Reklama

Sprawa zabójstwa Iwony Cygan: Zero informacji o procesie

Sąd nałożył knebel na media. Zakazał informowania o zeznaniach podczas rozprawy ws. zabójstwa Iwony Cygan.

Publikacja: 26.06.2018 18:54

Iwona Cygan została zamordowana 20 lat temu

Iwona Cygan została zamordowana 20 lat temu

Foto: PAP/ Paweł Topolski

To sytuacja bez precedensu: Sąd Okręgowy w Rzeszowie prowadzący proces oskarżonego o zabójstwo Iwony Cygan i 14 policjantów mających zapewniać sprawcy bezkarność nałożył kaganiec mediom. Zakazał podawania tego, co na jawnych rozprawach zeznali oskarżeni i świadkowie.

Efekt? W szokującej sprawie, przez 20 lat okrytej zmową milczenia, opinia publiczna dowie się tylko o akcie oskarżenia i wyroku. Zakaz sprawia, że cały proces ma się toczyć za zamkniętymi drzwiami, czego skutki już można odczuć.

– To bezprawie, i to w wykonaniu wymiaru sprawiedliwości – twierdzą eksperci i na decyzji sądu nie zostawiają suchej nitki.

Straszak: prokurator

Proces Pawła K. oskarżonego o zabójstwo, jego ojca mającego zarzut pomocnictwa i lokalnych policjantów odpowiadających m.in. za utrudnianie śledztwa ruszył 6 czerwca.

Zakaz relacjonowania „zeznań świadków i wyjaśnień oskarżonych" sąd wydał na pierwszej rozprawie, kiedy media były skupione na słuchaniu tez aktu oskarżenia. Co się dokładnie za tym kryje?

Reklama
Reklama

– Należy to rozumieć ściśle, czyli że nie można przekazywać publicznie nic z treści, jakie osoby te przedstawią na rozprawie – odpowiada sędzia Tomasz Mucha, rzecznik Sądu Okręgowego w Rzeszowie na pytania „Rzeczpospolitej". Przekonuje, że sądowi chodzi o „zminimalizowanie niebezpieczeństwa wpływu zeznań i wyjaśnień osób wcześniej przesłuchanych na depozycje kolejnych przesłuchiwanych".

Co czeka reportera, który złamie zakaz? – Rozmowa z prokuratorem – słyszy jedna z przedstawicielek mediów.

Eksperci są krytyczni

Eksperci w ostrych słowach krytykują zakaz.

– Jest to ograniczanie swobody mediów oraz praw obywatelskich. Zasadą konstytucji jest prawo obywatela do jawnego rozpoznania sprawy – mówi sędzia Barbara Piwnik, była minister sprawiedliwości. I dodaje: – Powinnością dziennikarza jest służyć społeczeństwu informacją, a więc także relacją z procesu. Nie widzę podstawy prawnej do zakazywania mediom informowania o tym, co mówią świadkowie i oskarżeni na jawnych rozprawach – dodaje sędzia Piwnik.

Podobnie uważa były minister sprawiedliwości prof. Zbigniew Ćwiąkalski. – Nie wolno ujawniać informacji ze śledztwa do czasu ich przedstawienia w postępowaniu sądowym. Ale nie ma przepisu, który by zakazał podawania zeznań i wyjaśnień składanych na jawnych rozprawach – zaznacza prof. Ćwiąkalski,

Prof. Antoni Kamiński z PAN ocenia: – Taki zakaz gwałci prawa obywatelskie. Społeczeństwo ma prawo dowiedzieć się, jak funkcjonuje państwo, zwłaszcza w sprawie, która przez 20 lat pozostawała niewyjaśniona, a policja miała ją tuszować – mówi profesor. Również Szymon Ossowski z Sieci Obywatelskiej Watchdog podkreśla, że „sąd powinien publicznie pokazywać, co w państwie nie zadziałało, aby to napiętnować".

Reklama
Reklama

Jako podstawę prawną zakazu rzecznik sądu wskazuje art. 357 § 2 kodeksu postępowania karnego, który pozwala sądowi określić „warunki udziału przedstawicieli środków masowego przekazu w rozprawie". Tyle że eksperci twierdzą, iż jest on związany z § 1, który mówi, że „Sąd zezwala przedstawicielom środków masowego przekazu na dokonywanie za pomocą aparatury utrwaleń obrazu i dźwięku z przebiegu rozprawy".

– Sąd może wprowadzić ograniczenia dotyczące obecności mediów po to, by zapewnić niezakłócony tok procesu, a świadkom komfort zeznawania. Chodzi o kwestie techniczne – tłumaczy sędzia Piwnik.

Czują się pewnie

Skutki zakazu już dają się odczuć. O procesie w głośnej sprawie media informują skąpo, a jeśli już – podają ogólniki.

– Oskarżeni zachowują się, jakby byli na spotkaniu towarzyskim, śmieją się, puszczają do siebie oko. Sąd nie dociska ich pytaniami – mówi nam Aneta Kupiec, siostra Iwony.

Jeden z obecnych na rozprawie dziennikarzy uważa, że dotąd nie padło żadne pytanie, które zmusiłoby oskarżonych policjantów do odpowiedzi, dlaczego tak marnie szło im szukanie sprawców.

To wszystko powinny przekazywać media. – Dziennikarz ma prawo napisać, co dzieje się na sali sądowej, także kiedy np. sędzia łamie przepisy, prokurator manipuluje dowodami, a świadkowie kłamią. Albo przeciwnie – że śledztwo przeprowadzono drobiazgowo, a sąd z dbałością o przepisy wszystko wyjaśnił. To rola edukacyjna i informacyjna dla społeczeństwa – uważa sędzia Piwnik.

Reklama
Reklama

I dodaje, że sędzia powinien mieć świadomość, że podlega ocenie i krytyce, a społeczeństwo ma prawo wiedzieć, jak toczy się proces.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Kraj
Czy Polskę 2050 w Warszawie czeka podział? Reakcje na wojnie na górze
Kraj
„Rzecz w tym”: Nowe Centrum, stara próżnia? Polityczna układanka po rozpadzie Polski 2050
Warszawa
Rekordowa cena za metr kwadratowy zapłacona. Gdzie jest granica?
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama