Dla niego był to ostatni moment, by uniknąć losu celebryty. Mógł przyjechać do pracy służbową limuzyną z szoferem, a prasową czeredę zbyć krótkim „nie mam czasu". Ale – o tempora, o mores! – Carney przyjechał do roboty metrem, a dziennikarzy oczarował promiennym uśmiechem. To definitywnie przypieczętowało jego status gwiazdora, którym brytyjskie media interesują się na równi z aktorami, muzykami i piłkarzami.

Ekonomia oczywiście ma swoich celebrytów. To choćby Paul Krugman, laureat ekonomicznego Nobla i płomienny publicysta „New York Timesa". Albo Nouriel Roubini, który przewidział ostatni kryzys finansowy, więc jest chętnie zapraszany przez media, złaknione kolejnych kasandrycznych proroctw. Ale szefowie banków centralnych, czyli faktyczni sternicy polityki pieniężnej, rzadko ekscytują media. Dotyczyło to nawet Alana Greenspana, byłego szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej, którego zamierzenia oceniano po grubości teczki: jeśli w dniach posiedzeń była wypchana, miało to jakoby zwiastować podwyżkę głównych stóp procentowych. Jednak sympatię prasy, także kolorowej, przykuł dopiero Carney, którego okrzyknięto „Georgem Clooneyem globalnych finansów", „gwiazdą rocka bankowości" i „Alexem Fergusonem polityki pieniężnej".

Więcej w nowym „Przekroju". Zaprasza Grzegorz Siemionczyk