Reklama
Rozwiń
Reklama

Bulwarowa wojna Tomasza Lisa

Naczelny „Super Expressu” domaga się, by znany publicysta zrzekł się tytułu Dziennikarza Roku 2009

Publikacja: 07.01.2010 03:28

Bulwarowa wojna Tomasza Lisa

Foto: ROL

Walka między tabloidami a Tomaszem Lisem, która zaczęła się wiele miesięcy temu, trwa w najlepsze. Najnowsza odsłona to apel redaktora naczelnego „Super Expressu” Sławomira Jastrzębowskiego o zrzeczenie się tytułu Dziennikarza Roku, którą Lisowi przyznał w grudniu miesięcznik „Press”.

Lis w orbicie zainteresowań prasy kolorowej był od zawsze. Zwłaszcza że sam chętnie dostarczał jej tematów do publikacji. Na przykład, gdy jesienią 2007 r. ożenił się z dziennikarką Hanną Smoktunowicz, która była świadkiem na jego pierwszym ślubie – z Kingą Rusin, wysłał do „Faktu” esemesa z informacją na ten temat.

[srodtytul]„Podszczuwacze”[/srodtytul]

Polskie bulwarówki, zwłaszcza od czasu pojawienia się na rynku „Faktu”, pełne były wiadomości z prywatnego życia Lisa. Zajmowały się jego fryzurą, chodzeniem po sklepach z żoną, zakupem nowego samochodu.

Początkowo Lis współpracował z „Faktem”, publikując w nim felietony. W 2006 r. wystawił mu nawet laurkę w tekście „Fakt broni ludzi i patrzy na ręce politykom”. Jego felietony przestały się tam ukazywać dwa lata temu. Dziś pisze dla „Gazety Wyborczej” i „Polski”.

Reklama
Reklama

Teraz pisząc o prasie bulwarowej, Lis używa mocnych słów. Nazywa je m.in. „podszczuwaczami” czy „szambem”. „Wstrętna jest tabloidyzacja, ohydne są brukowce” – napisał w jednym z ostatnich tekstów z 2009 r.

[srodtytul]Chcą 400 tys. zł [/srodtytul]

Lis razem z żoną Hanną 1,5 roku temu wytoczył proces „Super Expressowi”. Od wydawcy żąda 400 tys. zł. Za co? Za teksty, w których „SE” zarzucał mu m.in. stronniczość w jednym z jego autorskich programów, i o kilka publikacji dotyczących życia prywatnego jego i jego żony.

– Rozumiem, że Tomasz Lis nie musi kochać tabloidów, bo mogły go potraktować nieco brutalnie, ale osoby publiczne muszą mieć nieco twardszą skórę – uważa Jastrzębowski.

Na tym nie kończą się spory Lisa z tabloidem. W jednym z grudniowych programów „Tomasz Lis na żywo”, gdy rozmawiano o problemach znanych ludzi z show-biznesu z prasą kolorową, wystąpił prawnik zajmujący się ochroną dóbr osobistych Maciej Ślusarek.

Lis nie poinformował jednak, że ów mecenas reprezentuje go w sporze z „SE”. Ale natychmiast zareagowała sama gazeta, wytykając mu, że wykorzystał stację do prywatnej wojny.

Reklama
Reklama

Kilka dni później Lis na gali „Press” odebrał nagrodę Dziennikarza Roku. Kandydatów do niej może wskazać każda redakcja, a dziennikarz, który otrzyma największą liczbę punktów, otrzymuje zaszczytny tytuł.

Katarzyna Kozłowska, wicenaczelna tygodnika „Wprost” (wcześniej w „SE” i „Fakcie”), przyznanie nagrody Lisowi skwitowała ironicznym wpisem w swoim blogu: „Publicysta »Faktu« Dziennikarzem Roku”. – Cieszy mnie, że Lis wprowadził w końcu prasę bulwarową na salony. Dziennikarze „Faktu” i „Super Expressu” byli do dzisiaj niedoceniani – napisała.

Jednak w tym tygodniu naczelny „SE” napisał list otwarty, w którym apeluje o odebranie Lisowi tej nagrody. Uważa bowiem, że mogło tu dojść do zmowy należących do tego samego wydawcy redakcji niszowych gazet: „Poradnik Restauratora” i „Poradnik Handlowca”.

„Tomasz Lis w maju 2009 r. uświetnił swoją obecnością poznańską komercyjną imprezę tego wydawcy. O zmowie wyżej wymienionych redakcji świadczy niezbicie prawie jednakowa treść uzasadnień wyboru tego właśnie Dziennikarza” – napisał Jastrzębowski.

Ten apel ostro skrytykował naczelny „Pressa” Andrzej Skworz. „»Super Express« nie wziął udziału w głosowaniu, nie dał Ewie Ewart (innej kandydatce – red.) choćby jednego punktu (co natychmiast zmieniłoby wyniki), a teraz wylewa pomyje na zwycięzcę i sugeruje istnienie jakiegoś nowego rodzaju korupcji – czytamy w oświadczeniu – wiem, co by się stało, gdybyśmy zgodzili się na rozwiązanie zaproponowane przez naczelnego tej gazety: dzień później ci dziennikarze, którzy z kolei nie lubią TVN, domagaliby się odebrania nagrody Ewie Ewart, analizując, czyje głosy otrzymała. To żałosne, ale mamy z tym do czynienia co roku”.

[srodtytul]Krucjata Lisa[/srodtytul]

Reklama
Reklama

Medioznawcy nie mają jednak wątpliwości, jak nazywać ten spór dziennikarza z tabloidem. – To medialna wojna, w której obaj przeciwnicy grają ostro – twierdzi prof. Krystyna Doktorowicz z Uniwersytetu Śląskiego. – Lis uważa, że tabloidy wchodzą w życie prywatne niezwykle agresywnie, i po prostu włączył się w krucjatę przeciwko nim.

– W dziennikarskim fachu konflikt, walka czy wzajemne podszczypywanie się są rzeczą normalną – uważa prof. Maciej Mrozowski z SWPS. Jego zdaniem apel „SE” to niedobry pomysł. – Ale jeśli nagrodę po raz trzeci otrzymuje ten sam dziennikarz, to znaczy, że redakcje głosują sztampowo. Lis jest na pewno w czołówce, ale gdyby poszperać, można znaleźć kilku lepszych w ostatnim roku – podkreśla.

Jastrzębowski wie, że Lisowi nagrody nikt nie odbierze. – Ale na pewno wpłynie to na sposób przyznawania nagrody w przyszłym roku – mówi „Rz”.

Sam Tomasz Lis nie odbierał od nas wczoraj telefonu.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
ekologia
Co dalej ze Strefą Czystego Transportu w Warszawie? Radni nie są przekonani
Kraj
Dokąd jeździł Rafał Trzaskowski? Zestawienie podróży służbowych prezydenta Warszawy
Warszawa
Pierwsze podsumowanie warszawskiego programu „Bezpieczna Noc”
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama