczesnego aktora gra w serialu jest czymś naturalnym. Jednak niektórzy czują, że telewizja ich ogranicza, dlatego cenią sobie pracę w teatrze. W nim aktor może uwolnić się od medialnego wizerunku i ciągle się rozwijać pod czujnym okiem reżysera.
– Uwielbiam kontrowersyjne role teatralne – mówi Katarzyna Bujakiewicz (1972 r.), aktorka Teatru Polskiego w Poznaniu, głównie kojarzona z rolą siostry Marty w serialu "Na dobre i na złe".
– Nie mam problemu z tym, że gram infantylną pielęgniarkę. Nie chcę być jednak zaszufladkowana, a dzięki teatrowi mogę przełamać serialowy wizerunek – twierdzi Bujakiewicz.
W spektaklu Pawła Szkotaka "Zwyczajne szaleństwo" Petra Zelenki zagrała nimfomankę Alicję. U Anny Augustynowicz w "Popcornie" Bena Eltona – dziewczynę, która zabija dla zabawy. Występowała też w dramatach Elfriede Jelinek czy Wernera Szwaba, brutalnych w krytyce społeczeństwa.
– Odnajduję się w sztukach atakujących mieszczański światopogląd – mówi aktorka.
Takie wyznanie może brzmieć nieautentycznie w ustach Marioli z serialu "Magda M."
– Nie mogę prowokować widza o godzinie 16 w niedzielę. Telewizja ma swoje prawa. Jestem aktorką, a to oznacza, że gram wszystko – dodaje Katarzyna Bujakiewicz.
– Mogę być Józefem K., Kruszonem w "Oficerze" czy Julianem w "Vinci", bo w każdą z tych postaci angażuję się całym sobą – mówi Borys Szyc (1978 r.), aktor Teatru Współczesnego w Warszawie, znany z ról twardzieli i uroczych cwaniaków.
– Lubię swój wizerunek łobuza, a nikt do tej pory nie zaproponował mi roli papieża czy Chopina – dodaje.
Jego obecność w nobliwym Teatrze Współczesnym może dziwić. Ale to dyrektor teatru Maciej Englert i Agnieszka Glińska wpłynęli na artystyczne osiągnięcia Szyca.
Ostatnio zagrał w "Procesie" Kafki, a na początku kariery w "Bambini di Praga" Hrabala. – Cieszę się, że jestem w tradycyjnym teatrze posługującym się słowem i metaforą. Mogę dotknąć świata, który powoli zanika. Na nowoczesny teatr będę miał jeszcze czas.
Szyc przyciąga swoich wielbicieli na spektakle przy ul. Mokotowskiej, przyczyniając się do odmłodzenia widowni.
– Grę w teatrze i w filmie czy serialu traktuję jako odmienne zawody. Oba dają mi satysfakcję.
Dla Anny Guzik (1976 r.), aktorki Teatru Polskiego w Bielsku-Białej, znanej jako tytułowa "Hela w opałach", teatr to miejsce przemiany.
– Mam największą przyjemność, gdy dzięki charakteryzacji, zmianie głosu, kostiumowi widz mnie nie rozpoznaje – opowiada Guzik.
Uważa, że w telewizji, częściej niż w teatrze, obsadza się aktorów ze względu na warunki fizyczne. – W spektaklu dystans dzielący nas od widza pozwala na małe lub większe oszustwa – mówi aktorka. – 30-latki grają podlotki, a młodzi chłopcy starców. Uwielbiam w teatrze możliwość zmiany i gry wbrew swoim warunkom.
Anna Guzik zagrała oskarżoną o czary Mary Warren w "Czarownicach z Salem" Millera, choć ta rola zarezerwowana jest dla młodszych aktorek. – Musiałam na nowo odnaleźć w sobie dziewczynę – mówi.
Zmagała się też z rolą molestowanej seksualnie Susan z "Milczenia" Stevenson. Chociaż na planie nie ma czasu na tworzenie postaci, nie wyobraża sobie rezygnacji z pracy w serialach.
– Teatr i telewizja uzupełniają się nawzajem. Przekonałam się o tym podczas prób do "Piaskownicy" Michała Walczaka. Naturalność wyniesiona z gry przed kamerą pasowała do języka tej sztuki.
Bartosz Opania (1970 r.), znany z roli doktora Witka w serialu "Na dobre i na złe", jest aktorem Teatru Ateneum w Warszawie.
Scena daje mu możliwość zetknięcia się z wielką literaturą. Dzięki niej może uciec od współczesności, na którą jest skazany w serialu. Opania najbardziej ceni swoje role w Teatrze Telewizji. Spektakl Michała Kwiecińskiego "Całkowite zaćmienie", w którym zagrał poetę Artura Rimbauda, ukształtował go jako aktora.
– Tylko teatr może nauczyć młodych grać – twierdzi Stanisława Celińska. Od początku swojej kariery w latach 70. występowała zarówno w spektaklach, jak i w serialach. Stworzyła wielką rolę w przedstawieniu Krzysztofa Warlikowskiego "Oczyszczeni", ale nie wzgardziła też serialem "Samo Życie".
– Mnie już telewizja nie zaszkodzi – uważa Stanisława Celińska – a młodych tylko gra w teatrze zabezpieczy przed zalewem szmiry i bylejakiego aktorstwa.
Jeszcze w międzywojniu występowanie na scenie było uznawane za nieprzyzwoite. Dziś aktorzy są częścią popkultury, ale od nich zależy, czy chcą być bliżej Dody czy Stanisławy Celińskiej albo Jana Englerta.