Gmina Krokowa słynie już nie tylko z tego, że jej głównym towarem jest turystyka i zakorzeniony od dziesięcioleci przemysł wydobywczy, ale z tego, że obie te dziedziny funkcjonują obok siebie, nie przeszkadzając sobie. Teoretycznie to niemożliwe i absurdalne.

Henryk Doering:

Trudno nie zgodzić się z teorią, że tam, gdzie jest przemysł, nigdy nie będzie turystyki. To jakby dwa wykluczające się żywioły. Jednak teoria nie zawsze idzie pod rękę z praktyką.

Dane jest nam żyć w przepięknych, nadmorskich krajobrazach, na ziemi o bogatej historii, do których w sezonie tęsknią tysiące turystów. Ale także na ziemi obfitej w cenne złoża. Od 40 lat z tej ziemi wydobywany jest gaz ziemny i ropa naftowa.

A teraz jeszcze ma dojść gaz łupkowy i turystów z tego powodu nie ubywa.

Wprost przeciwnie. Czasem odnoszę wrażenie, że każdego roku jest ich coraz więcej. Turystów latem mamy dwukrotnie więcej niż mieszkańców w gminie. Nigdy nie odstraszało ich, że z ziemi ciągnie się ropę i gaz ziemny, bo to po prostu nie rzuca się w oczy.

Owszem, da się zauważyć. Rurę wydechową w ekskluzywnej limuzynie też da się zauważyć. Podobnie jest u nas. Ale nic nie jest w stanie przyćmić klimatu, krajobrazu, atrakcji turystycznych. Nie zmieni tego także wydobycie gazu łupkowego. Odbywać się będzie nowoczesną metodą – porównałbym ją do chirurgicznej metody laporoskopowej – która nie wymaga jakiejś przesadnie dużej infrastruktury ani konieczności wydobycia odkrywkowego mogącego zakłócić krajobraz.

Gmina już w 1995 roku była podłączona do sieci gazowej.

W latach 1995–2000 władze gminy zdecydowały o budowie sieci gazowej zasilającej wszystkie z naszych 26 sołectw. Udało się wtedy zachęcić mieszkańców, aby zdecydowali się na gaz, ponieważ ich paleniska domowe strasznie kopciły i były naprawdę trudne dla środowiska. To miało ogromne znaczenie, ponieważ ludzie palili nie tylko węgiel i drewno, ale dosłownie wszystko, co dało się włożyć do pieca. Przystali na to, ponieważ koszty zużycia gazu były naprawdę korzystne.

Autopromocja
CFO Strategy & Innovation Summit 2021

To już IV edycja kongresu dla liderów świata finansów

WEŹ UDZIAŁ

Mamy szczęście, mogąc skorzystać z szansy, jaką daje nam wydobycie na naszym terenie gazu łupkowego

Później jednak gmina została włączona do systemu centralnego. W międzyczasie zmieniło się prawo energetyczne. W rezultacie małe rachunki za gaz stały się spore. Ludzie zaczęli rezygnować z gazu i wracać do swoich dawnych palenisk.

I gmina stanęła przed kolejnym dylematem, czy może szansą na tani gaz dla mieszkańców będzie danie zgody na wydobycie gazu łupkowego?

Dokładnie tak. Musimy spróbować skorzystać z tej szansy. Nie ukrywam, że ważna dla gminy jest ekonomia. Ale taka rozsądna, która pozwoli czerpać zyski bez szwanku dla środowiska, bo wtedy ucierpiałby nasz własny przemysł, jakim jest turystyka.

Ekolodzy oczywiście powiedzą, że lepszym źródłem ciepła dla naszych domów jest np. fotowoltaika. Zapewne jest. Ale równolegle korzystajmy z naszych innych naturalnych bogactw oraz z odnawialnych źródeł energii.

Czy sprawa prowadzenia działalności wydobywczej nigdy nie wywołała napięcia wśród mieszkańców? Wszyscy zawsze mówią jednym głosem i są wśród nich wyłącznie podobni panu entuzjaści wydobycia gazu?

Nigdy nie mieliśmy problemu ze społecznym przyzwoleniem. Mieszkańcy gminy byli niezadowoleni tylko raz. Wtedy gdy po włączeniu sieci gazowej do centralnego systemu wzrosły rachunki za gaz. Mieli pretensje, że gmina zamiast zamknąć się w ramach swoich złóż i korzystać z taniego gazu tylko dla swoich mieszkańców, dopuściła do zasilania nim okolicznych gmin, przez co ze względu na niewystarczającą wydajność musiała się włączyć w system krajowy i w tym momencie znacząco wzrosły ceny gazu na terenie gminy Krokowa.

Mieszkańcy nie widzą problemu, nie mają wątpliwości podobnych do tych wyrażanych przez ekologów, że wydobycie gazu łupkowego nie będzie dla nich szczęśliwym rozwiązaniem?

Argumenty przeciwników wydobycia gazu łupkowego docierają do wszystkich mieszkańców gminy. Żaden z nich nie jest na te argumenty ani specjalnie podatny, ani też uodporniony. Ekolodzy i ich argumentacja o szkodliwości wydobycia gazu łupkowego mają w naszej gminie słabą siłę rażenia.

Dlaczego?

Od samego początku przy odwiertach i wydobyciu pracują mieszkańcy naszej gminy. Wiedzą, co robią, po co to robią, rozumieją, przy czym pracują, i potrafią w prosty sposób wytłumaczyć wszystkie zawiłości zaniepokojonym mieszkańcom gminy. Nie ma lepszego i bardziej wiarygodnego źródła informacji niż sąsiad pracujący przy wydobyciu. Tu ludzie sobie ufają. Potrafią wytłumaczyć, że wydobycie gazu nie sprawi, iż z kranów nagle będzie się lała brunatna woda, zatrzęsie się ziemia, popękają domy lub zdarzy się podobne nieszczęście.

