Skierowanie wniosku do prokuratora generalnego o wstrzymanie kary dla Jakuba Tomczaka zapowiedzieli jego adwokaci. To efekt zarzutów wobec lekarza, który dostarczył sądowi kluczowego dowodu w sprawie gwałtu, jakiego miał dopuścić się Polak – próbek DNA z ciała ofiary. Jak napisały w sobotę,, Rz” i „Gazeta Wyborcza”, postępowanie przeciwko dr. Imrannowi Jhetamowi prowadzi General Medical Council, odpowiednik polskiej Naczelnej Izby Lekarskiej.
Zarzuty dotyczą jego działań w dniu, w którym znaleziono ofiarę gwałtu. Według relacji lokalnej gazety z Exeter lekarz przyznał, że nie przeprowadził jej badania z należytą starannością, m.in. nie pobrał próbek DNA z miejsc intymnych.
Czy zrobił to później? Z przywołanych przez gazetę zeznań Jhetama to nie wynika. W aktach sprawy jest wprawdzie protokół badania noszący datę 25 lipca (dwa dni po gwałcie), ale adwokaci Tomczaka i tak mają wątpliwości. – Lekarz unikał policji, protokół zeznań podpisał dopiero w październiku tego roku, a z badania próbek wynikało, że nie ma zgodności co do jednej cechy – wylicza Mariusz Paplaczyk, jeden z obrońców Tomczaka. Dodaje, że na miejsce próbki rzekomo pochodzącej z ciała kobiety mogła zostać podłożona inna. – A nawet jeśli tak się nie stało, to tak długa zwłoka w badaniu powoduje, że wyniki stają się niewiarygodne – mówi.
GMC nie komentuje sprawy do czasu jej rozstrzygnięcia.
Tymczasem prawnicy Tomczaka przygotowują się do złożenia apelacji w angielskim sądzie. Zamierzają też wymóc działania na przedstawicielach Polski. Powołują się na rozdział 59. kodeksu postępowania karnego, który mówi, że sąd oraz prokurator generalny mogą wstrzymać wykonanie kary, jeśli istnieją szczególnie ważne powody przemawiające za ułaskawieniem. Jednak reakcje są bardzo ostrożne.