W zrozumieniu, że wydobycie gazu nie odbije się negatywnie na środowisku i jakości życia mieszkańców, pomocne są zapewne kampanie informacyjne koncernu wydobywczego?

Tego bym nie powiedział. Koncern chce być tu widoczny i próbuje w pewnym sensie brać udział w życiu naszej społeczności, lecz ma to raczej związek ze zrozumieniem, czym jest społeczna odpowiedzialność biznesu niż z propagandą za gazem łupkowym. Informacje na temat stosowanej technologii i jej ewentualnego wpływu na środowisko oczywiście trafiają w ręce mieszkańców, ale ich skuteczność jest tylko trochę większa niż ekologów z ich czarnymi scenariuszami. Dla mieszkańców zrozumiałe jest to, co powie sąsiad pracujący przy odwiercie.

Zwykle, gdy na jakimś terenie miałby się pojawić koncern wydobywczy, społeczność jest podzielona na zwolenników i opozycję. Może Krokowa mówi jednym głosem, bo działalność wydobywcza jest tu obecna od kilkudziesięciu lat i praktycznie stała się elementem krajobrazu, częścią ich życia?

Z pewnością coś w tym jest. PGNiG od około 40 lat wydobywa w Krokowej ropę i gaz ziemny. Infrastruktura wydobywcza nikogo nie kłuje w oczy. Istnieje od dawna, więc mieszkańcy nie widzą w tym nic nadzwyczajnego. Jest tak naturalna jak sklep spożywczy na rogu ulicy. Poza tym, jeśli się komuś wydaje, że Krokowa to gmina z brzydkim przemysłowym krajobrazem, to jest w poważnym błędzie. Przemysł wydobywczy nie zdominował i nigdy nie zdominuje krajobrazu Krokowej. Gmina ma charakter rolniczo-turystyczny. Turystyka jest wręcz jej towarem eksportowym. A poza oczywistymi atrakcjami turystycznymi, takimi jak dostęp do morza, jej siłą jest niepowtarzalny krajobraz.

Wyobraźnia podpowiada, że piękne krajobrazy i działalność turystyczna nie mogą żyć w zgodzie z widokami platform wydobywczych, szybów wiertniczych i wielu innych przemysłowych obiektów.

W Krokowej wyobraźnia płata figle. Cudowny krajobraz, morze i turystyka, dzięki której większość mieszkańców ma pracę, nigdy nie zostaną sprzedane w zamian za korzyści płynące z przemysłu wydobywczego. Po pierwsze, nie ma takiej infrastruktury, która położyłaby się cieniem na naszym krajobrazie i korzyściach czerpanych z turystyki. Po drugie, mieszkańcy nigdy nie wyraziliby na to zgody.

Ciekawostką jest, że jakiś czas temu na południu gminy, a więc na terenach oddalonych od morza, pojawił się pomysł postawienia wiatraków. Miało być ekologicznie. Mieszkańcy nie dali przyzwolenia. Powiedzieli, że nie pozwolą, by krajobraz gminy szpeciły takie budowle. To chyba najlepsza odpowiedź na pytanie, jak bardzo infrastruktura wydobywcza jest widoczna w krajobrazie i czy może zagrozić turystycznym interesom gminy i jej mieszkańcom.

Czego jak czego, ale naszym mieszkańcom rozsądku nie brakuje. Nigdy nie zgodzą się, by zabrano im to, co dla nich najcenniejsze. Tu ludzie żyją głównie z turystyki. A przemysł wydobywczy dziś jest, a jutro może go nie być. Turystyka jest interesem życia, a gaz tylko epizodem, na który dają przyzwolenie w granicach nienaruszających tego, co dla nich najważniejsze.

Czyli językiem obowiązującym w gminie jest język korzyści i obrony strategicznych interesów mieszkańców?

Tak, a wszystko to jest językiem rozsądku. Zjadamy ciastko i mamy ciastko.

Mając dobry interes, robicie jeszcze lepszy.

Korzyści wynikające z obecności tego rodzaju przemysłu w gminie są spore, a gdy wydobycie gazu rozwinie się na dużą skalę, staną się jeszcze większe. Pobieramy opłaty eksploatacyjne, które jeszcze dziś nie są duże, ale znacznie wzrosną wraz ze zwiększeniem wydobycia. To będzie poważny zastrzyk do budżetu gminy. Do tego dochodzi jeszcze podatek od nieruchomości. Nie wspominając o zysku w postaci taniego gazu dla mieszkańców i uniezależnienia się od droższych dostawców. Jesteśmy gminą wiejską z 26 sołectwami. Każda wieś ma dostęp do gazu. Wątpię, czy w Polsce znajdziemy sołectwa liczące po 150–200 osób, podłączone do sieci gazowniczej. Obecnie kończymy kanalizowanie całej gminy. W przyszłości zaplanowane dochody związane z przemysłem wydobywczym także będą zasilały inwestycje gminy. Pieniądze trafią też do miejscowości turystycznych po to, by rosła w siłę turystyka, a w związku z tym jakość życia mieszkańców.

Jestem przekonany, że mamy szczęście, mogąc skorzystać z szansy, jaką daje nam wydobycie na naszym terenie gazu łupkowego. Niektórzy mówią: później, poczekajmy.

A ja powtarzam, że nie można zwlekać. Za kilkadziesiąt lat nas nie będzie, technologia rwie do przodu, więc jeśli teraz ziemia, na której żyjemy, daje nam szansę na lepsze i tańsze życie, to spróbujmy. Ta przygoda jest dla nas bardzo ważna.